REKLAMA

Poszły na nie miliony, teraz mogą pójść na żyletki. Polska szuka nowych samolotów

Polskie Siły Powietrzne rozważają zakup nowych samolotów szkolnych. Sprawdzono już dwie konstrukcje, które mogą zastąpić PZL-130 Orlik.

Wojsko chce następcy PZL-130 Orlik. Są kandydaci
REKLAMA

Jeszcze kilka lat temu Wojsko Polskie kończyło modernizację samolotów PZL-130 Orlik, które miały przygotowywać przyszłych pilotów F-16 i F-35. Teraz okazuje się, że nawet gruntownie odnowione maszyny nie w pełni odpowiadają wymaganiom współczesnego szkolenia lotniczego. Nasza armia rozpoczęła już poszukiwania ich następcy, a dwie zagraniczne konstrukcje przeszły pierwsze loty zapoznawcze.

REKLAMA

Informację potwierdził gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak, dowódca operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych w rozmowie z Defence24. Wojsko sprawdza możliwości brazylijskiego A-29 Super Tucano oraz szwajcarskiego Pilatusa PC-21. Oba samoloty mogą przygotowywać pilotów do służby na nowoczesnych myśliwcach, ale na razie nie zdecydowano, czy i kiedy Polska kupi nowe maszyny.

Orliki niedawno dostały nowe skrzydła. Teraz mogą odejść

PZL-130 Orlik jest jednym z najważniejszych elementów polskiego systemu szkolenia lotniczego. Samoloty tego typu służą w 42. Bazie Lotnictwa Szkolnego w Radomiu, gdzie przyszli piloci zdobywają umiejętności potrzebne do dalszej nauki na znacznie bardziej wymagających maszynach.

REKLAMA

W Polsce eksploatowanych jest 28 samolotów w standardzie TC-II Advanced. Przeszły one kosztowną i rozległą modernizację, obejmującą między innymi przebudowę płatowców, montaż nowych skrzydeł oraz unowocześnienie wyposażenia kabiny.

Na Spider’s Web opisywaliśmy zakończenie modernizacji Orlików w październiku 2022 r. Maszyny otrzymały wówczas cyfrowe wyświetlacze, nowoczesną awionikę Garmin, systemy ostrzegania oraz zmodyfikowane wyposażenie pokładowe. Miało to pozwolić na skuteczniejsze przygotowywanie przyszłych pilotów samolotów odrzutowych.

REKLAMA

Dlaczego zaledwie 4 lata później wojsko myśli o ich zastąpieniu? Nie chodzi wyłącznie o wiek konstrukcji. W ostatnich latach zasadniczo zmieniły się wymagania dotyczące szkolenia pilotów, a Polska rozpoczęła wprowadzanie do służby zupełnie nowych samolotów bojowych.

F-35 potrzebują inaczej przygotowanych pilotów

Największą zmianą jest tak naprawdę pojawienie się myśliwców F-35A Husarz. To samoloty 5. generacji, których obsługa wymaga nie tylko doskonałego opanowania pilotażu, lecz także umiejętności wykorzystywania rozbudowanych systemów elektronicznych.

REKLAMA

Pilot F-35 musi jednocześnie analizować informacje pochodzące z wielu czujników, współpracować z innymi jednostkami i podejmować decyzje na podstawie obrazu sytuacji tworzonego przez komputer pokładowy. Duża część jego pracy przypomina zarządzanie skomplikowanym systemem bojowym, a nie tylko sterowanie samolotem.

Polscy piloci rozpoczęli już intensywne szkolenie na F-35 w amerykańskiej bazie Ebbing. W lipcu informowaliśmy o pierwszych absolwentach nowego ośrodka, a niedawno pisaliśmy o przygotowaniach do przeniesienia części tego szkolenia do Polski. Zmiany dotyczą również starszych myśliwców F-16. Polska realizuje program ich modernizacji, obejmujący między innymi nowe radary, systemy łączności i wyposażenie elektroniczne.

REKLAMA

Program unowocześnienia polskich F-16 jest związany również z rozwojem zaplecza serwisowego w Bydgoszczy. Maszyny po przebudowie mają dysponować znacznie większymi możliwościami niż obecne Jastrzębie, co oznacza również nowe wymagania dla systemu szkolenia.

Właśnie na ten problem wskazał gen. Nowak. Orliki mogą dobrze przygotowywać pilotów do podstawowego opanowania samolotu, ale nie zapewniają wszystkich możliwości potrzebnych podczas nauki wykonywania bardziej zaawansowanych zadań.

REKLAMA

Dwa samoloty już sprawdzili. Jeden także jest lekką maszyną bojową

Polskie wojsko zapoznało się w tym roku z dwoma konstrukcjami turbośmigłowymi, które mogą stać się elementem nowego systemu szkolenia.

Pierwszą jest A-29 Super Tucano, produkowany przez brazylijskiego Embraera. To samolot wykorzystywany do szkolenia, rozpoznania oraz prowadzenia lekkich działań bojowych. Ma nowoczesną awionikę, może przenosić uzbrojenie i wykonywać zadania wsparcia wojsk lądowych. Taka wielozadaniowość jest istotna również z perspektywy polskiego lotnictwa. Wcześniej Super Tucano pojawiał się w rozważaniach dotyczących wykorzystania tanich samolotów do zwalczania bezzałogowców.

REKLAMA

Drugim kandydatem jest Pilatus PC-21. Szwajcarska konstrukcja została zaprojektowana przede wszystkim jako element nowoczesnego systemu szkolenia wojskowego. Oprócz samego samolotu producent oferuje rozbudowane symulatory, oprogramowanie oraz narzędzia do planowania i analizowania lotów.

PC-21 może podczas lotu symulować działanie radaru, uzbrojenia i innych systemów spotykanych w samolotach bojowych. Dzięki temu pilot zdobywa doświadczenie w realizowaniu zaawansowanych scenariuszy bez konieczności wykorzystywania znacznie droższego odrzutowca.

REKLAMA

Jak wynika z informacji Defence24, wojsko przeprowadziło już loty demonstracyjne i zapoznało się z systemami szkoleniowymi oferowanymi razem z obiema konstrukcjami. Gen. Nowak poinformował, że zebrano wnioski z tych doświadczeń, ale nie ujawnił ich szczegółów. Oznacza to, że nie wiadomo jeszcze, która maszyna lepiej spełniła oczekiwania polskich wojskowych.

Kolejnym krokiem ma być uwzględnienie nowych zdolności szkoleniowych w dokumentach planistycznych Sił Zbrojnych, w tym w Planie Modernizacji Technicznej. Dopiero później będzie można mówić o konkretnych decyzjach dotyczących zakupów.

Nowy samolot to dopiero początek. Trzeba jeszcze zmienić cały system szkolenia

W polskim lotnictwie Orliki pełnią funkcję jednego z pierwszych etapów przygotowywania pilotów wojskowych. Po opanowaniu podstaw pilotażu kandydaci przechodzą do bardziej zaawansowanych samolotów, w tym odrzutowych M-346 Bielik.

REKLAMA

Obecny podział zadań pomiędzy Orliki, Bieliki i myśliwce bojowe opisywaliśmy w przeglądzie polskich Sił Powietrznych. Wprowadzenie nowych turbośmigłowych samolotów mogłoby zmienić ten układ, zwłaszcza jeśli część ćwiczeń wykonywanych dzisiaj na Bielikach dałoby się przenieść na wcześniejszy etap szkolenia.

Nie musi to oznaczać rezygnacji z M-346. Samoloty te nadal mogą być potrzebne do przygotowywania pilotów do lotów na naddźwiękowych myśliwcach. Chodzi raczej o takie rozłożenie zadań, żeby najdroższe etapy szkolenia wykorzystywać możliwie efektywnie.

REKLAMA

Przeczytaj także:

REKLAMA

Znaczenie ma oczywiście także liczba przyszłych pilotów. W tegorocznej rekrutacji do Lotniczej Akademii Wojskowej zainteresowanie służbą było rekordowe. Samo przyjęcie kandydatów nie gwarantuje jednak odpowiedniej liczby wyszkolonych załóg. Potrzebne są samoloty, instruktorzy, symulatory i wystarczająca liczba godzin lotu. Nowy system mógłby pozwolić lepiej wykorzystać wszystkie te zasoby, ale jego budowa wymagałaby znacznie więcej niż kupienia kolejnych maszyn.

Na razie Orliki pozostają ważną częścią polskiego lotnictwa szkolnego. Rozpoczęcie poszukiwań następcy pokazuje jednak, że wojsko patrzy już poza możliwości obecnej floty. Polska inwestuje w coraz nowocześniejsze samoloty bojowe i będzie musiała odpowiednio wcześniej przygotować pilotów, którzy za kilka lat zasiądą za ich sterami.

REKLAMA

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: airshowradom, Sławek hesja Krajniewski

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA