ACTA: Anoni wyświadczyli nam niedźwiedzią przysługę
Na początku cieszyłem się z reakcji, jaką wywołała wieść o planowanym podpisaniu ACTA. Uważam ten sposób prowadzenia polityki za skandaliczny, a osiąganie słusznego celu po trupach za niedopuszczalne. Jednak w momencie kiedy Anoni zaczęli atakować witryny polskiego rządu trafił mnie szlag.
Oglądam i czytam to, co dziś media piszą i mówią o zamieszaniu w polskim internecie, i jedno jest dla mnie jasne – Anonimowi (ktokolwiek się za nimi kryje) mają niezwykle silny potencjał medialny, który w potężny sposób może oddziaływać na to, o czym dyskutują najważniejsze media i najważniejsi ludzie w danym kraju. Nieważne czy ci Anonimowi, którzy postraszyli dziś Polskę to ci sami Anonimowi, którzy wcześniej hackowali, przejmowali, włamywali się i wyprowadzali dokumenty, dane nie tylko z największych amerykańskich i międzynarodowych instytucji, ale także najbardziej uznanych firm świata, ale dziś mieliśmy namiastkę tego, jak wielki chaos ich działania przynoszą.
Czy ktoś pamięta, że to dziś Facebook miał paść ofiarą grupy Anonimowych hackerów? Dziś 5 listopada, więc według gróźb wysyłanych w kierunku serwisu Marka Zuckerberga jeszcze w sierpniu 2011 r., to właśnie dziś miał nastąpić zmasowany atak, który miał zmieść Facebooka z powierzchni internetu. Jest po 20:00, na Facebooku dzień jak co dzień – cytując frazę z kapitalnego skeczu Macieja Stuhra – „siedzimy, nic się nie dzieje”. Facebook jak istniał, tak istnieje. Można założyć z dużą dozą pewności, że gdy obudzimy się jutro, w uroczą listopadową niedzielę, i odpalimy Facebooka, to nasi znajomi będą tam dalej na nas czekać.