Sprzęt  /  Lokowanie produktu

Polacy też umieją w roboty sprzątające. Puron PR10 pokonał nawet mojego psa – recenzja

Picture of the author

Już na papierze robot sprzątający PR10 zwraca uwagę. Wyróżnia się z natłoku podobnych urządzeń funkcją mopowania i lampą UV do dezynfekcji powierzchni. Tyle że czy po tylu tandetnych polsko-chińskich wynalazkach PR10 od Purona jest czegoś wart? Mam doskonałe wieści.

Do robotów sprzątających (które uparcie nazywam automatycznymi odkurzaczami) nie mogłem przekonać się długo. Mieszkam w niewielkim mieszkaniu – nieco ponad 40 m2 – a stolików i krzesełek mi nie brakuje. Uznawałem, że taki wynalazek to zbędna fanaberia. A potem zaadoptowałem tego dżentelmena:

Radością i pociechą ten stary dziad jest niezwykłą, to najlepszy zwierz na świecie. Na dodatek i tak, jak na psa, to dość czysty jegomość. Jednak nawet najczystszy z psów to zmora dla ludzi lubiących czystość. Odkurzacz trzeba wyjmować ze schowka nie rzadziej niż co drugi dzień. Sierść, okruszki czy wszystko to co na łapkach z ogrodu przyniesie – brud pojawia się bardzo szybko. I jest widoczny.

Dzięki uprzejmości kolegi red. Dawida Kosińskiego dostałem używanego robota sprzątającego i, nie ukrywam, zmienił on moje życie na nieco lepsze. Jest czysto, a ja mam więcej wolnego czasu. Ze sceptyka zamieniłem się w entuzjastę. Nie ukrywam natomiast, że z dużą rezerwą podchodziłem do produktów mało znanych firm. A już w ogóle Puron? Czyli niegdysiejszy polski Polor? Nie spodziewałem się zbyt wiele. Mój błąd?

Puron PR10 to świetnie wyposażony odkurzacz. A jego lampa UV to rozwiązanie w praktyce niespotykane.

Już po otwarciu pudełka jesteśmy dość hojnie obdarowani przez producenta. Oprócz samego produktu i niezbędnych akcesoriów – robot, stacja dokująca, pojemniki na kurz i wodę – dostajemy skromny zapas materiałów eksploatacyjnych. W tym dodatkową szmatkę do mopa czy komplety szczotek. Pewne zdziwienie rodzi dołączony do zestawu pilot – rzecz rzadko spotykana w robotach sprzątających.

Sam robot prezentuje się prosto i elegancko. Wolałbym, by jego obudowa była mniej błyszcząca – przy robieniu zdjęć do niniejszego tekstu musiałem co chwilę przecierać robota, by nie szpecić go odciskami palców. Dodam jednak, że ta niedogodność zaczęła mi doskwierać dopiero przy zdjęciach. Na co dzień nie mam potrzeby dotykania jego wierzchniej obudowy – a połysk dodaje robotowi ciut elegancji.

Z boku obudowy znajdziemy złącze ładowania odkurzacza, choć za sprawą stacji dokującej raczej nie będziemy z niego korzystać oraz przycisk odcięcia zasilania. Główne narzędzia czyszczące robota to pojedyncza szczotka główna oraz dwie zmiotki. Dodatkowo, pod zbiornikiem z wodą znajduje się szmatka do mopowania, zaś obok głównej szczotki wspomniana wcześniej lampa UV.

PR10 to bystrzak. Moja największa obawa – licha elektronika – to na szczęście nie problem Purona.

Pierwsze odkurzanie i przygotowanie PR10 do tego zadania to była pewna irytacja. Po pierwsze, by móc korzystać ze wszystkich funkcji smart, robota powinniśmy podłączyć do sieci Wi-Fi. Niestety, ten wykrywa tylko sygnały w częstotliwości 2,4 GHz. To jedyny sprzęt w moim domu, który nie działa na Wi-Fi 5 GHz – musiałem więc ją uruchomić w ruterze. Sporo też zajmuje ładowanie akumulatora do pełna – grubo powyżej czterech godzin. Drugi zarzut to jednak czepialstwo: przecież i tak nie będziemy częściej sprzątać domu.

Na szczęście potem jest już tylko lepiej. A nawet zaskakująco lepiej. PR10 można po prostu wysłać na sprzątanie jednym przyciskiem na jego obudowie. Nieco więcej możliwości sterowania zapewnia załączony pilot zdalnego sterowania dzięki któremu robotowi możemy nakazać konkretne czynności: na przykład tryb sprzątania czy powrót do stacji dokującej. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak po sparowaniu robota z naszym telefonem i dedykowaną urządzeniu aplikacją.

PR10 wysyła zbierane przez siebie dane do aplikacji, dzięki czemu szybko potrafi stworzyć mapę naszego mieszkania. Możemy na niej podglądać czym robot się aktualnie zajmuje, a także wydawać mu konkretne polecenia. Na przykład unikaj tego kąta w kuchni, bo tam stoją psie miski. Nie wjeżdżaj do tamtego pokoju. Takich map z konkretnymi wytycznymi możemy zapisać nawet trzy, z dziesięcioma niezależnymi strefami – może kiedyś skorzystam, jak już dorobię się tej wielopiętrowej willi. Możemy nawet tak programować PR10, by w dane dni sprzątał tylko wskazane pokoje, a w inne dni inne.

Zapamiętana mapa – cały czas doskonalona na bieżąco – sprawia też, że PR10 nie błądzi po mieszkaniu, jak niektóre konkurencyjne roboty sprzątające. Jak już wyczyści daną powierzchnię, to nie wraca po chwili sprzątać ją na nowo tylko dlatego, że nie mógł się dostać w inne miejsce.

Ale czy ta mądrala umie sprzątać? PR10 kontra moje mieszkanie i pies.

Pozwolę sobie nie dokumentować efektów sprzątania fotografiami – być może część z was czyta ten tekst przy jedzeniu. Widok zbiornika odkurzacza po gruntownym sprzątaniu mieszkania z psem do najapetyczniejszych i najbardziej estetycznych nie należy. To jednak również sugeruje, że PR10 radzi sobie ze sprzątaniem bardzo dobrze.

Siła ssąca odkurzacza to 2,5 tys. paskali, a więc całkiem sporo biorąc pod uwagę konkurencję. Sama obserwacja no, zbiornik jest pełen i wydaje się czysto to jednak za mało, by ocenić skuteczność sprzątania. Zdecydowałem się więc rozsypać na podłogę (gres) i dywaniki (tworzywo sztuczne dość dobrze imitujące chropowatą gładką tkaninę) sierść, cukier, pieprz, okruchy chleba i piach – po czym kilkukrotnie przeszedłem się po tej mieszance biuciorami. PR10 nie pozostawił po tym eksperymencie śladu.

Idealnie jednak nie jest i PR10 nie zastąpi całkowicie tradycyjnego odkurzacza lub chociaż ręcznej zmiotki. Sztandarowy robot Purona potrafi wymieść bocznymi zmiotkami drobniejsze kłąbki kurzu w kierunku dokładnie przeciwnym niż jego system ssący – to problem, który obserwuję u każdego jednego robota sprzątającego. O oczywistościach w postaci robot nie odsunie sam krzesła i nie wjedzie posprzątać pod stołem nie wspominam.

Puron PR10 – hałas i cisza. A potem mopowanie i naświetlanie UV.

PR10 jest podejrzewanie cichy - nie licząc swoich polskojęzycznych komunikatów głosowych. To znaczy nie, wróć, jeszcze raz. Hałas emitowany przez PR10 jest podejrzanie mniej wkurzający od konkurencji. Niezmiennie roboty sprzątające najlepiej się sprawdzają gdy domowników akurat nie ma w domu – hałasują niemiłosiernie i trudno się przy nich skupić. PR10 jest jednak istotnie cichszy od dużej części rywali na rynku. Podczas pracy, według producenta, emituje około 50 dB. Nie dysponuję odpowiednio czułym urządzeniem pomiarowym by to zweryfikować – wartość ta zdaje się jednak być prawdziwa. Jest głośno, ale ciszej niż u sporej części urządzeń innych producentów.

PR10 oferuje dodatkową funkcję mopowania podłogi. Po odkurzaniu umieszczamy w specjalnym zbiorniku wodę i (opcjonalnie) ociupinkę płynu czyszczącego. PR10 automatycznie wykrywa wodę w zbiorniku i sam przestawia się w tryb mopowania. Zupełnie inaczej się wówczas porusza, w tak zwaną jodełkę, dodatkowo nieznacznie się obracając. Za pomocą aplikacji możemy regulować stopień nawilżenia szmatki, dzięki czemu PR10 dostosujemy do każdego rodzaju podłogi.

Mopowanie w wykonaniu PR10 to jednak nie szorowanie. Ten program zapewnia dodatkową czystość w domu i odświeża podłogę – dzięki czemu jest przydatny i mile widziany. Sprawdziłem jednak jak sobie radzi z zaciekami, z premedytacją i lekkim dyskomfortem hodując przez kilka godzin plamę po kawie i po zupie na podłodze. Musiałem poprawiać automatyczne mopowanie samodzielnie. Nie jest to więc funkcja, która całkowicie wyeliminuje wszystkie ręczne narzędzia czyszczące w domu. Jest jednak bardzo mile widziana. Do tej pory zawsze po odkurzaniu przecierałem podłogę na mokro. PR10 robi to, do czego był stworzony – wyręcza mnie i daje więcej czasu na odpoczynek.

Ostatniej i najciekawszej – bo unikalnej – funkcji nie jestem w stanie ocenić. PR10 podczas pracy naświetla podłogę promieniowaniem ultrafioletowym, co ma wybić wszelkie drobnoustroje. Nie wpadłem jednak na pomysł jak to zweryfikować poza analizą próbki w jakimś laboratorium. Świeci, działa, naświetla – niestety tylko tyle mam do napisania. Choć pragnę dodać, że nawet jeśli ten mechanizm nie jest stuprocentowo skuteczny, to i tak jest mile widziany. Jeżeli choć część tych drobnych paskudztw jest przez robota ubijana to przecież i tak korzyść.

Na dodatek Puron PR10 jest świetnie wyceniony.

Robot kosztuje 2 tys. zł - można go kupić pod tym adresem. Jest więc istotnie droższy od najtańszych konkurentów z Chin, ale też istotnie tańszy od produktów obecnych już od lat na rynku tak zwanych renomowanych marek. Jest skuteczny, cichy i świetnie wyposażony. Jego elektroniczny mózg sprawdza się dużo lepiej niż wiele konkurentów ślepo błądzących po mieszkaniu. Funkcja mopowania jest bardzo mile widziana, mimo pewnych ograniczeń. A nowinka w postaci naświetlania UV być może okaże się szczególnie przydatna dla alergików.

PR10 udało się mnie przekonać przede wszystkim do zmiany zdania. Większość polskiej elektroniki – najczęściej w dużej mierze opierającej się na chińskich podwykonawcach – pozostawia w kwestii jakości i skuteczności bardzo wiele do życzenia. Robot Purona nie ma powodów do wstydu, a nawet jego producent może być z paru elementów dumny. To produkt klasy światowej. Który z przyjemnością i czystym sumieniem mogę wam polecić.

*Tekst powstał przy współpracy z Puron

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst