Scrollujesz i nie możesz przestać? Wyjaśnili, gdzie jest haczyk
Sam spędzony czas przed ekranem tak naprawdę niewiele wyjaśnia. Ważniejsze jest to, co robimy, kiedy i jak się po tym czujemy.

Sięgasz po telefon tylko na moment, a po chwili orientujesz się, że minęło już 40 minut? Taką sytuację chyba zna niemal każdy, kto choć raz dał się wciągnąć w niekończące się przewijanie filmików, postów i powiadomień. Badacze z Penn State przekonują jednak, że rozmowa o ekranach zbyt często zaczyna się od złego pytania. Nie wystarczy pytać, ile czasu spędzamy z telefonem. Trzeba zapytać, co dokładnie robimy, po co po niego sięgamy, o której godzinie i w jakim stanie odkładamy go z powrotem.
Nie każdy czas przed ekranem jest taki sam
Przez lata każdą minutę spędzoną przed ekranem traktowano jako zjawisko o identycznym działaniu. Takie podejście w rzeczywistości jest tak naprawdę tylko krzywdzącym i fałszywym uproszczeniem. Godzina pracy na laptopie, rozmowa wideo z bliską osobą, nauka języka w aplikacji i bezmyślne przewijanie krótkich filmów przed snem może i formalnie są czasem ekranowym, jednak psychologicznie to zupełnie różne sytuacje.
Nelson Roque i Rinanda Shaleha z Penn State proponują, żeby patrzeć na cyfrowe aktywności w znacznie szerszym kontekście. Według nich znaczenie ma nie tylko długość korzystania z ekranu, lecz także pora dnia, cel użycia, poziom interaktywności oraz struktura treści. Dopiero te elementy pozwalają tak naprawdę ocenić, czy telefon był narzędziem, wsparciem, rozrywką czy cyfrową pułapką.
To niezwykle ważna, wręcz kluczowa wskazówka także dla rodziców, którzy nierzadko gubią się w cyfrowym gąszczu zakazów i nakazów. Suche statystyki i sama informacja o tym, ile dokładnie godzin czy minut dziecko spędziło wpatrzone w ekran, w rzeczywistości niewiele nam mówią o rzeczywistym wpływie technologii na jego rozwój. Znacznie ważniejsze jest to, co w tym czasie robiło. Telefon może służyć do rozmów z przyjaciółmi, nauki czy rozwijania zainteresowań, ale może też wciągać w bezrefleksyjne przewijanie treści i stopniowo zabierać czas na sen, koncentrację czy inne aktywności.
Dlaczego tak trudno przestać nam scrollować?
Okazuje się, że najbardziej problematyczne nie jest samo patrzenie w ekran, lecz sposób, w jaki zaprojektowano część cyfrowych usług. Szczególną rolę odgrywa tu nieskończone przewijanie, czyli mechanizm, w którym kolejne posty lub filmy pojawiają się bez wyraźnego końca. Użytkownik nie musi niczego wybierać ani uruchamiać od nowa. Wystarczy zwykły ruch palcem.
Chociaż to niby tylko ruch palcem, to działa zaskakująco skutecznie. Po każdym filmie czy poście pojawia się myśl, że następny może być jeszcze ciekawszy, śmieszniejszy albo po prostu bardziej wart uwagi. I właśnie to sprawia, że łatwo zostać dłużej, niż się planowało. Nikt zwykle nie siada z zamiarem scrollowania przez godzinę. Problem w tym, że trudno znaleźć moment, który podpowiadałby, że czas skończyć.
Badacze łączą to bezpośrednio z Dark UX, czyli z manipulacyjnym projektowaniem usług cyfrowych. Chodzi o takie rozwiązania, które kierują zachowaniem użytkownika bardziej w interesie platformy niż jego samego. A w interesie platform jest zatrzymać naszą uwagę jak najdłużej.
Shortsy potrafią po prostu męczyć nasz mózg
Osobny problem dotyczy samej struktury treści. Długi film, artykuł czy rozmowa mają zwykle pewną narrację. Mózg może zbudować kontekst, śledzić wątek i porządkować informacje. Krótkie, pocięte materiały działają inaczej. Co kilka lub kilkanaście sekund trzeba przestawić się na nową scenę, nowy dźwięk, nowy temat i nowy bodziec.
To bardzo obciąża naszą pamięć roboczą, czyli system umysłowy odpowiedzialny za krótkotrwałe przechowywanie i przetwarzanie informacji potrzebnych tu i teraz. Mózg musi ciągle ładować nowe dane, po czym natychmiast je wyrzucać, bo pojawia się kolejny fragment. Po serii takich treści można mieć poczucie, że było intensywnie, ale trudno powiedzieć, co właściwie zostało w głowie.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy krótki film jest automatycznie szkodliwy. Problem zaczyna się wtedy, gdy cała aktywność staje się pasywna, poszatkowana i oderwana od konkretnego celu. Zwłaszcza gdy dzieje się to późno w nocy, kosztem snu, pracy, nauki albo relacji z innymi ludźmi.
Doomscrolling to nie jest słabość naszego charakteru
To, że ktoś często sięga po telefon, nie musi od razu oznaczać zaburzenia. Naukowcy zwracają uwagę na coś bardziej przyziemnego: nawyki związane z ekranami, które mogą wymykać się spod kontroli, zwłaszcza gdy scrollowanie staje się sposobem na odreagowanie stresu, zabicie nudy albo ucieczkę od trudnych emocji.
Doomscrolling, czyli kompulsywne przewijanie negatywnych wiadomości lub treści, często nie zaczyna się od świadomej decyzji. Może być próbą odzyskania kontroli przez sprawdzanie kolejnych informacji. Paradoks polega na tym, że im więcej człowiek sprawdza, tym bardziej może czuć napięcie i tym trudniej mu przerwać.
Przeczytaj także:
Właśnie dlatego nie warto pytać wyłącznie o to, ile czasu spędziliśmy z telefonem. Często ważniejsze jest, po co po niego sięgnęliśmy i jak się czuliśmy, kiedy go odłożyliśmy. Jeśli ekran pomógł coś załatwić, skontaktować się z kimś albo po prostu na chwilę odpocząć, trudno mówić o problemie. Jeśli jednak przez scrollowanie zarwaliśmy sen, pogorszył nam się nastrój albo odłożyliśmy ważniejsze sprawy na później, sama liczba minut niewiele mówi o tym, co naprawdę się wydarzyło.
*Źródło grafiki wprowadzającej: andrei-stoicas-images / Canva Pro
Dziennikarz działu Technologie. O smartfonach i nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla KomputerŚwiat i dla nieistniejącego już PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Copywriter techniczny, motoryzacyjny i technologiczny. Współzałożyciel agencji marketingowej BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.