REKLAMA

Polskie cudo widzi drony przy samej ziemi. Ruski się nie prześlizgnie

Połączone siły polskich i ukraińskich inżynierów stworzyły coś niesamowitego. To radar, przed którym nie ukryje się żaden wrogi dron.

Molfar rozwija radar na drony, które omijają obronę
REKLAMA

Najtrudniejsze do wykrycia drony wcale nie muszą być najszybsze ani najbardziej zaawansowane technologicznie. Wystarczy, że są niewielkie, lecą bardzo nisko, mają mało metalowych elementów i nie korzystają z klasycznej łączności radiowej, którą można zagłuszyć. Właśnie z myślą o takich zagrożeniach polsko-ukraiński Molfar Defence rozwija nowy radar. Ma on wykrywać małe bezzałogowce odpowiednio wcześnie, tak aby żołnierze dostali ostrzeżenie jeszcze zanim dron znajdzie się nad chronionym obiektem czy pozycją.

REKLAMA

Największy problem lata tuż nad ziemią

Wojna na Ukrainie mocno zmieniła sposób myślenia o obronie powietrznej. Jeszcze kilka lat temu wiele systemów tworzono przede wszystkim z myślą o samolotach, śmigłowcach, pociskach manewrujących czy większych dronach. Dziś coraz większym problemem są małe bezzałogowce, które kosztują niewiele, a do ich skutecznego zwalczania często trzeba używać znacznie droższych środków.

Takie maszyny są problemem nie dlatego, że są niezwyciężone, lecz dlatego, że trudno je szybko zauważyć, odróżnić od tła i zniszczyć za rozsądną cenę. Lecą nisko, czasem tuż nad przeszkodami terenowymi, a ich sygnatura radarowa bywa bardzo słaba. Mały dron z tworzyw sztucznych i niewielką ilością metalu może wyglądać dla systemu znacznie mniej wyraźnie, niż klasyczny cel wojskowy.

Do tego wszystkiego dochodzą zakłócenia od tła: ziemi, drzew, budynków, falowania terenu, deszczu czy ptaków. Radar widzi odbicia, ale musi z nich wydobyć coś, co jest realnym zagrożeniem. W przypadku nisko lecących dronów to właśnie oddzielenie celu od tła staje się jednym z najtrudniejszych zadań.

REKLAMA

Nowym wyzwaniem dla obrony są przede wszystkim drony sterowane światłowodem

Szczególnie dużo uwagi przyciągają dziś drony sterowane światłowodem. Zamiast klasycznej łączności radiowej wykorzystują cienki przewód rozwijany podczas lotu. To duże wyzwanie dla obrony, bo wiele systemów antydronowych opiera się właśnie na zakłócaniu sygnału między operatorem a maszyną.

REKLAMA

Jeżeli nie ma typowej transmisji radiowej, klasyczne zakłócanie traci część sensu. Dron może lecieć bardzo nisko, być trudny do wykrycia, a jednocześnie pozostawać odporny na środki walki radioelektronicznej, które w innych przypadkach mogłyby zerwać jego łączność z operatorem. To nie czyni go niewidzialnym, ale przesuwa ciężar obrony z samego zagłuszania na wcześniejsze wykrycie i śledzenie.

REKLAMA

Właśnie dlatego dobry radar taktyczny jest tak ważny. Jeśli żołnierze zauważą drona dopiero w ostatniej chwili, może już zabraknąć czasu na skuteczną reakcję – niezależnie od tego, czy chodzi o broń lufową, inne środki kinetyczne czy pozostałe elementy obrony. To właśnie pierwszy sensor często przesądza o tym, czy cały system zdąży zadziałać.

Molfar chce dołożyć nową warstwę do obrony

Molfar Defence to polsko-ukraińska spółka rozwijająca radary dla małych, nisko lecących bezzałogowców. Jej główna siedziba znajduje się w Warszawie, a firma otwiera oddział na Ukrainie, aby bliżej współpracować z wojskiem i sprawdzać rozwiązania w warunkach możliwie zbliżonych do realnego użycia. Według założeń radary Molfar mają wykorzystywać zaawansowane przetwarzanie sygnału i analizę cech obiektu, aby odróżniać drony od innych rzeczy poruszających się w powietrzu.

Najciekawszy w tym wszystkim jest taktyczny charakter rozwiązania. Molfar nie próbuje zastąpić dużych radarów dalekiego zasięgu, które pilnują nieba na poziomie państwa lub dużych zgrupowań wojsk. Chce raczej uzupełnić je tam, gdzie powstają ślepe strefy: bliżej frontu, baz, kolumn logistycznych i obiektów, które mogą zostać zaatakowane przez małe UAV.

REKLAMA

Mały radar bliżej żołnierzy

Sam system ma być modułowy, dostępny w wariantach sektorowych i do obserwacji dookólnej. To oznacza, że może pilnować wybranego kierunku albo zapewniać pokrycie wokół chronionego miejsca. Może też działać samodzielnie albo jako dodatkowy sensor w większej architekturze obrony powietrznej.

Molfar podkreśla, że jego system ma ograniczać fałszywe wykrycia powodowane przez ptaki, zjawiska pogodowe i efekty atmosferyczne. Na froncie może to być równie ważne jak sam zasięg radaru. System, który ostrzega zbyt często bez powodu, szybko traci wiarygodność. Żołnierze zaczynają go ignorować albo reagują z opóźnieniem, bo każdy kolejny alarm wygląda jak następny błąd maszyny.

REKLAMA

W przypadku małych dronów problem ten jest tak naprawdę duży. Ptaki też są małe, poruszają się nieregularnie i potrafią pojawiać się na małych wysokościach. Deszcz, mgła czy zmienne warunki terenowe również mogą utrudniać interpretację obrazu. Dlatego skuteczny radar antydronowy musi robić dwie rzeczy naraz: wykrywać bardzo słabe cele i jednocześnie nie zamieniać każdego poruszenia w powietrzu w alarm bojowy.

Dane z radaru muszą nadawać się do natychmiastowej reakcji

Drugim istotnym elementem systemu ma być ciągłe śledzenie i podawanie współrzędnych celu. W obronie przed dronami sama informacja, że coś leci, często po prostu nie wystarcza. Potrzebne są kierunek, odległość, wysokość, prędkość i aktualizowana trajektoria. Dopiero wtedy można zdecydować, czy uruchomić zakłócanie, skierować optykę, przygotować broń lufową, wysłać drona przechwytującego albo przekazać ostrzeżenie chronionej jednostce.

REKLAMA

To właśnie odróżnia radar bojowy od zwykłego czujnika ostrzegawczego. Sam czujnik może jedynie zasygnalizować, że w okolicy pojawiło się zagrożenie. Radar, który potrafi stale śledzić cel, dostarcza znacznie więcej informacji – takich, które można od razu wykorzystać do podjęcia działania. W nowoczesnej obronie liczy się cały proces: wykrycie obiektu, rozpoznanie go, śledzenie jego ruchu, przekazanie danych odpowiednim systemom i ostatecznie zatrzymanie zagrożenia, zanim dotrze do celu.

Molfar celuje w lukę między dużą obroną a żołnierzem na ziemi

Takie rozwiązanie miałoby sens szczególnie tam, gdzie klasyczne systemy są po prostu za duże, za drogie albo ustawione zbyt daleko od zagrożenia. Radar Molfar ma być elementem taktycznym, czyli bliższym żołnierzom, posterunkom, małym bazom, punktom logistycznym czy mobilnym stanowiskom obrony. Nie chodzi o pilnowanie całego nieba nad państwem, ale o zamknięcie lokalnej dziury, przez którą przelatują najtańsze i najbardziej uciążliwe drony.

REKLAMA

To bardzo istotne zwłaszcza przy dronach FPV i maszynach sterowanych światłowodem. Tutaj liczy się każda sekunda. Często od wykrycia zagrożenia do potencjalnego ataku mija nie kilka minut, ale zaledwie kilkadziesiąt sekund. Sam komunikat, że w pobliżu znajduje się dron, może więc nie wystarczyć. Jeśli jednak system potrafi szybko określić kierunek lotu i na bieżąco podawać jego pozycję, daje obrońcom znacznie większą szansę na skuteczną reakcję.

Przeczytaj także:

Na razie najważniejsze parametry systemu pozostają niejawne albo niepodane publicznie. Nie wiadomo, jaki rzeczywisty zasięg wykrycia będzie miał radar wobec małego quadcoptera, drona FPV czy konstrukcji światłowodowej lecącej tuż nad ziemią. Nie wiadomo też, jak urządzenie poradzi sobie w lesie, zabudowie, deszczu, przy silnym zagłuszaniu i przy dużej liczbie jednoczesnych celów.

REKLAMA

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-10T06:34:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T20:58:36+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T16:19:33+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T16:10:53+02:00
Aktualizacja: 2026-06-09T15:10:59+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA