REKLAMA

Zmiana czasu to bezsensowny stres. "Fundują nam społeczny jetlag"

W nocy z soboty na niedzielę znów przesuniemy zegarki o godzinę. Problem w tym, że nasz organizm nie robi tego razem z nimi. Dla ciała to nagłe rozjechanie czasu społecznego z biologicznym, czyli coś, co można odczuć jak mały fizjologiczny stres.

Zegarki przestawisz w sekundę. Twój organizm już niekoniecznie
REKLAMA

Jak czytamy na łamach Nauka w Polsce, psycholog Jakub Mazurkiewicz zwraca uwagę, że w kwestii zmiany czasu powinniśmy odróżnić trzy różne czasy: słoneczny, społeczny i biologiczny. Czas słoneczny wynika z naturalnego rytmu dnia i nocy. Czas społeczny to ten, który pokazuje zegarek. Z kolei zegar biologiczny steruje snem, temperaturą ciała i wydzielaniem hormonów. I właśnie ten ostatni nie daje się przestawić tak łatwo, jak robi się to w nocy jednym ruchem wskazówek.

Mazurkiewicz tłumaczy, że nasz organizm jest mocno przywiązany do światła. Gdy robi się jasno, ciało ogranicza wydzielanie melatoniny i zwiększa aktywność mechanizmów, które mają nas obudzić i przygotować do działania. Gdy więc nagle przesuwamy czas do przodu, to budzik zaczyna dzwonić wcześniej także wobec naszego organizmu, który wcale nie uważa jeszcze, że to dobry moment na pełne wejście w dzień.

REKLAMA

To nie tylko mniej snu. Tu chodzi o tzw. społeczny jetlag

Jetlag społeczny to sytuacja, w której życie według zegarka rozchodzi się z tym, jak działa nasz wewnętrzny rytm dobowy. Po zmianie czasu wiosną nie chodzi więc wyłącznie o jedną krótszą noc. Problem jest o wiele większy. Rano wstajemy za wcześnie względem biologii, a wieczorem dłużej jesteśmy wystawieni na światło, co utrudnia naturalne wejście w senność. Organizm odbiera taki ruch jak stres fizjologiczny. To dlatego po zmianie czasu część ludzi jest rozbita, bardziej senna, gorzej skupiona i zwyczajnie nie wchodzi w dzień tak, jak powinna.

Psycholog wskazuje też grupy, które mogą odczuwać zmianę czasu mocniej niż inni. Chodzi przede wszystkim o nastolatków, osoby pracujące wcześnie rano, seniorów oraz ludzi z chorobami przewlekłymi albo przyjmujących leki. To ma sens, bo właśnie u nich rytm dnia bywa bardziej wrażliwy na zakłócenia albo już wcześniej jest napięty przez obowiązki, wiek czy stan zdrowia.

To wszystko bardzo dobrze współgra z szerszym stanowiskiem ekspertów od snu. Amerykańska Akademia Medycyny Snu (AASM) od lat podkreśla, że sezonowe zmiany czasu nie są neutralne dla naszego zdrowia i bezpieczeństwa, a najlepszym rozwiązaniem byłoby odejście od nich na rzecz stałego czasu standardowego.

Wiosenna zmiana wypada gorzej. I widać to w badaniach

Najmocniej obrywa zwykle przejście z czasu standardowego na letni, czyli to marcowe skakanie do przodu. Właśnie wtedy rośnie krótkoterminowy stres dla układu krążenia i zaburzenie rytmu dobowego. Metaanalizy i przeglądy dotyczące zawałów serca pokazują niewielki, ale powtarzalny wzrost ryzyka w pierwszych dniach po wiosennej zmianie czasu. To nie jest efekt ogromny u pojedynczej osoby, ale przy milionach ludzi robi się już z tego olbrzymi problem zdrowia publicznego.

Podobnie wygląda sprawa z udarami. Dane prezentowane przez American Academy of Neurology wskazywały, że częstość niedokrwiennych udarów mózgu była o 8 proc. wyższa w ciągu dwóch pierwszych dni po zmianie czasu, a później ten efekt zanikał. To dobrze pokazuje charakter problemu: nie chodzi o wielomiesięczną katastrofę, tylko o krótkie okno, w którym organizm płaci za nagłe przestawienie większą cenę niż zwykle.

Jeśli już coś zostawić na stałe, to eksperci wolą czas standardowy

Kiedy ludzie mówią, że chcą skończyć ze zmianą czasu, często odruchowo myślą o zostawieniu czasu letniego na cały rok. Tymczasem eksperci od rytmu dobowego znacznie częściej wskazują odwrotny kierunek: stały czas standardowy, czyli to, co potocznie nazywamy czasem zimowym. Ten wariant lepiej pokrywa się z naturalnym światłem poranka, a to właśnie poranne światło najsilniej ustawia nasz wewnętrzny zegar.

Było to bardzo dobrze widoczne w analizie Stanford Medicine z 2025 r. Badacze modelowali wpływ różnych wariantów czasu na obciążenie rytmu dobowego i doszli do wniosku, że najkorzystniejszy zdrowotnie byłby właśnie stały czas standardowy. Ich wyliczenia sugerowały, że odejście od sezonowego przestawiania zegarków mogłoby przełożyć się na mniej przypadków udaru i otyłości w skali populacji. To oczywiście model, a nie eksperyment na całych państwach, ale dobrze pokazuje, dokąd przesuwa się dziś naukowy środek ciężkości tej debaty.

A co z dawnym argumentem o oszczędzaniu energii?

Dawniej zmianę czasu tłumaczono lepszym wykorzystaniem światła dziennego i mniejszym zużyciem energii. Dziś ten argument wygląda słabo. Bilans energetyczny w dzisiejszych czasach bywa co najwyżej mieszany, a w części analiz przesunięcie czasu nie daje wyraźnej oszczędności, a czasem wręcz zwiększa zużycie energii, choćby przez większe użycie klimatyzacji i inne przesunięcia popytu.

Europa też od dawna wie, że ten temat wraca jak bumerang. Komisja Europejska zaproponowała zakończenie sezonowych zmian czasu już w 2018 r., Parlament Europejski poparł ten kierunek w 2019 r., ale sprawa utknęła na poziomie Rady UE. Po debacie w październiku 2025 r. Komisja zapowiedziała kolejne analizy, więc zmiana czasu nadal obowiązuje.

Co radzi psycholog i dlaczego to ma sens?

Cytowany przez PAP psycholog podpowiada, jak złagodzić skutki zmiany czasu. Najprostsza rada brzmi: nie czekać do ostatniej chwili. Lepiej już kilka dni wcześniej zacząć przesuwać stopniowo porę snu, nawet o kilkanaście minut dziennie. To ma dać organizmowi szansę, żeby nie dostał całego uderzenia naraz w jedną noc.

Druga ważna rzecz to ograniczenie światła niebieskiego wieczorem, czyli mniej telefonu i ekranu tuż przed snem. Jeśli światło opóźnia wydzielanie melatoniny, to dokładanie sobie jeszcze jasnego ekranu na finiszu dnia tylko pogarsza problem.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Jeśli patrzeć tylko na tarczę zegarka, zmiana czasu wygląda niewinnie. Jeśli spojrzeć na to, co dzieje się z rytmem snu, hormonami i codziennym funkcjonowaniem, robi się dużo mniej ciekawie. Właśnie dlatego ten coroczny rytuał coraz częściej budzi nie nostalgię, tylko zwykłe pytanie: skoro organizm i tak go nie lubi, to po co wciąż to sobie robimy?

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-23T20:34:43+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T19:59:05+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T19:40:39+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T17:53:12+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T17:25:05+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T16:38:28+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T16:04:58+01:00
Aktualizacja: 2026-03-23T15:32:14+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA