Ładujemy miliony w łowców Shahedów. Chodzi o tanią tarczę
Europejski startup chce budować tańszą obronę przed Shahedami, pociskami i bombami szybującymi. Pomóc ma AI i produkcja w większej skali.

Francusko-ukraińska firma Alta Ares pozyskała 50 mln euro, a wśród inwestorów znalazł się polski fundusz OTB Ventures. Polska jest jednym z państw najbardziej zainteresowanych rozwiązaniami, które potrafią tanio i szybko zamykać luki w obronie powietrznej. W razie kryzysu naszym problemem nie będzie przecież pojedynczy dron. Problemem będzie ich masa. Europa coraz mocniej szuka sposobu, by nie wydawać fortuny na zwalczanie tanich rosyjskich dronów.
Wojna pokazała brutalny rachunek
Rosyjskie Shahedy i ich kolejne wersje tak naprawdę diametralnie zmieniły sposób myślenia o obronie powietrznej. Nie dlatego, że są najlepszą bronią na świecie. Są groźne, bo można używać ich masowo, wysyłać falami i zmuszać obrońcę do kosztownej reakcji. Jeśli taniego drona trzeba zestrzeliwać rakietą wartą wielokrotnie więcej, przeciwnik nawet po stracie maszyny osiąga część celu.
To jest jeden z najważniejszych problemów współczesnej wojny. Klasyczne systemy przeciwlotnicze są niezbędne przeciw samolotom, pociskom balistycznym i najgroźniejszym rakietom. Jeśli jednak każdej nocy trzeba odpierać setki dronów, wabików i pocisków, sama droga amunicja szybko staje się zasobem zbyt cennym, żeby zużywać ją na każdy cel.
Alta Ares celuje właśnie w ten problem. Zamiast dokładać kolejną drogą warstwę obrony, rozwija system oparty na dronach przechwytujących i oprogramowaniu, które ma działać możliwie blisko miejsca zagrożenia. Założeniem jest przechwytywać tanie cele tanimi środkami i dać się produkować w dużych liczbach.
AI ma widzieć, śledzić i naprowadzać
Najważniejszym elementem systemu nie jest sam dron przechwytujący, lecz cały system wokół niego. Alta Ares mówi o platformie, która obejmuje wykrywanie, identyfikację, śledzenie i naprowadzanie na cel. Innymi słowy, chodzi nie tylko o to, by wysłać mały aparat w stronę Shaheda. Trzeba jeszcze szybko zrozumieć, co leci, gdzie leci i jak najlepiej to zatrzymać.
Tu właśnie cały na biało wchodzi edge AI. To sztuczna inteligencja działająca na urządzeniu lub blisko niego, a nie wyłącznie w odległej chmurze. Na polu walki ma to ogromne znaczenie, bo łączność może być zakłócana, opóźnienia mogą kosztować sekundy, a sekundy decydują o tym, czy cel zostanie przechwycony. System nie może za każdym razem czekać na spokojne połączenie z centrum danych. Musi analizować obraz i prowadzić przechwycenie w warunkach, w których przeciwnik aktywnie próbuje go oślepić.
Firma rozwija m.in. system Pixel Lock, który ma pomagać w wykrywaniu, śledzeniu i naprowadzaniu dronów przechwytujących na cele powietrzne. To właśnie takie oprogramowanie może być różnicą między dronem, który tylko leci w stronę zagrożenia, a dronem, który potrafi utrzymać cel w polu widzenia i dokończyć przechwycenie mimo zakłóceń.
X-Lock na Shahedy, Black Bird na szybsze cele
Alta Ares rozwija równolegle dwie główne klasy efektorów. X-Lock ma być krótszego zasięgu i jest projektowany z myślą o zagrożeniach typu Shahed-136. Według danych firmy jego promień działania wynosi około 15 km, a maksymalna prędkość to 270 km/h. To nie brzmi jak broń do zwalczania samolotów, ale właśnie o to chodzi. Taki system ma być warstwą przechwytującą tanie, masowo używane cele tam, gdzie odpalanie droższych rakiet byłoby złym rachunkiem.
Drugi system to Black Bird. To turboodrzutowy przechwytujący dron przeznaczony do szybszych zagrożeń, w tym pocisków manewrujących i bomb szybujących. Firma podaje dla niego prędkość do 670 km/h i zasięg około 30 km. To już inny poziom trudności, bo szybciej lecący cel zostawia mniej czasu na reakcję, a przechwycenie wymaga precyzyjnego naprowadzania w końcowej fazie.
W obu przypadkach chodzi o to, by nie próbować rozwiązywać każdego problemu jednym drogim systemem, tylko budować obronę z kilku warstw. Shahed, pocisk manewrujący, bomba szybująca czy niewielki dron rozpoznawczy to zupełnie różne zagrożenia. Dlatego nie ma sensu reagować na każde z nich w ten sam sposób i od razu sięgać po najdroższe środki.
Polski fundusz wchodzi tam, gdzie będzie popyt
Udział OTB Ventures jest dla Polski ważny z wielu powodów. Fundusz specjalizuje się w deep techu, a obronność w Europie właśnie przechodzi przyspieszoną zmianę. Po latach niedoinwestowania, powolnych procedur i wiary w spokojniejsze otoczenie strategiczne nagle okazało się, że armie potrzebują rozwiązań szybko, dużo i w wersjach, które da się ulepszać co kilka miesięcy.
Polska jest tak naprawdę w samym środku tego problemu. Mamy granicę z Rosją przez obwód królewiecki, granicę z Białorusią, wojnę na Ukrainie tuż obok i infrastrukturę krytyczną, którą trzeba będzie chronić przed dronami, pociskami i dywersją. Dla takiego państwa tania warstwa antydronowa nie jest luksusem. Jest czymś, co może decydować o tym, czy droższe zestawy przeciwlotnicze zostaną zachowane na najgroźniejsze cele.
Dlatego inwestycja polskiego funduszu w firmę rozwijającą systemy do przechwytywania dronów wydaje się czymś więcej niż kolejnym zakładem na obiecującą technologię. To wejście w obszar, na który zapotrzebowanie będzie tylko rosło – napędzane przez doświadczenia z wojny na Ukrainie, potrzeby państw NATO i coraz silniejsze przekonanie, że Europa powinna budować własne zdolności obronne, zamiast polegać wyłącznie na gotowych rozwiązaniach z zewnątrz.
To ma być tarcza produkowana w tempie wojny
Najciekawsze w tym wszystkim jest chyba samo tempo. Firma Alta Ares powstała w 2024 r., a już mówi o aktywnych wdrożeniach w kilku teatrach działań oraz o kontraktach liczonych w milionach euro. Jej rozwiązania są rozwijane na podstawie doświadczeń z Ukrainy, czyli najważniejszego poligonu współczesnej wojny dronowej.
W obronności przez bardzo długo dominował model, w którym sprzęt projektowano latami, testowano latami, wdrażano latami, a potem próbowano dostosować go do wojny, która zdążyła się zmienić. W przypadku dronów taki rytm jest za wolny. Przeciwnik zmienia konstrukcje, łączność, trasę lotu, odporność na zakłócenia i taktykę użycia. System, który nie potrafi się szybko uczyć, bardzo szybko staje się stary.
Przeczytaj także:
Alta Ares bardzo wyraźnie podkreśla modułowość, autonomię i interoperacyjność. Tutaj te słowa mają bardzo konkretne znaczenie. System musi dać się wpiąć w istniejącą obronę, działać w środowisku zakłóconym, współpracować z różnymi sensorami i rozwijać się wraz z przeciwnikiem. W przeciwnym razie będzie kolejnym bezsensownym prototypem, który przegra z masową produkcją tanich dronów.
Dziennikarz działu Technologie. O smartfonach i nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla KomputerŚwiat i dla nieistniejącego już PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Copywriter techniczny, motoryzacyjny i technologiczny. Współzałożyciel agencji marketingowej BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.