Blogowa forma pisania wymaga, aby dążyć do maksymalnego kondensowania myśli, które autor chce przekazać. Nie jest to zadanie łatwe, bo nadmierne upraszczanie może prowadzić do przekłamań, zwłaszcza, jeśli autor nie jest ekspertem w danej dziedzinie lub kieruje swoją wypowiedź do odbiorców nie będących takimi ekspertami. Chęć prostego i efektownego przedstawienia omawianej tematyki może w takich sytuacjach prowadzić na manowce. Przykładem takiego wpisu jest artykuł Dawida Kosińskiego (www.spidersweb.pl/2012/08/apple-vs-samsung-trzy-sady-trzy-wyroki-zupelnie-rozne.html), który sprowokował mnie do napisania poniższego tekstu.
Idziesz do galerii handlowej. Na półce w księgarni widzisz nową książkę Pilipiuka, którego przecież lubisz i cenisz i chcesz mu pomóc spłacić kredyt hipoteczny, więc bierzesz pachnący nowością egzemplarz, podchodzisz do kasy i, realizując umowę sprzedaży, uiszczasz cenę zbliżeniową kartą płatniczą i wychodzisz ze sklepu. Niestety, książka okazała się niewarta swojej ceny, więc wystawiasz ją na Allegro, znajdujesz kupca, otrzymujesz przelew i wysyłasz książkę, zapominając o sprawie. Za odzyskane pieniądze kupujesz latte macchiato z brązowym cukrem. A teraz zastanów się, co być zrobił, gdybyś zamiast książki retro (papierowej) kupił e-booka, albo (jeśli od Pilipiuka bardziej cenisz twórczość Gotye) zamiast płyty CD kupił utwór w iTunes – czy takie cyfrowe odpowiedniki tradycyjnych egzemplarzy możesz swobodnie i legalnie odsprzedać?
3 lipca Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał orzeczenie (sygnatura C-128/11, tekst dostępny tutaj bit.ly/O8GYAO), w którym stwierdził, że zakupione przez Internet programy komputerowe można dalej odsprzedawać. O sprawie pisała Ewa Lalik (bit.ly/LVNMEz), która podniosła szereg pytań związanych z dalszymi konsekwencjami, jakie może wywołać wspomniany wyrok. Kwestia ta zarówno z prawnego, jak i praktycznego punktu widzenia jest szalenie interesująca, dlatego chciałbym bliżej przedstawić argumentację, jaką przyjął Trybunał, jak i rozważyć skutki z niej płynącą z perspektywy konsumenta – czyli nas wszystkich.
Jedenaste: nie hejtuj. Część trzecia: a słowo czynem (zabronionym) się stało.
Czy za komentarz lub wpis na blogu można trafić do więzienia? Czym jest „mowa nienawiści” i dlaczego kodeks karny określa sankcję za „niepoprawne politycznie” wypowiedzi? W ostatniej części mini-cyklu „Jedenaste: nie hejtuj” zajmę się kwestią wywołującą duże kontrowersje: karnoprawnej odpowiedzialności za słowa.
Zmierzch darmowych treści przestaje być mrzonką, a staje się faktem. Pisał o tym Przemek Pająk (bit.ly/GFdIg9), jeszcze wcześniej pisał o płatnych treściach Walter Isaacson (bit.ly/OE7be6). Płatną ścianę postawił Grzegorz Hajdarowicz (bit.ly/uNtTFw), a lada moment kurtyna zasłoni ponad czterdzieści serwisów (bit.ly/R6ojZa). To bardzo dobra wiadomość – wreszcie będzie można się pożegnać z fikcją internetowego „darmowego obiadu”, jakimi raczyli nas dostawcy treści przez ostatnie lata.
W czasie krótkiego, środowego „weekendu” trafiłem (dzięki linkowi Ewy Lalik na Google+) na felieton Tomasza Michniewicza „ACTA” (www.muzycznastrefa.com.pl/felietony/item/406-acta.html – polecam zapoznanie się z nim przed dalszą lekturą tekstu). Treść wpisu, jak i nadspodziewanie gorąca dyskusja w komentarzach na G+ skłoniła mnie do wysłania cyklu „Jedenaste: nie hejtuj” na kilkudniowy urlop, a w dzisiejszym artykule chciałbym zająć się problematyką praw autorskich. Jak pokazała debata związana z umową ACTA, temat ten budzi ogromne kontrowersje. I, choć wspomniana umowa międzynarodowa nie wejdzie ostatecznie w życie, to dyskurs związany z kształtem i rolą systemu ochrony praw autorskich i praw pokrewnych (patenty!) trwa i będzie trwał.
Jedenaste: nie hejtuj. Część druga - o odpowiedzialności cywilnej
W poprzednim artykule zapowiedziałem, że w dalszych wpisach przedstawię prawne ramy ochrony dóbr osobistych. Najwięcej emocji w tym względzie budzi kwestia ochrony tych dóbr za pomocą przepisów prawa karnego i państwowego aparatu ścigania, jednak wychodząc z raczej powszechnie akceptowanego stanowiska, że prawo karne stanowi ultima ratio (tj. powinno być stosowane w ostateczności, gdy nie jest możliwa lub celowa ochrona danego rodzaju uprawnień za pomocą przepisów innych gałęzi prawa), chciałbym w pierwszej kolejności opisać ten problem na gruncie prawa cywilnego. Aby urozmaicić żmudne dywagacje, tematykę tę omówię na przykładzie z życia wziętym.
Jedenaste: nie hejtuj. O prawnej odpowiedzialności za słowa
Nie jestem psychologiem, dlatego nie podejmę się próby opisania zjawiska szeroko rozumianego „hejterstwa” (tak, to słowo nie tylko źle brzmi, ale też okropnie wygląda) pod względem wewnętrznych przeżyć osób z tym fenomenem związanych.
Pierwotnie planowałem poświęcić dzisiejszy wpis kwestiom związanym z ochroną dóbr osobistych w Internecie, ale dyskusja w komentarzach pod artykułem Ewy Lalik o Outlook.com (https://spidersweb.pl/2012/07/zegnaj-hotmailu-witaj-outlooku.html) spowodowała, że postanowiłem opisać kwestię świadczenie usług elektronicznych i związanych z tym wątpliwościom natury prawnej.
Prywatność można definiować w rozmaity sposób. Z jednej strony może być rozumiana jako autonomia i niezależność względem innych osób w zakresie podejmowanych decyzji, wyboru drogi życiowej etc., a z drugiej zaś – wydaje się, że to powszechniejsze rozumienie tego terminu – prywatność jest ograniczeniem wglądu w życie danej osoby. W tym drugim ujęciu, prywatność wiąże się z chęcią pozostania anonimowym lub przynajmniej z pragnieniem kontrolowania informacji o nas, jakie trafiają do publicznego obiegu.
W poprzednim moim artykule (https://spidersweb.pl/2012/07/czy-gogle-musi-cenzurowac-wyniki-wyszukiwania.html) opisałem perypetie Google, pośrednio związane z niezgodną z prawem dystrybucją materiałów audio-video przez sieci torrent czy serwisy takie jak MegaUpload i RapidShare. Dyskusja w komentarzach, ale również moje codzienne obserwacje wypowiedzi internautów wykazują, że nadal niewiele osób zdaje sobie sprawę (w sposób świadomy), kiedy pobranie lub udostępnienie programu komputerowego, filmu czy piosenki jest niezgodne z prawem. Dlatego też zdecydowałem się w miarę zwięźle opisać poniżej typowe sytuacje, które można ocenić pod kątem zgodności z przepisami, a tym samym określić zakres ewentualnej odpowiedzialności karnej bądź cywilnoprawnej.
Pierwotnie tekst opublikowany został na Blog Forum Spider’s Web. Blog Forum to nowe miejsce na Spider’s Web, gdzie każdy z Czytelników może publikować własne teksty na tematy okołotechnologiczne, dyskutować z innymi uczestnikami, czy też zasięgać porad na tematy związane z produktami i usługami technologicznymi. Najlepszych autorów Blog Forum nagradzamy smartfonami Nokia Lumia 800 ufundowanymi przez Partnera serwisu Spider’s Web, firmę Nokia. Zarejestruj się na Blog Forum Spider’s Web już dziś.
Drugi tekst, druga polemika, i po raz drugi nie zgadzam się z tekstem Macieja Gajewskiego (https://spidersweb.pl/2012/07/google-francja-najglupszy-mozliwy-przypadek-cenzury.html). Obiecuję, że w następnym tekście będę się wyżywał na kimś innym. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że na końcu linkowanego tekstu explicite została wyrażona prośba o komentowanie na łamach m.in. Blog Forum Spider’s Web.