Gry  /  Relacja

Potwory w taktycznej strzelaninie to nie to. Grałem w Rainbow Six Extraction i mam kilka spostrzeżeń

Grałem w Rainbow Six Extraction - mod do Siege za 300 zł

Podczas pokazu Ubisoft Forward zapowiedziano Rainbow Six Extraction - kooperacyjną przygodę dla kilku graczy zainspirowaną gigantyczną popularnością Rainbow Six Siege. Czy wrzucenie potworów do taktycznej strzelaniny ma sens? Rozegrałem kilka rund w Extraction i mam szereg przemyśleń.

Na kilkanaście dni przed pokazem Ubisoft Forward, wydawca zorganizował zamknięte testy Rainbow Six Extraction. Jako fan taktycznego Siege, nie mogłem przepuścić takiej okazji. Popularni operatorzy Rainbow, do tego tryb kooperacji i walka o przetrwanie w niebezpiecznym środowisku pełnym potworów? Na papierze brzmi to bardzo ekscytująco i stanowi świetną odskocznię od klasycznych rozgrywek PvP. W praktyce Extraction to tytuł niezwykle trudny do zbalansowania, by z jednej strony zadowolić weteranów Siege, ale z drugiej otworzyć się na zupełnie nowych graczy. Stąd moja lista największych wad i zalet, sporządzona po ograniu kilku sesji:

[+] Przegrywasz? No to tracisz operatora. Nie ma zmiłuj.

Gdybym miał wskazać najciekawszy element Rainbow Six Extraction, zdecydowanie jest to możliwość utraty operatora. Gdy trójka graczy wyrusza w misję do zainfekowanego regionu, porażka któregokolwiek z nich kończy się zamianą operatora w kokon. W konsekwencji gracz traci dostęp do tej postaci. Jeśli chce rozegrać następną misję, musi wybrać innego specjalistę. Trochę jak w X-COM, gdzie polegli żołnierze nie wracają po misji do bazy, a każda strata ma znaczenie i silne przełożenie na mechanizmy rozgrywki.

Co świetne, takiego operatora można później odzyskać, wykonując kolejne misje innymi postaciami. Wydobycie specjalisty z kokonu to jedna z losowych aktywności, na którą możemy natrafić podczas ekspedycji do zainfekowanej bazy. Takiego nieprzytomnego operatora musimy później przenieść do specjalnej kapsuły (możemy wtedy strzelać wyłącznie z broni bocznej), umożliwiającej natychmiastową ewakuację.

Możliwość utraty operatora świetnie działa w praktyce. Po pierwsze, taki mechanizm odczuwalnie podnosi stawkę rozgrywki i sprawia, że gracze bardziej się starają. Po drugie, możliwość utraty części (albo nawet wszystkich!) operatorów to odświeżający i odważny element, budujący unikalną tożsamość Rainbow Six Extraction na tle innych kooperacyjnych gier PvE, których ostatnio pojawiła się cała masa.

[-] Taktyczny Rainbow Six wyparował. Extraction gubi to, co czyni Siege wyjątkowym.

Sieciowa strzelanina Rainbow Six Siege jest tak popularna, ponieważ znacząco różni się od Battlefielda czy Call of Duty. Gra jest wymagająca. Jest bezwzględna, trudna. Ginie się tutaj od jednej kulki, nie ma mowy o natychmiastowym powrocie do meczu, a pędzenie na złamanie karku to działanie na niekorzyść całej drużyny. W Siege premiuje się granie z głową, wykorzystanie otoczenia, budowanie zgranych akcji i przewidywanie ruchów przeciwnika. Niewiele z tego zostało odtworzone w Extraction.

Przemierzając korytarze zainfekowanej bazy na Antarktydzie, nie czułem, że muszę się starać. Moja operatorka Finka wyposażona w ciężki karabin maszynowy była jak Rambo. Nie miało znaczenia, czy trafiłem w przeciwnika, czy też nie. Z ponad 150 pociskami w magazynku, prułem do wszystkiego, co się rusza. Momentami miałem wrażenie, że gram w Killing Floor 2. Brakowało tylko ostrej metalowej muzyki przygrywającej w tle.

Chociaż należałem do drużyny z dwoma innymi graczami i byliśmy w stałym kontakcie głosowym, grze nie udawało się wymuszać na nas żadnych taktycznych manewrów. Nie wyważaliśmy drzwi, nie wchodziliśmy do pomieszczeń przez okna, nie zakradaliśmy się do leża wroga kanałami pod samym gniazdem. Korytarz po korytarzu, szliśmy i czyściliśmy bazę z potworów. Czasem po cichu. Czasem z hukiem. Nie czuliśmy jednak, że musimy chociaż na moment przystanąć i się nad czymś zastanowić. Opracować wspólny plan. Szkoda.

[+] Zamiast trybu hordy ciche eliminowanie NPC - to może być bardzo ciekawe.

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby próbować grać w Extraction jak Rambo. Sam tak zresztą z powodzeniem robiłem. Deweloperzy próbują jednak nakierować gracza na cichszą, bardziej profesjonalną infiltrację wrogiego terenu. Extraction stosuje prostą mechanikę nieustannie szarżujących przeciwników wykluwanych z regenerujących się kokonów. Jeśli jesteśmy głośno i jeśli nie uda się nam zapanować nad sytuacją, a następnie jej uspokoić, Extraction zamieni się w rasowy tryb hordy. Z tym, że amunicji nie ma tutaj zbyt wiele, więc wcześniej czy później polegniemy pod naporem monstrów.

Najbezpieczniejsze wydaje się ciche eliminowanie pojedynczych przeciwników, najlepiej strzałem prosto w paskudną głowę. Nie musimy się jednak obawiać, jeśli spudłujemy. Nim wróg zacznie wrzeszczeć, budząc całe gniazdo do życia, wciąż mamy krótkie okno na oddanie drugiego, poprawnego strzału. Do tego NPC są na tyle głupi, że granat rzucony pod nogi grupy potworów raczej nie wzbudzi podejrzeń monstrów znajdujących się kilka pomieszczeń dalej. Wysoka inteligencja zdecydowanie nie należy do atrybutów kosmicznego najeźdźcy.

[-] Nudni, byle jacy przeciwnicy oraz taki sobie projekt gry.

Będąc przy przeciwnikach, potwory w Extraction wyglądają do bólu generycznie. Monstra są pozbawione cech szczególnych, a ich bardziej rozwinięte formy - łącznie z potężnymi alfami - także nie zachwycają unikalnymi projektami. Ubisoft tłumaczy, iż humanoidalne kreatury to zaledwie reakcja obronna inteligentnego szlamu porastającego otoczenie. Marna to argumentacja. W nowych odsłonach Resident Evil także mamy do czynienia z krwiożerczym szlamem, który zachwyca projektem. Na tle takich gier jak Gears of War, Left 4 Dead czy X-COM rywale w Extraction są po prostu nudni.

W parze z przeciętnymi projektami wrogów idą takie sobie lokacje. Baza na Antarktydzie została niemal pozbawiona punktów charakterystycznych. Podobne sale i podobne korytarze przyspieszają monotonię, budzącą się we mnie podczas trzeciej rundy rozgrywek. Z rutyną ma walczyć system losowych wyzwań do zrealizowania podczas wyprawy, ale w praktyce wiele z nich jest do siebie bliźniaczo podobnych. Skanowanie kokonów wrogów czy zabezpieczanie nadajnika? Nie ma to większego znaczenia, doświadczenie będzie takie samo. Ciekawiej robi się, gdy na naszej drodze staje naprawdę wymagający potwór do ubicia.

[+] Niechciani operatorzy zyskują drugie życie i to jest świetne.

Jestem wielkim fanem tego, jak Rainbow Six Extraction daje nowe życie zakurzonym operatorom Siege, którzy nie cieszą się przesadną popularnością. Wcześniej wspomniana Finka stanowi kapitalne wsparcie drużyny - zarówno pod względem siły ognia, jak również wzmacniającej umiejętności specjalnej. Zwiadowca Lion ze swoim skanerem jest nieoceniony, wskazując pozycje wszystkich wrogów w otoczeniu. Również tych nieruchomych. Sledge z jego młotem nagle przestaje być gwiazdą rozgrywek, chociaż również on będzie przydatny podczas walk z opancerzonymi bossami.

Niestety, raczej nie ma co myśleć o przeniesieniu skórek operatorów zdobytych w Siege do Extraction. Nowy Rainbow Six posiada własną estetykę, skoncentrowaną wokół szczelniejszych skafandrów oraz unikalnego wyposażenia grupy REACT - formacji szybkiego reagowania wobec niezrozumiałych, niezbadanych zjawisk i problemów. Jednak sam fakt, że możemy zagrać tutaj takimi ikonami Rainbow jak Polka Ela czy poczciwy Doc to wielka wartość dodana.

[-] Rainbow Six Extraction kosztuje 300 zł i bardzo trudno mi to przełknąć.

Extraction kosztuje w PS Store dla PlayStation 5 aż 300 zł. Mowa o podstawowej wersji gry, bez żadnych dodatków czy bonusowej zawartości. Nie mam problemu z tym, by płacić takie zawrotne sumy za doskonałe gry pokroju Ratchet and Clank: Rift Apart. Jednak w przypadku nowego Rainbow Six nie czułem, abym miał do czynienia z zupełnie osobnym, wielkim i ambitnym projektem. Extraction bliżej do eksperymentalnego modułu dla już wydanego Siege, takiego z osobną zakładką w menu głównym.

Zdaję sobie sprawę, że taka ocena jest krzywdząca dla deweloperów, którzy włożyli wiele miesięcy, a nawet lat w pracę nad Rainbow Six Extraction. Tytuł w zapodanej mi formie nie bronił się jednak jako konsolowy produkt za 300 zł, który bez wyrzutów sumienia mógłbym polecić każdemu czytelnikowi Spider’s Web. Niewykluczone, że produkcja powtórzy historię Siege, zachwycając świetnym rozwojem i wsparciem ze strony deweloperów. Jednak na tutaj i teraz nie zapłaciłbym tak dużej sumy za tak powtarzalne doświadczenie.