Foto  / Recenzja

Portretówka ostra jak brzytwa. Sigma Art 85 mm f/1.4 DG DN - recenzja

Nie ma co się rozpisywać - jeśli korzystasz z pełnoklatkowego bezlusterkowca Sony, Sigma Art 85 mm f/1.4 DG DN musi się znaleźć w twoim arsenale. Kropka.

Rok 2020 zostanie zapamiętany jako seria niefortunnych zdarzeń. No chyba, że mowa o Sigmie - w tym przypadku zostanie zapamiętany jako seria debiutów wybitnych obiektywów do ekosystemu Sony. Nowa portretówka 85 mm f/1.4 DG DN będzie większym przebojem niż 85 mm f/1.4 DG HSM, po miesiącu z tym szkłem jestem tego więcej niż pewien.

Zacznijmy od wad.

.
.
.
.
.
.
No, to tyle. Teraz przejdźmy do zalet.

A zupełnie poważnie, przez miesiąc testów nie znalazłem ani jednej istotnej wady. Istotnej, czyli takiej, która miałaby jakikolwiek wpływ na doświadczenie z pracy z obiektywem czy jakość produkowanych fotografii. Aberracja chromatyczna i LOCA są pod kontrolą (tylko raz zaobserwowałem purpurową obwódkę dookoła literek na ekranie, w "normalnych" warunkach CA nie występuje w zauważalnym stopniu). Flary również nie stanowią problemu. Chciałbym może, żeby nowy obiektyw Sigmy ostrzył z nieco krótszej odległości niż 85 cm, ale to dość typowe dla obiektywów o tej ogniskowej. Poza tym przez miesiąc nie znalazłem ani jednego istotnego problemu, który mógłbym wskazać jako liczącą się wadę. Tak naprawdę to… pomniejszych wad, widocznych gołym okiem, również nie stwierdziłem.

Sigma Art 85 mm f/1.4 DG DN to najlepsza portretówka dla aparatów Sony.

Zacznijmy po kolei, czyli od tego, jakie wrażenie w dłoni robi nowa Sigma i z kim rywalizuje.

Jak na obiektyw z serii Art przystało, szkło jest doskonale wykonane - to metalowa konstrukcja z uszczelnionym bagnetem, która zniesie trud reportaży ślubnych. Zarówno pierścień ostrości jak i pierścień przysłony stawiają należyty opór, a ów drugi pierścień możemy nie tylko zablokować w ogóle, co zmienić jego tryb pracy - z płynnego na „klikalny”. Klikalny idealnie sprawdza się w fotografii, gdy chcemy fizycznie „czuć” zmianę przysłony, zaś płynna zmiana przysłony spodoba się filmowcom.

Średnica frontowego elementu ma 77 mm, co sprawia, że nowa Sigma może leżeć na równi z korpusami Sony - podobnie jak np. 24-70 mm f/2.8 DG DN. Całość składa się z 15 elementów w 11 grupach, w tym 5 soczewek ze szkła SLD i jednej soczewki asferycznej.

Jak na portretówkę tego kalibru Sigma Art 85 mm DG DN jest też niesłychanie lekka. Waży zaledwie 630 g. Dla porównania - poprzednia Sigma 85 mm f/1.4 DG HSM ważyła 1130 g, a Sony G-Master 85 mm f/1.4 waży 820 g.

Jej gabaryty są też nieporównywalnie mniejsze od wymienionych wyżej rywali, przez co ani nie zajmuje wiele miejsca w torbie/plecaku, ani nie nastręcza trudności ergonomicznych. Po zapięciu obiektywu na Sony A7rIII/A7III korpus był idealnie wyważony i nie ciążył do przodu, co miało miejsce przy poprzedniej wersji obiektywu Sigmy.

Największą zmianą względem poprzedniej Sigmy jest jednak prędkość ostrzenia. Sigma 85 mm f/1.4 DG HSM była żółwiem. Ostrzyła strasznie wolno, a im mniej miała światła, tym dłużej to trwało. Tymczasem Sigma Art 85 mm f/1.4 DG DN ostrzy niemal błyskawicznie, niezależnie od warunków oświetleniowych. Nie miała żadnego problemu z pracą ani w świetle dziennym, ani przy błysku, ostrząc tylko minimalnie wolniej od reporterskiej Sigmy 24-70 mm f/2.8.

A skoro o ostrości mowa, to Sigma 85 mm f/1.4 DG DN jest prawdopodobnie najostrzejszym szkłem w całym portfolio obiektywów Sony. To szkło jest niemożliwie wręcz ostre, nawet na „pełnej dziurze”, zarówno w centrum kadru, jak i na jego brzegach. Po przymknięciu do f/5.6 robi się wręcz za ostre, uwypuklając każdą najmniejszą niedoskonałość na skórze modela.

Przekonaliśmy się o tym, gdy Marcin Połowianiuk tworzył nasze nowe zdjęcia profilowe, używając nowej Sigmy i swojego Sony A7III. Ostrość tych zdjęć jest po prostu powalająca, choć przez kompresję Wordpressa może to nie być tak widoczne, jak na oryginalnych plikach:

Poziom ostrości bardzo dobrze widać na trzykrotnym zbliżeniu w Lightroomie. Ktoś powie, że takie uwypuklenie niedoskonałości przysporzy tylko pracy retuszerom. Ja powiem, że łatwiej jest obniżyć ostrość zmniejszając parametr clarity, niż wyciągnąć ostrości więcej, gdy nie było jej na oryginalnym zdjęciu:

Z podobnym poziomem ostrości spotkałem się jedynie w szkle Canon 85 mm f/1.2 RF, które kosztuje blisko trzykrotnie więcej od Sigmy i jest od niej dwukrotnie większe. W swojej klasie cenowej i wagowej nowa Sigma zwyczajnie nie ma konkurencji, jeśli chodzi o jakość obrazka.

Korzystałem z Sigmy Art 85 mm f/1.4 DG DN przez miesiąc, podłączając ją do korpusów Sony A7rIII i A7rIV. Obiektyw przepięknie współgrał z matrycami o wysokiej rozdzielczości i zdawał egzamin w każdych warunkach. Spisywał się doskonale zarówno w moich sesjach produktowych, jak i w sesjach portretowych/rodzinnych wykonywanych przez moją żonę.

Jedynie na zawodach lekkoatletycznych nie zawsze był w stanie nadążyć za tempem akcji, ale nie ma w tym nic dziwnego - to szkło portretowe, nie sportowe. Tym niemniej szybkość pracy autofocusu w tym szkle i tak jest zaskakująca.

Co równie istotne, motorek autofocusu jest niemal bezgłośny. To, w połączeniu z niemal kompletnym brakiem focus breathingu i wspomnianym płynnym pierścieniem przysłony czyni nową Sigmę znakomitym obiektywem nie tylko do zdjęć, ale także do wideo. Przynajmniej dopóki korzystamy z autofocusu - w przypadku filmowców ostrzących ręcznie lepszym wyborem nadal pozostaje Sigma 85 mm f/1.4 DG HSM, ze swoim mechanicznym pokrętłem ostrości.

Cena jest wisienką na torcie.

Po obiektywie z tak dobrym autofocusem, z tak dopracowanym torem optycznym i jednocześnie o tak niewielkich gabarytach spodziewałbym się iście „profesjonalnej” ceny. Tymczasem nowa Sigma Art 85 mm f/1.4 DG DN kosztuje 4990 zł.

To kwota, która leży w zasięgu każdego pracującego fotografa i wielu entuzjastów. Nie jest to oczywiście najtańsza portretówka na rynku, ani też najtańsza opcja do ekosystemu Sony, ale żaden obiektyw portretowy z tej półki cenowej nie oferuje takiej jakości, jak nowa Sigma. Sądzę, że wielu profesjonalnych fotografów bez chwili wahania wyłoży pieniądze na stół, bo ogniskowa 85 mm obok jasnych 35 i 50 mm jest koniem roboczym wielu profesjonalistów, szczególnie ślubniaków.

Nowa 85-tka wkrótce zagości także w mojej torbie fotograficznej. Po miesiącu testów nie mam wątpliwości, że chcę ją mieć, a to chyba najlepsza rekomendacja, jaką można wystawić sprzętowi.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst