Rosja polowała na studentów. Przynętą były filmy na YouTubie
YouTube usunął co najmniej 61 materiałów promujących Alabuga Polytech. Ukraina oskarża Rosję o werbowanie młodych do produkcji broni.

Rosyjska produkcja dronów nie opiera się już tylko na rekrutacji przez urzędy czy państwowe programy. Coraz częściej sięga tam, gdzie są młodzi ludzie – na YouTube, do mediów społecznościowych i materiałów influencerów. Właśnie w taki sposób promowano Alabuga Polytech, projekt edukacyjny działający przy specjalnej strefie ekonomicznej w Tatarstanie.
Po interwencji ze strony Ukrainy YouTube zaczął usuwać materiały promujące Alabugę i powiązane z nią struktury. Chodzi o co najmniej 61 filmów oraz najpewniej także oficjalny kanał tej instytucji. To nie jest drobny spór o propagandę w sieci. Alabuga jest jednym z najważniejszych punktów rosyjskiej produkcji dronów Gierań-2, czyli rosyjskiej wersji irańskiego Shaheda-136 używanej do codziennych ataków na Ukrainę.
To nie była reklama studiów. To był werbunek do produkcji dronów wojennych
Mechanizm był prosty, ale niezwykle skuteczny. Młodych ludzi kuszono wizją nowoczesnej szkoły, pracy z technologią, dobrych zarobków i szybkiego startu kariery. Reklamy miały trafiać do odbiorców z Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej, a także do bardzo młodych osób, nawet tych, które nie ukończyły jeszcze 18 lat.
Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak zwykła kampania rekrutacyjna: przyjedź, ucz się, zdobądź zawód i dobrze zarabiaj. Tyle że za tym wizerunkiem stoi zakład produkujący wojskowe drony wykorzystywane przez rosyjską armię. Według Ukrainy młodzi ludzie byli zachęcani do udziału w produkcji broni pod przykrywką edukacji i atrakcyjnej pracy.
To bardzo niebezpieczne, bo przekaz nie informuje wprost o udziale w produkcji dronów wykorzystywanych do ataków na Ukrainę. Zamiast tego pokazuje się nowoczesny kampus, ciekawe kierunki i perspektywę dobrych zarobków. Dopiero później wychodzi na jaw, że ta technologia przyszłości jest w rzeczywistości częścią rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego.
Alabuga to fabryka wojny przebrana za szkołę
Alabuga Polytech działa przy specjalnej strefie ekonomicznej Alabuga w Tatarstanie. Formalnie jest projektem edukacyjnym i zawodowym. Od lat pojawiają się zarzuty, że uczniowie i studenci są tam wykorzystywani jako tania, młoda siła robocza dla produkcji wojskowej.
Według ukraińskich i zachodnich analiz w tej samej strefie zorganizowano produkcję dronów Gierań-1, Gierań-2 i innych bezzałogowców. To właśnie Gierań-2, czyli Shahed-136 w rosyjskim wydaniu, stał się jednym z podstawowych narzędzi nocnych ataków na ukraińskie miasta, energetykę, infrastrukturę i domy cywilów.
W rosyjskim przekazie Alabuga ma wyglądać jak miejsce awansu społecznego. W rzeczywistości jest jednym z elementów wojennej gospodarki, w której edukacja, produkcja i propaganda zlewają się w jeden system. Student nie jest tu tylko uczniem. Może stać się pracownikiem linii, na której powstaje broń.
Nawet rodzice nie mieli wiedzieć, przy czym pracują ich dzieci
Jednym z bardziej niepokojących wątków jest sam sposób, w jaki kontrolowano samych studentów. Według ukraińskiego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji osoby pracujące przy produkcji dronów miały nie mówić o swojej pracy nawet rodzicom. Za złamanie tej zasady groziły im wysokie kary finansowe.
To jasno udowadnia, że nie chodziło o zwykłe praktyki zawodowe. Gdyby była to normalna edukacja techniczna albo praca przy cywilnej produkcji, nie byłoby potrzeby ukrywania przed rodzinami, czym naprawdę zajmują się studenci. Sam fakt, że wymagano milczenia i grożono karami, wiele mówi o charakterze tego programu.
We wcześniejszych analizach Alabugi pojawiały się też zarzuty dotyczące długich zmian, złych warunków, presji, wykorzystania młodzieży i werbunku osób z zagranicy pod fałszywymi obietnicami. Szczególnie często opisywano program Alabuga Start, kierowany do młodych kobiet z Afryki i innych regionów. Obiecywano im pracę, szkolenie i zakwaterowanie. Część z nich miała dopiero na miejscu dowiadywać się, że trafia do produkcji uzbrojenia.
Influencerzy robili to, co zwykle robią influencerzy
Ważnym elementem były nie tylko oficjalne kanały. Wokół Alabugi powstała też sieć materiałów promocyjnych publikowanych przez twórców internetowych. Część z nich przedstawiała strefę jako nowoczesne miejsce nauki, pracy i technologii. Aktywiści zidentyfikowali setki kanałów i blogerów, którzy mieli promować Alabugę albo jej projekty edukacyjne.
To działa bardzo skutecznie. Reklama na oficjalnym kanale rosyjskiej instytucji może od razu wzbudzić podejrzenia. Zupełnie inaczej odbiera się materiał popularnego twórcy, który pokazuje atrakcyjne miejsce, nowoczesny kampus i perspektywy zawodowe. Widz nie ma poczucia, że ogląda przekaz związany z przemysłem wojennym. Widzi raczej dynamiczny film o edukacji, nowych technologiach i szansie na dobrze płatną pracę.
Właśnie tak wojna wchodzi do infosfery. Nie zawsze przez brutalną propagandę. Czasem przez format, który wygląda jak zwykły materiał lifestyle’owy albo poradnik dla młodych szukających swojego miejsca w dorosłym życiu.
YouTube sam stał się częścią problemu. Dopiero później zaczął go gasić
YouTube zaczął usuwać materiały dopiero po interwencji Ukrainy. Ukraińska dyplomacja przekonywała, że platformy nie mogą mówić o neutralności, jeśli pozwalają na publikowanie treści pomagających werbować młodych ludzi do pracy w objętym sankcjami zakładzie produkującym broń. Chodzi tutaj o coś więcej niż działania samej Rosji – bez zasięgu, jaki dają duże platformy, takie kampanie byłyby znacznie mniej skuteczne.
Usuwanie pojedynczych filmów po fakcie nie rozwiązuje całego problemu. Kampanie mogą wracać pod innymi nazwami, na innych kanałach, w innych językach i z udziałem nowych twórców. Rosyjski przemysł wojenny potrzebuje ludzi, więc będzie szukał miejsc, gdzie może ich znaleźć tanio i masowo.
Przeczytaj także:
Platformy społecznościowe świetnie się do tego nadają. To właśnie tam są młodzi ludzie, tam działają algorytmy podpowiadające kolejne treści, reklamy i influencerzy. Dla państwa prowadzącego wojnę to wygodny sposób, by docierać do potencjalnych kandydatów na całym świecie.
*Źródło grafiki wprowadzającej: Imprensa AgruBan, Pexels / YouTube / Canva Pro
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.