Tech  /  News

Podczas lądowania zderzyły się dwa samoloty. I co? I nic, nikomu nic się nie stało

Picture of the author

„Piloci powinni kupić los na loterię” – powiedział zastępca szeryfa hrabstwa Arapahoe. Do wypadku doszło na przedmieściach Denver, kiedy samoloty szykowały się do lądowania.

Takie historie mogą mrozić krew w żyłach. Na szczęście w tym przypadku nie mówimy o scenariuszu do kolejnego odcinka z serii podniebne katastrofy. Wręcz przeciwnie – to opowieść z gatunku niemożliwe do uwierzenia. A jednak się zdarzyło.

Nie pamiętam niczego podobnego – powiedział zastępca szeryfa John Bartmann

Jak pisze Associated Press, do zderzenia doszło, kiedy samoloty podchodziły do lądowania. Piloci faktycznie mogą mówić o olbrzymim szczęściu, skoro kadłub jednego z samolotów prawie został przecięty na pół. Mimo to udało się bezpiecznie wylądować. Na pokładzie obecny był sam pilot.

Drugi, mniejszy samolot, w którym znajdował się pilot i pasażer, miał nieco mniej szczęścia, bo zakończyło się awaryjnym lądowaniem w polu. Biorąc pod uwagę fakt, że mówimy tutaj o kraksie w powietrzu, trudno mówić tutaj o jakimkolwiek pechu.

Zdarzenie było widoczne z ziemi. Kobieta, która była świadkiem, przyznała, że z jej perspektywy wyglądało to tak, jakby jeden samolot ciągnął drugi. Kiedy więc usłyszała hałas i zobaczyła, że z jednej z maszyn wystaje spadochron (w ten sposób pilot złagodził lądowanie w polu) myślała, że na pobliskim lotnisku po prostu odbywają się ćwiczenia.

Dopiero widok spadającej maszyny zaniepokoił kobietę. Szybko pobiegła w jej stronę. Gdy dotarła na miejsce, pilot i pasażer już byli na własnych nogach.

W zalewie fatalnych informacji ze świata - wciąż trwająca pandemia, konflikt izraelsko-palestyński, umierająca planeta - miło poczytać o ludziach, którym w drewnianym kościele cegła spadłaby pod nogi. I przebiła się do skarbca, czyniąc ich milionerami. Mniej więcej takiego farta mieli właśnie piloci. Na szczęście!