Felietony / Testy aut nowych

Moje podsumowanie roku 2018: oto 10 najlepszych aut, które testowałem

Felietony / Testy aut nowych 31.12.2018 46 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 31.12.2018

Moje podsumowanie roku 2018: oto 10 najlepszych aut, które testowałem

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk31.12.2018
46 interakcji Dołącz do dyskusji

Stary rok zaraz przechodzi do historii, więc mamy teraz czas podsumowań. Ja mam co podsumowywać, bo policzyłem, że w tym roku jeździłem setką aut. Oto dziesiątka najlepszych.

Jeżeli nic mi nie umknęło, to jest ich równo sto. Tyle wozów „objeździłem” od 1.01.2018 do dzisiaj. Wiem to, bo od lat spisuję każdy egzemplarz, którym przejechałem się choćby kawałek. Niektóre z nich to samochody kolegów i rodziny, ale większość to oczywiście auta testowe i inne, którymi jeździłem z okazji pracy, na przykład podczas realizacji cyklu „Jak to jeździ”.

Wśród nich było trochę takich, o których zapomniałem wkrótce po zaparkowaniu ich pod biurem importera. Ale dziś skupię się na tych, które zapamiętałem lepiej lub – jak w niektórych przypadkach – nadal nie mogę przestać o nich myśleć. Oto moje prywatne, subiektywne TOP 10 roku 2018.

10. Ford Mustang

nowy-ford-mustang-6

Nigdy nie byłem specjalnie czuły na uroki Mustanga. Nie marzyłem o nim, nie do końca pasował mi klimat tego samochodu i jego styl. Ale po przejażdżce Mustangiem GT po liftingu naprawdę go doceniłem. Ma – wbrew temu, czego na początku się spodziewałem – porządnie wykonane, ładne wnętrze. Bardzo ciekawa jest też dziesięciobiegowa, automatyczna skrzynia. Wrażenie podczas redukcji o pięć biegów w dół jest niepowtarzalne. A to, co w nim najlepsze, to oczywiście silnik. Pięciolitrowe, wolnossące V8 o mocy 450 KM pięknie brzmi i zapewnia przyjemnie wgniatanie w fotel. Tego się nie da nie polubić. Spieszmy się kochać wolnossące V8, bo nie wiadomo, w ilu jeszcze podsumowaniach roku mogą się znaleźć…

9. Peugeot 508

Podsumowanie roku 2018

Końcówka roku upłynęła mi pod znakiem 508-ki. Najpierw miałem okazję przejechać się wersją sedan, ściągając na siebie spojrzenia przechodniów. Kilkanaście dni później przetestowałem wersję kombi, która jest chyba jeszcze ładniejsza. Owszem, ten Peugeot jest ciasny w środku. Ale świetnie się prowadzi i doskonale wygląda – tak na zewnątrz, jak i w środku. Udowadnia, że klasa średnia jeszcze nie umiera i że takie samochody nadal mogą robić wrażenie. Brak ramek w drzwiach i czerwona, skórzana tapicerka – to lubię.

8. Bentley Continental GT

bentley-continental-gt-16

To nie jest samochód najnowszej generacji – pochodzi z 2006 roku i jeździłem nim przy okazji cyklu „Jak to jeździ”, w którym testujemy samochody używane. Ale na Bentleyu wiek nie robi żadnego wrażenia. Wręcz przeciwnie – Bentley im starszy, tym bardziej szlachetny. Jaki jest Continental GT? Zaskakująco sportowy. Da się w nim naprawdę nisko usiąść, a podczas jazdy wcale nie izoluje od drogi tak mocno, jak można było to sobie wyobrażać. Jest też bardzo szybki. I ma klasę – jeśli ktoś spodziewa się, że to po prostu „lepszy Volkswagen”, to znaczy, że nim nie jechał. Jest jednocześnie trochę… barokowy. I zupełnie nie piłkarski.

7. Dacia Duster

dacia-duster-test-1

Dacia na liście Top 10 i to w dodatku przed Bentleyem – czy ja postradałem zmysły? Nie do końca. Już tłumaczę, dlaczego: Duster to samochód, który da się bardzo lubić. A nawet: nie da się go nie polubić. Przede wszystkim za rewelacyjny komfort na nierównych drogach i poza trasą. To pogromca dziurawych asfaltów, polnych dróg i szutrowych tras w lesie. Pokazuje modnym, udawanym SUV-om, gdzie ich miejsce. Jest szczery i prosty, niczego nie udaje. A jednocześnie wreszcie ma wygodne fotele i dobrze wykonane wnętrze. W 2019 r. czekam na przejażdżkę wersją z silnikiem 1.3 TCe o mocy 150 KM. To będzie latać.

6. Mazda MX-5 RF

mazda-mx-5-rf-10

Jeżeli już jesteśmy przy wozach, które niczego nie udają: oto Mazda MX-5. Od lat tworzona według tej samej, sprawdzonej recepty. Ma być lekka, nieprzesadnie mocna i nieduża. To działa, a konstruktorom udało się przez lata nie zepsuć charakteru auta. Efekt? Aktualne MX-5 – również w wersji RF – to samochód, którym chce się jeździć bez celu. Tak, żeby po prostu wsiąść, zdjąć dach i jechać przed siebie. To najlepsza rekomendacja dla wozu, który powstał po to, by cieszyć.

5. BMW M5

Uwielbiam BMW M5 E39 i uważam, że żadna inna „Emka” nie ma tyle uroku, klimatu i stylu. Ale najnowsze M5 jest genialnym samochodem. Zastosowanie napędu na cztery koła niczego tu nie zepsuło. Wręcz przeciwnie – dzięki niemu, jest to teraz piekielnie wszechstronny wóz. Być może najbardziej na rynku. Podczas spokojnej jazdy niewiele różni się od zwykłego, wygodnego sedana. Ale gdy wyprostuje się prawą nogę, otwierają się wrota piekieł. W końcu pod maską jest 600 koni. Coś niesamowitego.

4. Mercedes G 500

Mercedes G 500 2018 test

Jeden z ostatnich tygodni roku spędziłem z najnowszą klasą G. To był wspaniały czas. Klasa G jest autem, które po prostu kipi charakterem – i co najlepsze, wprowadzenie nowej generacji niczego w tej kwestii nie zmieniło. Żeby wejść do środka trzeba się wdrapać, a następnie z całej siły trzasnąć drzwiami. Siedzi się tak wysoko, że przez pionową przednią szybę można patrzeć w oczy kierowcom dużych Sprinterów i Masterów. Ale te dostawczaki nie mają pod maską bulgoczącego V8, a klasa G owszem.

Coś niesamowitego. Poza tym, jeśli komuś nie szkoda, klasa G nie będzie też miała nic przeciwko porządnemu ubłoceniu jej w terenie. Aż chciałoby się czasami być oligarchą albo raperem. Szkoda, że moje rymy pisane w liceum dawno wyrzuciłem…

3. Volskwagen Up! GTI

VW Up! GTI

Oto samochód z drugiego bieguna niż G klasa. Gdyby ustawić je obok siebie, można by pomyśleć, że Up! zmieściłby się w bagażniku Mercedesa. Ale oba są świetne – i oba na swój sposób.

Up! GTI przypomniał mi czasy dawnych hot hatchy. Takie, kiedy nie liczyła się wielka moc i szybki hatchback wcale nie musiał mieć 300 koni. Chodziło o niską masę i… masę frajdy z jazdy. Up! prowokuje do dociskania gazu w środku zakrętu, do wkręcania małego silnika na czerwone pole i do ruszania z piskiem opon. O to chodzi.

No i przy tym wszystkim pali sześć litrów na sto kilometrów.

2. Porsche 911 964

porsche 911 964

Taka legenda musiała pojawić się w samej czołówce. Ale przed spotkaniem z 911 964 trochę się bałem. To jest już w końcu dość stary samochód, dobiegający trzydziestki. Myślałem sobie: co będzie, jeśli okaże się, że jest rozklekotany, zużyty i powolny? Cały urok pryśnie, cała legenda runie jak domek z kart.

Ale Porsche to Porsche. 964 zaskoczyło mnie więc tym, jak bardzo szybkie, ostre i „mechaniczne” jest. Czuć w nim prędkość i to, że to jest naprawdę samochód sportowy. I to taki przeznaczony wyłącznie dla kogoś, kto potrafi jeździć. Do tego ładnie brzmi. Ładnie pachnie. I pięknie wygląda. Z każdym rokiem coraz lepiej.

1. Alpine A110

Podsumowanie roku 2018

To zestawienie otwierał Mustang, ale zamyka je samochód sportowy z zupełnie innej bajki. Tu nie ma wielkiego V8 – są zaledwie cztery cylindry i 1.8 litra pojemności. Nie ma też 450 KM, a o 200 mniej. Ale Alpine A110 jest wspaniałe. Po pierwsze dlatego, że jest przepiękne. Mógłbym postawić je sobie w salonie i się na nie patrzeć. Ale byłoby szkoda czasami się nie przejechać. A110 genialnie się prowadzi i jeździ z wielką lekkością. Jest przy tym zaskakująco wygodne – i przy wsiadaniu i na wybojach. Ma w sobie coś z… Up’a GTI. Chodzi o dziką, nieskrępowaną radość z jazdy. Tylko bardziej.

Po teście Alpine obiecałem sobie, że kupuję skarbonkę i zaczynam zbierać pieniądze. Niestety, póki co udało mi się uzbierać w niej jakieś piętnaście złotych. Życzę sobie, by w przyszłym roku poszło mi lepiej.

A wam, drodzy czytelnicy, z okazji Nowego Roku życzę spełnienia wszystkich motoryzacyjnych marzeń. Dajcie znać, czy któreś z nich znalazły się na tej liście.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie