Gry  / Artykuł

Piractwo na Androidzie jest problemem programistów. Google zdaje się wychodzić obronną ręką

140 interakcji
dołącz do dyskusji

Mały sympatyczny, zielony robot ma pewien problem, który udało się ograniczyć w nadgryzionym jabłku. Mowa oczywiście o piractwie. Przypadek gry o nazwie „Gentelmen!” pokazuje, jak ogromne jest to zjawisko. Jednocześnie Android i tak radzi sobie świetnie.

Gra „Gentelmen” została wydana w lipcu tego roku zarówno w wersji na Androida, jak i iOS. Tytuł zebrał bardzo dobre recenzje, ale jego popularność okazała się dość średnia. Jak podaje serwis The Verge - na systemie Google zagrało w niego około 50 tysięcy użytkowników. To dość słaby wynik. Jednak najbardziej szokujące jest to, że zaledwie 144 osoby rzeczywiście kupiły grę. Reszta najzwyczajniej w świecie miała piracką wersję gry. Oznacza to, że tylko pół procenta użytkowników zapłaciło za grę.

Liczby są szokujące. Mamy tutaj konkretny przypadek, który pokazuje skalę problemu. Z drugiej strony należy sobie zdać sprawę z tego, że nie można go odnosić do wszystkich gier na Androida, tym bardziej, że piraci pochodzili głównie z Rosji i Chi, gdzie w ogóle nie ma Google Play. Wierzę, a w sumie to bardziej mam nadzieję, że jednak większość twórców gier na system Google’a radzi sobie zdecydowanie lepiej i w ich przypadku odsetek oryginalnych wersji gry jest zdecydowanie większy i bardziej optymistyczny.

Wskazywałby na to najnowszy raport IDC i App Annie na temat grania mobilnego w drugim kwartale 2013 roku. Szczególnie ciekawy wydaje się wykres, który pokazuje dochód ze sprzedaży gier na systemy iOS oraz Android, w porównaniu do konsol przenośnych – Nintendo 3DS oraz Sony PlayStation Vita. Jeszcze na początku roku Android plasował się na trzecim miejscu w tym zestawieniu, z niewielką stratą do tzw. handheldów. Okres od 1 kwietnia do 30 czerwca przyniósł sporą zmianę – Android jest już drugi i od razu odskoczył konsolom.

raport-idc-granie-mobilne

Greg Hatrell – główny menadżer projektu Google Play - w wywiadzie dla AllThingsD zaznaczył, że już 3 na 4 użytkowników Androida używa swoich sprzętów do grania w gry. Jego zdaniem szczególna zasługa w tym właśnie sklepu Google Play, który teraz jest już dostępny w około 130 krajach, a jeszcze na początku 2011 roku dostęp do niego mieli mieszkańcy tylko 30 państw.

Nie można też zapomnieć o tym, że na całym świecie jest już około 1,4 miliardów urządzeń z mobilnym systemem Google’a. Dla porównania przenośne konsole (3DS i Vita) sprzedały się w liczbie około 200 milionów sztuk. Druga strona medalu jest taka, że tytuły na handheldy są zdecydowanie droższe, więc zysk przy zakupie jednego z nich jest zdecydowanie większy niż na Androidzie. Wniosek jest prosty – Android zarabia na ilości sprzedanych gier, a konsole na ich cenie.

I przyznam szczerze, że kompletnie nie rozumiem zjawiska piractwa na Androidzie. Przecież większość gier kosztuje tam 3-6 złotych, a załatwienie sobie karty płatniczej nie jest trudne. Wystarczy jedna wizyta w banku lub wypełnienie wniosku na stronie internetowej. A piractwo to po prostu kradzież i nic tego nie zmieni. I część z Was może napisać, że przecież nie kradniecie tylko powielacie kopię, ale ja swojego zdania nie zmienię. Część moich znajomych nadal nie rozumie, po co wydaję pieniądze na coś, co mogę mieć za darmo, po co co miesiąc płacę 20 złotych za Deezera skoro mogę mieć ulubione płyty z torrentów. I wtedy zawsze ich pytam, czy sami zgodziliby się pracować za darmo?

Zdjęcie Jolly Roger Pirate flag blowing in the wind pochodzi z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst