Polskie MiG-i miały już lecieć do Ukrainy. Coś zatrzymało transfer
Ukraina nadal czeka na polskie MiG-i. Warszawa chce współpracy dronowej, Kijów mówi o kosztach modernizacji, a rozmowy wciąż nie przyniosły finału.

Polskie MiG-29 miały już trafić do Ukrainy. Ustalono nawet harmonogram przekazania samolotów, a do Polski przyjeżdżały ukraińskie delegacje techniczne. Mimo to maszyny nadal pozostają po naszej stronie granicy. Radosław Sikorski ujawnił, że coś zmieniło się w podejściu Kijowa. Wcześniejsze wypowiedzi polskiego MON wskazują jednak na niezrealizowane ustalenia dotyczące ukraińskich technologii dronowych. Do tego dochodzi kwestia pieniędzy na modernizację starych myśliwców.
Terminy były uzgodnione, ale samoloty zostały jednak w Polsce
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski potwierdził, że przekazanie kolejnych polskich MiG-29 Ukrainie było przygotowywane na tyle zaawansowanym etapie, że obie strony uzgodniły harmonogram dostaw. Rozmowy prowadzono jeszcze za prezydentury Andrzeja Dudy, ale ustalony plan nie został zrealizowany.
Według szefa polskiej dyplomacji później zmieniła się sytuacja po stronie ukraińskiej. Nie wskazał jednak jednoznacznie decyzji, która doprowadziła do zatrzymania transferu. Zasugerował, że pewne znaczenie mogły mieć pojawiające się oferty innych samolotów bojowych, w tym szwedzkich Gripenów.
To jednak tylko jedna z możliwych przyczyn. Sikorski podkreślił jednocześnie, że z polskiej strony maszyny pozostają dostępne do przekazania. Do naszego kraju przyjechały już dwie ukraińskie delegacje techniczne, co pokazuje, że rozmowy nie ograniczały się do politycznych deklaracji.
Co więcej, temat nadal pozostaje otwarty. Problem polega na tym, że od miesięcy słyszymy o gotowości przekazania samolotów, ale brakuje ostatniego kroku, który zamieniłby ustalenia w rzeczywistą dostawę.
Polska chce MiG-i wymienić na technologie dronowe
Żeby zrozumieć, dlaczego sprawa utknęła, trzeba wrócić do warunków stawianych przez Warszawę. Polska nie chciała po prostu pozbyć się wycofywanych samolotów, lecz wykorzystać je do uzyskania technologii szczególnie potrzebnych współczesnej armii.
Już w maju pisaliśmy o planowanej wymianie nawet 9 polskich MiG-29 na ukraińskie technologie dronowe. Wiceminister obrony Paweł Zalewski informował wówczas, że Ukraina zaakceptowała propozycję, choć do uzgodnienia pozostały szczegóły techniczne.
Miesiąc później ton polskiego resortu obrony był już znacznie mniej optymistyczny. Cezary Tomczyk, wiceszef MON, poinformował, że Ukraina nie zrealizowała ustaleń dotyczących transferu technologii. Polska uzależniła więc przekazanie kolejnych samolotów od doprowadzenia tej sprawy do końca.
Podobne stanowisko przedstawił Władysław Kosiniak-Kamysz. Minister obrony podkreślał, że współpraca ma działać w obie strony. Polska przekazuje wartościowy sprzęt wojskowy, natomiast Ukraina oferuje doświadczenie i technologie rozwijane podczas rzeczywistych działań bojowych.
Warszawa nie domaga się więc wyłącznie kilku gotowych bezzałogowców. Stawką jest dostęp do rozwiązań, które można wykorzystać podczas rozwoju własnych systemów, produkcji i szkolenia żołnierzy.
Ukraina ma jeszcze jeden problem. Brakuje im po prostu pieniędzy
Sytuacja wygląda jednak inaczej z perspektywy Kijowa. Pod koniec września ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar wskazał, że jedną z największych przeszkód pozostaje brak pieniędzy na modernizację oferowanych MiG-29.
Same samoloty to bowiem dopiero początek wydatków. Starszy myśliwiec przed przywróceniem do pełnej gotowości może wymagać przeglądów, napraw, wymiany zużytych elementów i dostosowania wyposażenia do potrzeb nowego użytkownika. W przypadku konstrukcji wywodzącej się jeszcze z czasów Związku Radzieckiego problemem jest także dostępność części zamiennych.
Bodnar przyznał, że obecnie Ukraina nie ma środków pozwalających sfinansować potrzebną modernizację. Jednocześnie potwierdził gotowość Polski do przekazania maszyn w ramach wzajemnej współpracy i wyraził nadzieję na postęp negocjacji.
To rzuca całkowicie inne światło na wcześniejsze spory. Nawet jeżeli politycy porozumieją się w sprawie transferu technologii dronowych, pozostanie pytanie o stan techniczny konkretnych samolotów oraz koszty przygotowania ich do dalszej służby.
Polska Grupa Zbrojeniowa prowadzi już zresztą rozmowy o wsparciu technicznym ukraińskich F-16 i MiG-29. Utrzymanie lotnictwa w czasie wojny staje się równie ważnym zadaniem jak pozyskiwanie kolejnych maszyn.
Stare MiG-i nadal są Ukrainie potrzebne
Można oczywiście zapytać, po co Ukrainie kolejne samoloty zaprojektowane kilkadziesiąt lat temu, skoro jej partnerzy przekazują znacznie nowocześniejsze F-16, a w perspektywie pojawiają się kolejne zachodnie konstrukcje.
Odpowiedź jest tak naprawdę przede wszystkim praktyczna. Ukraińscy piloci i technicy od lat znają MiG-29. Dysponują doświadczeniem w ich eksploatacji, odpowiednimi procedurami oraz zapleczem pozwalającym utrzymywać maszyny w gotowości bojowej.
Samoloty te nadal uczestniczą również w działaniach ofensywnych. Ukraińskie MiG-29 wykorzystują zachodnie bomby kierowane JDAM-ER do atakowania rosyjskich celów z większej odległości. Dzięki temu konstrukcja opracowana jeszcze w czasach zimnej wojny może wykonywać zadania z wykorzystaniem znacznie nowocześniejszego uzbrojenia.
MiG-29 nie zapewnia jednak możliwości porównywalnych z najnowszymi zachodnimi myśliwcami. Ograniczenia radaru, awioniki i samej konstrukcji pozostają poważne, zwłaszcza w starciu ze współczesną rosyjską obroną przeciwlotniczą.
Dlatego polskie maszyny byłyby raczej sposobem na podtrzymanie zdolności ukraińskiego lotnictwa niż jego jakościową rewolucją. Mogłyby zastępować utracone samoloty i odciążać inne jednostki, podczas gdy Ukraina stopniowo rozwija flotę zachodnią.
Polska też ma powód, żeby pozbyć się MiG-ów
Z perspektywy naszego kraju sprawa wygląda równie interesująco. MiG-29 kończą swoją służbę w Siłach Powietrznych RP, a ich dalsze utrzymywanie staje się coraz trudniejsze i droższe.
Jeszcze w maju polskie maszyny z Malborka wykonywały intensywne szkolenia nad Bałtykiem. Pokazuje to, że chodzi o sprzęt, który do niedawna pozostawał częścią naszego systemu obronnego.
Polska zastępuje poradzieckie konstrukcje zachodnimi samolotami F-16, FA-50 i F-35. Te ostatnie mają zapewnić zupełnie nowe możliwości, ale cały proces modernizacji wymaga czasu, szkolenia personelu i osiągania gotowości operacyjnej.
Wojsko nie może więc traktować przekazywania sprzętu wyłącznie jako decyzji politycznej. Każdy taki transfer wymaga oceny wpływu na bezpieczeństwo państwa i zdolności pozostających jednostek.
Warszawa ma jednak również silną motywację do współpracy. Ukraina zgromadziła doświadczenie w masowym wykorzystywaniu dronów, ich zwalczaniu oraz dostosowywaniu konstrukcji do zmieniających się warunków wojny. Dla polskiej armii to kompetencje, których nie da się szybko zdobyć podczas zwykłych ćwiczeń.
Czy MiG-i w końcu polecą na Ukrainę?
Na razie nie ma potwierdzonego terminu przekazania kolejnej partii samolotów. Nie ogłoszono również ostatecznego porozumienia dotyczącego wzajemnych zobowiązań obu państw.
W tej sprawie warto też uważać na pojawiające się liczby. Po wypowiedzi Sikorskiego ukraińskie media początkowo informowały o możliwości przekazania Polsce aż 29 myśliwców F-16. Była to pomyłka, którą redakcja publikująca wywiad oficjalnie sprostowała. Rozmowy dotyczą MiG-29, a nie polskich F-16.
Najbardziej prawdopodobnym kolejnym krokiem pozostaje więc dopracowanie warunków współpracy dronowej oraz uzgodnienie sposobu przygotowania konkretnych samolotów do przekazania. Sam Sikorski nie przedstawił harmonogramu, który zastąpiłby wcześniejsze, niezrealizowane ustalenia.
Przeczytaj także:
Polska ma sprzęt, którego Ukraina nadal potrzebuje, a Ukraina posiada natomiast technologie i doświadczenie, które są bardzo cenne dla polskiej armii. Obie strony deklarują chęć współpracy, ale od miesięcy nie potrafią przełożyć tego na ostateczne porozumienie.
Właśnie w tym tkwi sedno sprawy. MiG-29 nie zostały w Polsce dlatego, że nagle straciły znaczenie dla ukraińskiego lotnictwa. Utknęły pomiędzy uzgodnionymi wcześniej planami, warunkami technologicznymi i problemami finansowymi, których do tej pory nie udało się wspólnie rozwiązać.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: 23 Baza Lotnictwa Taktycznego
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.