REKLAMA

Efekt F-35. Polacy rzucili się do wojska, jest tłum na jedno miejsce

Rekordowa liczba Polaków chce zostać wojskowymi pilotami. Wielu zatrzymają jednak wzrok, kręgosłup i testy psychologiczne.

Efekt F-35. Polacy rzucili się do wojska, jest tłum na jedno miejsce

Blisko 1,4 tys. osób zgłosiło się na badania poprzedzające rekrutację do Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie. Uczelnia ma tylko 213 miejsc, więc proste zestawienie daje ponad 6 kandydatów na jeden indeks. To jednak dopiero początek selekcji. Zanim ktokolwiek usiądzie za sterami wojskowego samolotu, musi udowodnić, że jego organizm i głowa wytrzymają znacznie więcej, niż zwykłą sesję egzaminacyjną.

Rekord chętnych, a miejsc mniej niż rok temu

Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej przebadał w tym roku blisko 1,4 tys. kandydatów do słynnej Szkoły Orląt. Co ciekawe, około 240 z nich stanowiły kobiety. To rekord w historii instytutu. Wojskowe lotnictwo przestało być najwidoczniej niszowym wyborem garstki zapaleńców.

Tłum robi jeszcze większe wrażenie, gdy spojrzymy na limit przyjęć. Lotnicza Akademia Wojskowa może przyjąć 213 przyszłych oficerów, o 90 mniej niż w poprzednim naborze. Nie wszyscy walczą oczywiście o to samo miejsce. Uczelnia kształci nie tylko pilotów, lecz także operatorów dronów, nawigatorów, kontrolerów ruchu lotniczego, przeciwlotników, radiotechników i logistyków.

Dla przyszłych pilotów naddźwiękowych samolotów bojowych przygotowano 30 miejsc. Pilotów śmigłowców ma zostać 21, a samolotów transportowych zaledwie 5. Kolejne 39 miejsc przeznaczono dla pilotów-operatorów bezzałogowych statków powietrznych.

Samo zgłoszenie na badania nie jest oczywiście równoznaczne ze złożeniem kompletnego wniosku ani dopuszczeniem do końcowej rekrutacji. Porównanie 1,4 tys. osób z 213 indeksami pokazuje więc skalę zainteresowania, a nie dokładną konkurencję na każdej specjalności.

Największy tłum chce latać transportowcami i śmigłowcami

Po badaniach około 110 osób otrzymało kwalifikację pozwalającą ubiegać się o 30 miejsc na specjalności pilota samolotu bojowego. Ponad 190 kandydatów pozytywnie zaopiniowano do szkolenia na operatorów bezzałogowców, gdzie dostępnych jest 39 miejsc.

Najciaśniej zrobiło się jednak w kolejce do samolotów transportowych i śmigłowców. O możliwość dalszej walki o 26 miejsc ubiegało się blisko 450 osób. To ponad 17 kandydatów na jeden indeks, choć ostateczny wynik zależy jeszcze od matury, sprawności fizycznej i rozmowy kwalifikacyjnej.

Kandydaci do LAW przechodzą test WF, rozmowę oraz w określonych przypadkach sprawdzian z języka angielskiego. Osoby wybierające lotnictwo i kosmonautykę lub nawigację muszą wcześniej zdobyć odpowiednią kategorię zdrowia. Przyszłych pilotów czeka także szkolenie sprawdzające predyspozycje do służby w powietrzu.

Jak pisaliśmy w tekście: Chcesz latać F-35 albo być operatorem drona? Wojsko Polskie rekrutuje na studia dla pilotów, droga od matury do kokpitu jest długa. Dęblin jest jej początkiem, a nie obietnicą, że każdy przyjęty kandydat skończy za sterami myśliwca.

Wirówka szybko oddziela marzenia od możliwości

Badania w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej trwają około tygodnia. Kandydat przechodzi m.in. diagnostykę neurologiczną, okulistyczną, laryngologiczną i psychologiczną. Sprawdzane są również kręgosłup, koordynacja oraz reakcja organizmu na warunki spotykane podczas lotu.

Do tego dochodzą komora niskich ciśnień i wirówka przeciążeniowa. To wszystko jest próbą sprawdzenia, czy organizm zachowa sprawność przy niedoborze tlenu i dużych przeciążeniach. Psychologowie oceniają koncentrację, podzielność uwagi, szybkość reakcji oraz odporność na stres.

Najczęstszą przeszkodą okazują się wady wzroku i problemy z kręgosłupem. Około 200 wydanych decyzji było negatywnych, ale odmowa najwyższej kategorii nie zawsze zamyka drogę do akademii. Osoba niezdolna do pilotowania odrzutowca może nadal spełniać wymagania dla śmigłowca, transportowca albo bezzałogowca. W lotnictwie wojskowym obowiązuje kilka kategorii zdolności, a wymagania zależą od przyszłej specjalności.

Mundur daje coś, czego cywilne studia często nie gwarantują

WIML wskazuje kilka powodów rosnącej popularności Dęblina: kampanie prowadzone przez MON, wzrost postaw proobronnych i patriotycznych oraz możliwość szybkiego ustabilizowania życia. Podchorążowie mają zapewnione zakwaterowanie, wyżywienie i umundurowanie, a od początku nauki otrzymują miesięczne uposażenie. Po ukończeniu studiów i promocji oficerskiej są kierowani na stanowiska służbowe. Dla maturzysty oznacza to bardzo konkretną ścieżkę: studia, pieniądze już w trakcie nauki i zawód czekający po dyplomie.

Przeczytaj także:

Do tego polskie lotnictwo przechodzi teraz największą zmianę od lat. Do kraju wchodzą F-35, rozwijana jest flota FA-50, rośnie znaczenie bezzałogowców i obrony przeciwlotniczej. Nowy sprzęt nie lata sam. Potrzebuje pilotów, operatorów, nawigatorów, kontrolerów i całego technicznego zaplecza.

W tekście: Tak wygląda szkolenie polskich pilotów na F-35. Generał uchylił rąbka tajemnicy opisywaliśmy, że samo przejście na nowy typ myśliwca oznacza ponad 20 lotów i około 50 sesji symulatorowych, nie licząc nauki własnej. Kandydaci szturmujący dziś Dęblin patrzą właśnie na taki finał drogi.

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.