Social media  /  Artykuł

Dostępna dla zaproszonych, pożądana przez wielu. Wszystko, co musisz wiedzieć o apce Clubhouse

O tej apce będzie głośno. Wszystko, co musisz wiedzieć o Clubhouse

Można się do niej dostać tylko przez zaproszenie i tylko jeśli posiadasz iPhone’a. Aplikacja społecznościowa Clubhouse z dnia na dzień staje się coraz bardziej popularna. Oto wszystko, co musisz o niej wiedzieć.

Clubhouse to sieć społecznościowa inna niż wszystkie. Podczas gdy istniejące społecznościówki opierają się na dzieleniu się tekstem, zdjęciami i wideo, Clubhouse nastawiony jest w 100 proc. na dźwięk. A konkretnie - na rozmowy. Póki co aplikacja jest jeszcze dość surowa, podobnie jak strona internetowa usługi, która jest po prostu udostępnioną notatką z aplikacji Notion. Już teraz jednak Clubhouse przyciąga tysiące nowych użytkowników z całego świata i wzbudza coraz większe zainteresowanie. Przyjrzyjmy się, o co cały ten hałas.

Jak działa Clubhouse?

Użytkownicy Clubhouse mogą zapraszać do rozmowy swoich znajomych lub dołączać do rozmów nieznajomych z całego świata. Na odpowiedniku tablicy znajdziemy listę toczących się na bieżąco rozmów i jeśli ich autorzy wyrażają na to zgodę, można do nich dołączyć, i albo biernie się przysłuchiwać, albo wziąć aktywny udział.

Osoba zakładająca konwersację (czy też pokój, jak nazywa się to w aplikacji) ma funkcję moderatora - może udzielać głosu innym i usuwać rozmówców. Osoby dołączające do moderatora mają status rozmówcy - mogą się odzywać i współdzielić wirtualną scenę z innymi rozmówcami. W końcu są też słuchacze, czyli użytkownicy, którzy dołączają do istniejących konwersacji. Słuchacz może ograniczyć się do słuchania rozmowy, lub unieść wirtualną dłoń, by zyskać status rozmówcy i wziąć czynny udział w konwersacji.

Rozmowy są w większości poufne. Aplikacja nie zapisuje treści rozmów, a jej regulamin zabrania uczestnikom konwersacji nagrywania w czasie rozmowy, chyba że wszyscy uczestnicy wyrażą na to zgodę. Co więcej, w Clubhouse użytkownicy używają swoich prawdziwych imion i nazwisk; anonimowe konta teoretycznie nie są aprobowane, choć oczywiście trudno to zweryfikować.

Clubhouse nie potępia też wchodzenia i wychodzenia z konwersacji bez przywitania czy pożegnania. Wprost przeciwnie, oficjalne wytyczne aplikacji zachęcają do skakania między konwersacjami, by znaleźć odpowiednią dyskusję dla siebie.

Ale Clubhouse to nie tylko zwykłe dyskusje. Od powstania aplikacji obok „zwykłych” rozmów na każdy możliwy temat pojawiają się też warsztaty, wspólne medytacje, występy standuperów, a ostatnio nawet czterdzieści osób odegrało tam pełnoprawny musical, którego wysłuchało kilka tysięcy osób.

Aplikacja jest nieustannie rozwijana i jednym z priorytetów jest aktualnie ulepszenie możliwości odkrywania interesujących konwersacji. Clubhouse urósł już do takich rozmiarów, iż równolegle toczą się tysiące konwersacji. Autorzy platformy chcą się upewnić, że każdy będzie mógł odnaleźć rozmowy zgodne z jego zainteresowaniami.

Biorąc pod uwagę fakt, iż globalna konsumpcja treści coraz silniej przesuwa się w kierunku audio, sposób działania Clubhouse jest niezwykle przyszłościowy, a jego potencjał - ogromny. Póki co jednak tylko nieliczni mogą się o tym przekonać.

Nie można po prostu zainstalować aplikacji Clubhouse i zacząć z niej korzystać. Aby dołączyć do nowej sieci społecznościowej, konieczne jest zaproszenie od istniejącego użytkownika. Każdy użytkownik, który dołącza do aplikacji, dostaje zaś pięć zaproszeń do rozdania innym. Ci, którzy nie chcą czekać na zaproszenie, mogą zarezerwować sobie nazwę użytkownika i wpisać się na listę oczekujących. Nie wiadomo jednak, po jakim czasie taki użytkownik jest wpuszczany do aplikacji.

Clubhouse póki co nie jest też dostępny dla wszystkich posiadaczy smartfonów - na ten moment dostępna jest wyłącznie aplikacja na iPhone’a, choć w ostatnim wpisie na blogu twórcy zapowiedzieli prace nad aplikacją na Androida, a także rozbudowę serwerów, by w krótkim czasie Clubhouse mógł się otworzyć na wszystkich. Możliwe więc, że ekskluzywna społecznościówka przestanie taką być jeszcze w tym roku.

A to właśnie swojej ekskluzywności Clubhouse zawdzięcza obecną popularność. Każdy chce sprawdzić aplikację, którą zachwalają takie persony jak Drake czy Oprah Winfrey. Z niezwykłego sposobu funkcjonowania Clubhouse’a zaczęli też korzystać internetowi influencerzy, zwłaszcza ci ze sfery marketingu, którzy w Clubhouse znaleźli kolejny kanał dotarcia do swoich fanów (i wyciągnięcia od nich pieniędzy, ale to inna historia).

Niestety ekskluzywność Clubhouse przyczyniła się też do kontrowersji otaczających platformę.

Clubhouse ma problem z moderacją.

Aż do końcówki zeszłego roku Clubhouse - choć twórcy aplikacji temu kategorycznie zaprzeczają - nie był miejscem przyjaznym dla dziennikarzy. Wszystko dlatego, że jeśli już jakiś dziennikarz cudem otrzymał zaproszenie do aplikacji, bardzo szybko wracał stamtąd, donosząc o rażącym braku moderacji i swobodnym podejściu do omawianych tematów. Prawdziwym problemem Clubhouse zdaje się być jednak fakt, iż jego pierwsi użytkownicy po prostu dziennikarzy nie lubili. Jak donosił serwis Motherboard, w maju 2020 r. milionerzy z Doliny Krzemowej, którzy zainwestowali w aplikację, zostali podsłuchani na rozmowie, w której twierdzili, iż „dziennikarze mają zbyt dużą władzę” i zbyt duży wpływ na opinię publiczną. W rozmowie brali udział również przedstawiciele funduszu Andreessen Horowitz, który zainwestował w aplikację 12 mln. dol., a widząc rozwój aplikacji doinwestował kolejne 100 mln. dol., czyniąc z Clubhouse tzw. „jednorożca” - firmę wycenianą na miliard dolarów.

Dziennikarze znaleźli jednak sposób na dotarcie do Clubhouse, głównie za sprawą dziennikarki Sary Szalavitz. I bardzo szybko przekazali światu to, co tam zobaczyli.

Jak donosi Bloomberg, w Clubhouse bardzo szybko zagościli skrajnie prawicowi publicyści, podsycający dyskusje o skrajnie rasistowskim i antysemickim charakterze. Przedstawicielka Clubhouse w odpowiedzi na te oskarżenia odpowiedziała, iż rasizm, antysemityzm czy mowa nienawiści są zabronione w aplikacji, jednak platforma ewidentnie ma problem z egzekwowaniem tych zakazów.

Moderacja serwisu, który polega na swobodnych rozmowach jego użytkowników, to trudne, jeśli nie wręcz niemożliwe zadanie. Wszak nie dysponujemy narzędziami, które pozwalałyby w efektywny sposób blokować wrażliwych treści - twórcy Clubhouse musieliby posuwać się do rozwiązań rodem z NSA, jak nasłuchiwanie słów kluczowych i blokowanie konwersacji na ich podstawie. W ostatnim wpisie na blogu właściciele platformy zapewniają, iż będą się przykładać do moderacji w przyszłości, ale jaką przyjmie ona formę? Trudno orzec. Aktualnie funkcje moderacji sprowadzają się do możliwości blokowania konkretnych użytkowników i zgłaszania konwersacji do administratorów, zarówno tych, które aktualnie się toczą, jak i tych, które już się skończyły.

Regulamin serwisu zabrania też korzystania z niego osobom poniżej 18 roku życia oraz prezentowania w nim treści chronionych prawem autorskim.

Jak Clubhouse zamierza zarabiać?

Pytanie o pieniądze musi się pojawić już teraz, bo Clubhouse, z racji swojej nietypowej formy, pozbawiony jest klasycznych możliwości zarobku, jakie znamy z innych platform społecznościowych. Twórcy Clubhouse nie mogą po prostu zalać aplikacji reklamami obrazkowymi, ani tym bardziej przerywać konwersacji reklamami audio. Skąd więc Clubhouse chce brać pieniądze na swoją działalność?

Póki co Clubhouse działa dzięki pieniądzom inwestorów. W ostatnim wpisie na blogu twórcy jednak uchylili rąbka tajemnicy, jak zamierzają sami zarabiać i jak mają zamiar dawać zarobić ludziom, którzy angażują użytkowników.

W nadchodzących miesiącach pojawią się pierwsze rozwiązania zarobkowe: bilety, subskrypcje i napiwki. Internetowi twórcy mogliby dzięki temu zarabiać na prowadzonych w Clubhouse konwersacjach, zaś aplikacja pobierałaby od tego stosowną prowizję. Clubhouse zamierza też uruchomić program dotacji, którymi będzie zachęcać do współpracy nowych twórców w swojej platformie.

Czy Clubhouse to alternatywa dla Facebooka, jakiej szukamy?

Z całą pewnością Clubhouse to powiew świeżości. Można twierdzić,  że tak naprawdę platforma nie oferuje nic nowego - wszak konwersacje już dziś możemy bez problemu prowadzić w dziesiątkach innych aplikacji, wliczając w to nawet Facebooka, o Zoomie czy Teamsach nie wspominając. Clubhouse jest jednak pierwszą platformą społecznościową, która stawia w 100 proc. na audio i której sukces nie jest zależny od tego, jak wiele gałek ocznych gapi się w danym momencie na wyświetlane reklamy.

Nie sądzę, by Clubhouse był w stanie osiągnąć popularność Facebooka, TikToka czy Instagrama, ale z całą pewnością stanowi dla nich arcyciekawą odskocznię. Zwłaszcza w świetle pandemicznego wyczerpania ekranami, które dotknęło nas wszystkich oraz rosnącej z roku na rok popularności treści słuchanych.