REKLAMA

Europejska rakieta zszokowała Amazon. Ariane 6 pobiła im rekordy

Ariane 6 zaskoczyła wszystkich. Rekordowy lot dla Amazona może być początkiem wielkiego powrotu Europy do kosmicznej gry.

Ariane 6 z rekordem. Wyniosła satelity Amazon Leo
REKLAMA

Ariane 6 przez bardzo długi czas była przede wszystkim symbolem europejskich opóźnień w kosmosie. Teraz wreszcie dostała moment, którego potrzebowała: rekordowy start z 36 satelitami Amazon Leo i najmocniejszą konfiguracją, która ma udowodnić, że Europa nadal potrafi wozić na orbitę naprawdę ciężkie ładunki.

REKLAMA

Ariane 6 pobiła rekord, którego Europa bardzo potrzebowała

Europejska rakieta Ariane 6 dokładnie 17 czerwca wystartowała z kosmodromu w Kourou w Gujanie Francuskiej z 36 satelitami konstelacji Amazon Leo. Dla Europy ta misja ma naprawdę kolosalne znaczenie. To był najcięższy ładunek wyniesiony kiedykolwiek przez rakietę z rodziny Ariane.

Nie chodzi więc tutaj tylko o liczbę satelitów pod osłoną ładunku. Ariane 6 poleciała w wersji Ariane 64, czyli w cięższej konfiguracji z 4 bocznymi dopalaczami na paliwo stałe. Tym razem były to po raz pierwszy ulepszone dopalacze P160C, które zastępują wcześniejsze P120C. Różnica jest istotna, bo nowa wersja daje rakiecie większy zapas mocy i podnosi jej zdolność wynoszenia ładunków na niską orbitę okołoziemską.

To właśnie dzięki temu Ariane 6 mogła zabrać 36 satelitów Amazon Leo, czyli o 4 więcej niż w dwóch poprzednich misjach dla tej samej konstelacji. Poprzednie loty z lutego i kwietnia 2026 r. wynosiły po 32 satelity. Teraz europejska rakieta zrobiła krok wyżej i pokazała, że program, który przez lata kojarzył się głównie z opóźnieniami, zaczyna wreszcie pracować na komercyjną wiarygodność.

REKLAMA

Stawką jest rywalizacja ze Starlinkiem

Amazon Leo to satelitarna sieć internetu szerokopasmowego, wcześniej znana jako Project Kuiper. Jej zadaniem jest zapewnić szybki internet z orbity użytkownikom, firmom i instytucjom znajdującym się poza zasięgiem tradycyjnej infrastruktury naziemnej.

REKLAMA

Tak naprawdę oznacza to wejście Amazona w bezpośredni konflikt ze Starlinkiem firmy SpaceX. Firma Elona Muska ma ogromną przewagę, bo jej konstelacja działa komercyjnie od lat i liczy już tysiące satelitów. Amazon dopiero rozpędza własną sieć, ale robi to z rozmachem. Docelowo konstelacja ma liczyć ponad 3200 satelitów, a jej budowa wymaga dziesiątek startów różnymi rakietami.

REKLAMA

Amazon, choć należy do imperium Jeffa Bezosa, nie może opierać się wyłącznie na rakietach Blue Origin. Firma korzysta z całego portfela dostawców, w tym z ULA, SpaceX oraz Arianespace. Dla Europy to szansa, bo Ariane 6 dostaje realną pracę w jednym z największych komercyjnych projektów orbitalnych tej dekady.

Arianespace ma wykonać łącznie 18 startów dla Amazon Leo. Po najnowszej misji europejskie rakiety wyniosły dla tej konstelacji 100 satelitów w ciągu 5 miesięcy. To nadal niewiele w porównaniu ze skalą Starlinka, ale wystarczająco dużo, żeby pokazać, że Ariane 6 nie jest już tylko kosztowną obietnicą zapisaną w prezentacjach agencji kosmicznych.

REKLAMA

Europa goni nie tylko Amazona, ale też własne opóźnienia

Ariane 6 miała zadebiutować znacznie wcześniej. Przez lata Europa traciła czas, a wraz z nim pozycję na rynku komercyjnych startów. Koniec Ariane 5, problemy rakiet Vega C i utrata dostępu do rosyjskich Sojuzów sprawiły, że europejski sektor kosmiczny znalazł się w niewygodnym położeniu. Kontynent, który przez dekady uchodził za jednego z liderów niezależnego dostępu do orbity, musiał nagle bardzo mocno liczyć na innych.

REKLAMA

Każdy udany start Ariane 6 to tak naprawdę sprawdzian, czy Europa potrafi odbudować własną rytmikę startów, zwiększyć tempo produkcji i zaoferować klientom usługę, która nie będzie tylko politycznie pożądana, ale też technicznie pewna oraz biznesowo sensowna.

Rekordowy lot z satelitami Amazona dobrze pokazuje, że Ariane 6 zaczyna odgrywać coraz ważniejszą rolę na rynku wynoszenia ładunków w kosmos. Ariane 6 nie dogoniła Falcona 9, bo to zupełnie inna skala częstotliwości startów, kosztów i odzyskiwania rakiet. Europejski system nadal nie ma odpowiednika wielokrotnego użytku, który stał się znakiem rozpoznawczym SpaceX. Nie zmienia to jednak faktu, że Ariane 6 zaczyna robić to, czego od niej oczekiwano, a mianowicie wynosić duże ładunki, obsługiwać komercyjnych klientów i stopniowo zwiększać możliwości.

REKLAMA

Tajna broń Ariane 6? Detal daje rakiecie rekordową moc

P160C to nowa generacja bocznych dopalaczy na paliwo stałe stosowanych w Ariane 6. Każdy z nich mieści około 14 ton więcej paliwa niż wcześniejszy P120C, co przekłada się na wyższy ciąg podczas pierwszej fazy lotu. Dzięki temu rakieta może wynosić cięższe ładunki bez zmian w konstrukcji głównego stopnia. Właśnie ta modyfikacja pozwoliła zwiększyć liczbę satelitów Amazon Leo zabieranych podczas pojedynczej misji i ustanowić nowy rekord programu Ariane.

REKLAMA

To właśnie konstelacje satelitarne sprawiły, że sposób myślenia o startach rakiet mocno się zmienił. Jeszcze niedawno najważniejszym symbolem dużych rakiet były pojedyncze, bardzo drogie satelity telekomunikacyjne lecące na orbity geostacjonarne. Dziś równie ważne są całe paczki satelitów na niską orbitę okołoziemską. Operatorzy chcą szybko budować zasięg, uzupełniać sieć, wymieniać jednostki i reagować na presję konkurencji. Rakieta, która nie potrafi regularnie wozić dużych zestawów satelitów, wypada z najważniejszej części rynku.

Ariane 6 tym startem pokazała, że może być narzędziem do takich misji. Nie tylko dla europejskich agencji czy instytucji, lecz także dla amerykańskiego giganta technologicznego, który buduje własną odpowiedź na Starlinka.

REKLAMA

Rekord Ariane 6 nie kończy wyścigu. On dopiero go zaczyna

SpaceX nadal dyktuje tempo rynku, a Falcon 9 pozostaje maszyną, do której porównuje się niemal każdy komercyjny system nośny. Ariane 6 gra w znacznie trudniejszych warunkach, bo jest europejskim projektem przemysłowym, politycznym i technologicznym, który musi godzić interesy wielu państw, firm i instytucji.

Ariane 6 zaczyna być jednak coraz bardziej wiarygodna. Nie jako zapowiedź, nie jako program w budowie, nie jako spóźniony następca Ariane 5, lecz jako działająca rakieta, która potrafi wykonać ciężką komercyjną misję i wrócić do kalendarza kolejnych startów.

Przeczytaj także:

REKLAMA

To dobra wiadomość dla Arianespace, ESA i dla europejskiego przemysłu kosmicznego. Dobra także dla Amazona, który potrzebuje wielu rakiet, jeśli chce choć trochę zmniejszyć dystans do Starlinka. I wreszcie dobra dla rynku, bo im więcej realnych dostawców wynoszenia satelitów, tym mniejsze ryzyko, że przyszłość orbitalnego internetu będzie zależeć od jednego gracza.

*Źródło grafiki wprowadzającej: ESA Space Transport

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA