Big techy stawiają sobie elektrownie, a ludzie dowiadują się po fakcie
Centra danych potrzebują tyle energii, że big techy i ich partnerzy budują własne elektrownie. Szkoda tylko, że mieszkańcy okolicznych rejonów często poznają szczegóły po fakcie.

Sztuczna inteligencja kojarzy się głównie z aplikacjami, chatbotami i usługami działającymi w chmurze. Łatwo zapomnieć, że za tym wszystkim stoi bardzo konkretna infrastruktura: ogromne centra danych, systemy chłodzenia, linie energetyczne i coraz częściej nawet własne elektrownie.
W USA już teraz bardzo szybko wokół centrów danych AI powstaje nowy model infrastruktury: prywatne elektrownie budowane po to, by zasilać jednego technologicznego klienta. Zwolennicy mówią, że to sposób na szybki rozwój AI bez przeciążania sieci i bez podnoszenia rachunków mieszkańcom. Krytycy odpowiadają, że te instalacje przechodzą ekspresowe procedury, często przy minimalnej kontroli społecznej, a ludzie mieszkający obok dowiadują się o nich wtedy, gdy na horyzoncie stoją już dźwigi.
Centrum danych to dziś za mało. Potrzebna jest elektrownia obok
Jak podaje Reuters, najmocniejszy przykład pochodzi z Ohio. W Middleton Township obok ogromnego centrum danych Mety powstaje Apollo Generating Station, duża elektrownia gazowa przeznaczona do obsługi tego projektu. Mieszkanka okolicy Breanne Kidd opisywała, że wcześniej z okna widziała pola, a teraz widzi budowę i instalację, o której nie została jasno uprzedzona.
To nie jest jednak odosobniony przypadek. Według danych analizowanych przez Reutersa w USA zaproponowano albo rozpoczęto budowę co najmniej 57 elektrowni działających poza klasyczną siecią i przeznaczonych do obsługi pojedynczych centrów danych. Ich łączna moc ma wynosić ok. 73 tys. MW. To skala, której nie da się zignorować.
Najczęściej chodzi o gaz ziemny. Jest szybki do uruchomienia, dyspozycyjny i łatwiejszy do wpisania w harmonogram inwestycji niż rozbudowa sieci albo budowa wielkoskalowych źródeł odnawialnych z magazynami energii. Problem w tym, że gaz nadal oznacza emisje CO2, tlenki azotu i pyły drobne, które mogą wpływać na jakość powietrza.
Szybka ścieżka robi się po prostu zbyt szybka
Duża elektrownia zwykle nie powstaje z dnia na dzień. Najpierw są lata papierologii: pozwolenia, analizy środowiskowe, konsultacje z mieszkańcami i publiczne wysłuchania. Tymczasem przy inwestycjach związanych z AI tempo bywa zupełnie inne. Niektóre projekty przechodzą przez procedury w kilka miesięcy zamiast kilku lat. W Ohio część takich instalacji może dostać zielone światło nawet w 45 dni.
Apollo w Ohio zatwierdzono w mniej niż 3 mies. od złożenia planów. Dokumenty dotyczące pozwolenia emisyjnego pojawiły się publicznie dopiero wtedy, gdy budowa już trwała. Formalnie elektrownia ma obsługiwać prywatnego klienta, więc deweloperzy przekonują, że nie powinna przechodzić takiej samej ścieżki jak klasyczne źródła pracujące dla publicznej sieci.
Właśnie to jest sednem sporu. Big techy potrzebują prądu dosłownie natychmiast. Lokalne społeczności potrzebują czasu, żeby zrozumieć, co powstaje obok ich domów, szkół i gospodarstw. Jeśli jedna strona działa w trybie wyścigu o AI, a druga dowiaduje się po fakcie, zaufanie znika szybciej niż krajobraz za oknem.
AI już dawno przestała być wirtualna
Jaki jest najważniejszy wniosek? AI wcale nie jest tak wirtualna, jak lubimy o niej myśleć. Za chatbotami, generatorami obrazów i coraz potężniejszymi modelami stoją hektary ziemi, ogromne ilości wody, tony stali, chipy, turbiny i całe zaplecze energetyczne. Im większe stają się modele, tym większy rachunek wystawia rzeczywistość. Jeszcze niedawno mówiło się głównie o kartach graficznych i centrach danych. Dziś widać już kolejny etap tego wyścigu – elektrownie budowane specjalnie po to, by dostarczać energię algorytmom.
Przeczytaj także:
Big techy chcą prądu już teraz, bo wyścig o AI jest brutalny. Jednak infrastruktura energetyczna nie jest aplikacją, którą można po cichu zaktualizować, kiedy śpisz. Jeśli pod centrum danych wyrasta gazowa elektrownia, to nie jest już sprawa jednej firmy i jednego modelu językowego. To sprawa całej okolicy, która nagle odkrywa, że przyszłość AI powstaje dosłownie za płotem.
*Źródło grafiki wprowadzającej: jotily, Getty Images, Canva Pro / Sóc Năng Động, Pexels
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.