Czołg za miliony chroni metalowa klatka. Tak drony zmieniły wojnę
Drony definitywnie zmieniły wojnę pancerną. Nawet nowoczesny Leclerc XLR dostaje prostą metalową osłonę nad wieżą.

Jeszcze kilka lat temu taki obrazek wyglądałoby po prostu jak żart. Nowoczesny czołg, wart miliony, naszpikowany elektroniką, z zaawansowaną armatą i systemami łączności, a nad wieżą zwykła metalowa klatka. Dziś to już nie mem, tylko nowy standard wojny pancernej.
Francuska armia pokazała zmodernizowany czołg Leclerc XLR z osłoną przeciwko dronom zamontowaną nad wieżą. Rozwiązanie przypomina konstrukcje, które na początku pełnoskalowej wojny na Ukrainie wyśmiewano jako desperackie daszki na rosyjskich czołgach. Tyle że pole walki bardzo szybko zweryfikowało śmiech. Drony FPV i amunicja krążąca zmusiły nawet zachodnie armie do przyznania, że czasem najprostszy kawał metalu może dać załodze dodatkową szansę na przeżycie.
Leclerc dostał coś, co kiedyś wyśmiewano bez najmniejszych skrupułów
Francuzi pokazali Leclerca XLR z klatką na dachu podczas dużego salonu obronnego pod Paryżem. Prototyp przygotowała wojskowa sekcja techniczna, a produkcją ma zajmować się KNDS France. Według francuskich wojskowych takie zestawy są już w procesie dostarczania do jednostek pancernych.
To bardzo ważna zmiana symboliczna. Jeszcze na początku wojny na Ukrainie podobne osłony montowane na rosyjskich czołgach były powszechnie wyśmiewane. Nazywano je klatkami rozpaczy, prowizorką i dowodem paniki przed pociskami przeciwpancernymi atakującymi z góry. Część tej krytyki była uzasadniona, bo pierwsze konstrukcje bywały toporne, źle zaprojektowane i mogły utrudniać pracę załogi.
Jednak wojna rzadko przejmuje się tym, jak coś wygląda. Liczy się to, czy działa. Kiedy nad polem walki pojawiły się tysiące tanich dronów FPV, klatki, siatki, stelaże i różnego rodzaju daszki przestały być tylko obiektem internetowych żartów. Okazało się, że to jeden z najprostszych i najtańszych sposobów, by utrudnić atak z góry.
Drony uderzyły tam, gdzie czołg był najsłabszy
Klasyczny czołg projektowano przede wszystkim z myślą o walce z innymi czołgami, artylerią, minami i bronią przeciwpancerną. Najgrubszy pancerz znajduje się z przodu, bo właśnie stamtąd spodziewano się najgroźniejszych trafień. Góra wieży, pokrywy, włazy, optyka, silnik i część stropu są zwykle znacznie bardziej wrażliwe.
Drony FPV bardzo szybko wykorzystały tę słabość. Operator nie musi atakować najlepiej chronionego przodu czołgu. Może podlecieć z innej strony, poszukać bardziej wrażliwego miejsca i uderzyć z góry, na przykład w okolice włazu, optyki, silnika czy tyłu wieży. To zagrożenie zupełnie inne niż klasyczna walka czołgów.
Metalowa klatka nie czyni oczywiście pojazdu niezniszczalnym. Ma ona stworzyć dystans między głowicą drona a właściwym pancerzem, zaburzyć kąt uderzenia, czasem doprowadzić do wcześniejszej detonacji albo utrudnić precyzyjne trafienie w newralgiczny punkt. W walce z dronem lecącym w ostatnich sekundach prosto na pojazd nawet taka przeszkoda może mieć ogromne znaczenie.
To nie tarcza, tylko po prostu kolejna warstwa
Klatka na czołgu nie jest aktywnym systemem ochrony, nie zestrzeli drona i nie zamieni Leclerca w nieśmiertelną fortecę. To bardziej pasywna bariera, która działa dopiero w ostatniej fazie ataku. Jeżeli dron niesie większy ładunek, jeśli uderzy pod dobrym kątem albo jeśli ominie osłonę, klatka może nie wystarczyć.
Dlatego właśnie zachodnie armie coraz częściej podchodzą do ochrony czołgów kompleksowo. Nie chodzi już o jeden system czy jeden rodzaj pancerza. Liczą się sensory, zakłócanie dronów, maskowanie, zasłony dymne, wsparcie piechoty, obrona przeciwlotnicza bardzo krótkiego zasięgu, odpowiednia taktyka i dodatkowe osłony. Żadne z tych rozwiązań samo w sobie nie daje pełnego bezpieczeństwa, ale razem mogą znacząco utrudnić skuteczny atak.
Metalowa klatka jest najbardziej widocznym, ale nie najważniejszym znakiem zmiany. Najważniejsza jest sama świadomość, że czołg nie walczy już tylko z armatą, miną albo pociskiem kierowanym. Walczy także z operatorem taniego drona, który widzi obraz z kamery, poprawia kurs w ostatniej chwili i szuka punktu, w którym pancerz jest najsłabszy.
Leclerc XLR to bardzo zaawansowana maszyna
Cała historia jest o tyle ciekawa, że nie chodzi o jakiś stary czołg z czasów II Wojny Światowej, ale o nowoczesnego Leclerca XLR po gruntownej modernizacji. To francuski czołg podstawowy rozwijany w ramach programu SCORPION, którego celem jest lepsze połączenie pojazdów i żołnierzy na coraz bardziej cyfrowym polu walki.
Przeczytaj także:
Leclerc XLR nadal ma armatę 120 mm, automat ładowania i trzyosobową załogę. Jednocześnie dostał nowe systemy łączności, nowocześniejszą elektronikę, dodatkowe elementy ochrony oraz zdalnie sterowany moduł uzbrojenia. Zmodernizowano go też tak, by lepiej współpracował z innymi pojazdami na polu walki. Jest to zatem czołg, który Francja zamierza wykorzystywać jeszcze przez wiele lat.
*Źródło grafiki wprowadzającej: AI / Canva Pro
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.