Ekologia  / Artykuł

Jednym z najszybciej ocieplających się miejsc na Ziemi jest... biegun południowy. Tak że tego

Spokojnie, minie jeszcze trochę czasu, zanim Antarktyka roztopi się całkowicie. Naukowcy ostrzegają jednak, że obecny trend, jeśli chodzi o wzrost temperatury w tamtym rejonie, jest… niepokojący.

To kolejny przykład na to, jak skomplikowany jest ekosystem naszej planety. W teorii Antarktyka i jej stan wiecznego zamrożenia chroniony jest przez Antarktyczny Prąd Okołobiegunowy, który oddziela Antarktykę od wysokich temperatur równikowych. Ochrona ta jednak wydaje się słabnąć. W pewnym stopniu za ten proces odpowiedzialna jest nasza cywilizacja. Jednak ocieplanie się Bieguna Południowego to po części również naturalny proces.

Biegun Południowy, ocieplenie w rekordowym tempie

Do takich wniosków doszedł międzynarodowy zespół naukowców z z Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii i USA, którego badania zostały podsumowane w następujący sposób:

— Ta publikacja pokazuje, że żadne miejsce na Ziemi nie jest odporne na zmiany klimatu

Z badań wynika, że obecne tempo ocieplania się Bieguna Południowego jest trzykrotnie większe od globalnej średniej. Przekładając to na liczby: dane pomiarowe z amerykańskiej stacji Amundsena-Scotta, zebrane okresie od 1989 r. do 2018 r. pokazują, że biegun południowy ocieplił się o 1,8 st. C. W tym samym czasie średni globalny wzrost temperatury wyniósł ok. 0,6 st. C.

Skąd ta różnica? Autorzy badania twierdzą, że głównym powodem jest naturalna zmienność klimatu, potęgowana przez rosnącą emisję gazów cieplarnianych. Co ciekawe, mniej więcej do lat 80. ubiegłego wieku okolice bieguna południowego ulegały stałemu ochłodzeniu. Co stało się potem? Głównym powodem ocieplania się wnętrza Antarktyki są rosnące temperatury w wodach zachodniego Pacyfiku, mające ogromny wpływ na formowanie się wiatrów na Południowym Atlantyku. Rosnąca temperatura Pacyfiku doprowadziła do wzrostu ilości mas ciepłego powietrza transportowanych nad Antarktykę, które mocno wpłynęły na wzrost średniej temperatury tamtego rejonu.

I chociaż sam proces można uznać za naturalny, autorzy omawianego badania twierdzą, że nie miałby on miejsca, gdyby nie udział człowieka. Chodzi o sam proces formowania się wiatrów na Południowym Atlantyku, które odpowiadają za transport ciepłego powietrza nad biegun południowy. Gdyby nie rosnąca emisja produkowanych przez nas gazów cieplarnianych, temperatura i same wody zachodniego Pacyfiku nie byłyby tak gorące, przez co nad biegun nie docierałoby tak dużo mas ciepłego powietrza.

Badanie to doskonale pokazuje, jak wiele czynników i stref naszego ziemskiego klimatu jest od siebie zależnych i wchodzi między sobą w interakcje. Ciekawe na co w największym stopniu wpłynie topnienie Antarktyki. O tym zapewne dowiemy się niebawem, z kolejnych badań.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst