Oprogramowanie  / News

AirPnP to pomysł na apkę dla ludzi, którzy chcą siku, ale nie mają gdzie zrobić. Niby fajnie, ale ta apka to ściema

232 interakcji
dołącz do dyskusji

W niedzielę na fejsbukowym profilu Miasto Jest Nasze pojawiła się zapowiedź rychłego wprowadzenia nowej aplikacji AirPnP. Według zapowiedzi aplikacja, niczym jej duchowy poprzednik AirBnB, pozwoli dzielić się z potrzebującymi (za drobną opłatą)... własną toaletą.

Czy już polerujecie sedesy czekając na klientów?

To chyba pierwsze pytanie, które przychodzi do głowy. Serio, czy ktoś chętnie wpuściłby kogokolwiek z ulicy do swojego mieszkania, prosto do toalety, aby tenże spragniony (ulgi) turysta mógł załatwić w niej swoje potrzeby fizjologiczne, zostawić 2 zł i wyjść?

Pamiętacie ostatnią sytuację podbramkową, w której musieliście skorzystać z toalety publicznej? Pamiętacie wszystkie obiekcje higieniczne, które mieliście po wejściu do takiego przybytku, aby z niego skorzystać? Wyobraźcie sobie, że dołączacie do programu AirPnP: w ten sposób tego samego dnia robicie ze swojej łazienki toaletę publiczną. Wchodzicie we własnym domu/mieszkaniu do toalety i tak jak w publicznej zastanawiacie się kto tu był, co robił, czego dotykał i kiedy umył ręce.

Oczywiście nie zapominajmy o koronawirusie

W erze pandemii zachorowań na COVID-19 absurdalność takiego pomysłu jest jeszcze wyraźniejsza. Zaprośmy ludzi do swojej toalety, wymieńmy się z nimi zarazkami i wirusami za kilka groszy zysku. A może przy wejściu do mieszkania ustawić płyn do dezynfekcji, na drzwiach powiesić informację o konieczności używania maseczki i płatności z góry (bo przecież po skorzystaniu z toalety nie wiadomo czy do przekazania płatności dojdzie po umyciu dłoni czy nie).

Podsumowując zatem, cały pomysł AirPnP jest zły na tak wielu poziomach, że gdyby każdy z tych poziomów był piętrem w budynku, to osoba wchodząca po schodach za potrzebą, z pewnością nie wytrzymałaby i nie dotarła do toalety na czas. No chyba, że Jerzy Kiler, bo on nie ma pęcherza, on ma pompę... paliwową.

AirPnP to dowcip czwartej świeżości

Może w Polsce nikt tego wcześniej nie wrzucał w przestrzeń publiczną, ale szybki skan sieci pozwala ustalić kilka rzeczy.

AirPnP w formie zapowiedzi pojawiło się w 2014 r. w stanie Nowy Orlean, jako magiczne rozwiązanie problemu wielu uczestników corocznego Mardi Gras. Wszak nawet najlepszy festiwal i najlepszy karnawał może zepsuć nieoczekiwana potrzeba fizjologiczna.

To właśnie wtedy pomysł wynajmowania własnej toalety wszystkim potrzebującym przebił się szerzej do mediów. Pisało o niej nawet BBC. Czy faktycznie choć dla żartów aplikację dało się wprowadzić do sklepu czy nie, ciężko dziś ustalić. W każdym razie aplikacji takiej obecnie nie znajdziemy.

Gdy zaczniemy szukać dokładniej, to wzmianki o AirPnP znajdziemy także w roku 2015, 2016 i 2018. W każdej z nich jednak mowa o aplikacji właśnie testowanej w Nowym Orleanie. Może to oznaczać, że jest to swego rodzaju urban story, która pojawia się regularnie co roku w okolicach Mardi Gras.

Czy zapowiedź twórców Miasto Jest Nasze jest poważna? Jestem przekonany, że nie. W swoich postach nt. aplikacji, autorzy piszą, że zostali zaproszeni do przetestowania aplikacji przez jej twórców. Aby uwiarygodnić projekt podają nawet adres strony twórców aplikacji - airpnp.pl. Problem jednak w tym, że szybka kwerenda bazy WHOIS wskazuje, że właścicielem domeny jest... Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze.

Czyli także i tym razem, tak samo jak w poprzednich latach za granicą, mamy do czynienia ze zwykłym fejkiem.

Problem braku toalet publicznych jednak istnieje

W wielu polskich miastach jest naprawdę ogromny problem z brakiem toalet publicznych. W dużych miastach naprawdę niewiele jest miejsce, w których choćby za drobną opłatą można skorzystać z toalety bez uprzedniego spędzenia godziny na poszukiwaniu jakiegokolwiek centrum handlowego.

Jeżeli zatem autorom Miasto Jest Nasze chodziło o zwrócenie uwagi na sam problem, to może i nawet im się to udało. Pytanie jednak czy w takim razie żyjemy już w czasach, w których nie można czegoś napisać dosłownie, bez uciekania się do memów i co tu dużo mówić... trollingu?

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst