Bezpieczeństwo  / Artykuł

ICREACH - tajne "Google" w rękach NSA

Dzięki informacjom udostępnionym przez Edwarda Snowdena wiemy, że agencje rządowe w USA mają dostęp do wyszukiwarki ICREACH, którą wzorowano na Google. Różnica jest taka, że wpisując imię i nazwisko otrzymać można informacje dotyczące połączeń telefonicznych, kontaktów a także lokalizacji danej osoby i jej potencjalnych przyszłych zachowań.

Jak doszło do powstania ICREACH?

Historia zbierania metadanych w celu inwigilacji ludności zaczyna się we wczesnych latach 90’, kiedy Google nawet jeszcze nie istniało. Pierwszy system przechwytywania rejestrów połączeń i innych informacji osobistych nazwano PROJECT CRISSCROSS. Służył on głównie do identyfikacji członków organizacji przestępczych, dzięki analizie sieci kontaktów podejrzanych np. o handel narkotykami.

Następną odsłoną systemu inwigilacji był PROTON, który potrafił analizować pozyskane metadane pod kątem wyszukiwania osób zachowujących się w podobny sposób do podejrzanych osobników. W ten sposób CIA wyłapywała potencjalnych terrorystów, którzy w tajemnicy przewożeni byli do więźeń i tam poddawani przesłuchaniom.

ICREACH NSA

System PROTON okazał się jednak zawodny. NSA była obarczana winą za niepowstrzymanie zamachów z 11 września 2001 roku, a potem za słabe przygotowanie wywiadowcze do inwazji w Iraku. To doprowadziło do powstania ICREACH, który jest udoskonaloną wersją poprzednich rozwiązań i miał być stosowany jedynie do inwigilacji cudzoziemców. Prawda okazała się jednak inna

Mechanizm działania ICREACH

System ten funkcjonuje na bazie metadanych pobranych przez pojedyncze jednostki wywiadowcze. Wszelkie informacje dotyczące np. połączeń telefonicznych, historii lokalizacji ludzi zostają zmagazynowane i przetworzone przez algorytmy w celu wyszukiwania potencjalnych zagrożeń lub po prostu oczekują, aż ktoś będzie ich potrzebował. The Intercept szacuje, że w bazie może znajdować się ponad 800 miliardów możliwych wyników wyszukiwania. Dla porównania, w ciągu miesiąca Google wyświetla mniej więcej 100 miliardów odpowiedzi na zapytania.

Ważną informacją jest fakt, że ICREACH nie ma dostępu do treści wiadomości e-mail, SMS czy też zapisów audio rozmów telefonicznych. System analizuje kto do kogo dzwoni, pisze i w jakich miejscach przebywa. Wyszukiwarka ta skonstruowana została z myślą o maksymalnym uproszczeniu obsługi na wzór Google, ponieważ dostęp do magazynowanych informacji ma wiele agencji rządowych (FBI, CIA, DEA i inne).

Głównym atutem ICREACH w porównaniu do poprzednich odsłon systemu jest umieszczenie wszystkich najważniejszych danych wywiadowczych w jednym miejscu i unifikacja interfejsu wyszukiwania. Wcześniejsze wersje krytykowano za brak dostatecznej koordynacji przesyłu informacji między różnymi agencjami.

 Inwigilacja prawie doskonała

Wprowadzenie ICREACH początkowo nie wywołało w Stanach Zjednoczonych kontrowersji, poniważ założeniem było zbieranie danych cudzoziemców. Dodatkowo, po atakach z 11 września 2001 roku, amerykanie godzili się na wprowadzanie kolejnych restrykcji w podróżowaniu i komunikacji pod pozorem walki z terroryzmem.

Dopiero teraz, gdy Edward Snowden ujawnił wiele tajemnic skrywanych przez amerykański wywiad, stawiane są pytania dotyczące sposobu wykorzystania gromadzonych informacji. Podejrzewa się, że agencje rządowe, na czele z FBI, wykorzystują ICREACH do nielegalnego pozyskiwania dowodów przeciwko podejrzanym o przestępstwo. Z racji tego, że dowody zdobyte w ten sposób łatwo byłyby odrzucone w sądzie, służą one jedynie jak podstawę do wszczęcia dalszego dochodzenia.

ICREACH

Załóżmy, że DEA podejrzewa jednego z obywateli o handel narkotykami. Po zbadaniu historii lokalizacji i wysyłanych wiadomości, a także po określeniu siatki kontaktów ma już pewność, że dana osoba rozprowadza nielegalne substancje. Dopiero po potwierdzeniu tej informacji zaczyna się śledztwo, w celu znalezienia “legalnych” dowodów. W konsekwencji przestępca zostaje ukarany, ale specjaliści zwracają uwagę, że nie w ten sposób powinno się pozyskiwać dowody.

ICREACH dysponuje również analizami potencjalnych przyszłych zachowań danej osoby na podstawie wcześniejszych działań. Stąd jest już prosta droga do sytuacji rodem z filmu  “Raport Mniejszości” Stevena Spielberga, w którym skazywano ludzi za czyny, które rzekomo miały zostać popełnione w przyszłości.

źródło: The InterceptZdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst