Testy aut nowych

Volkswagen Up! GTI – naprawdę nie potrzebujesz więcej mocy

Testy aut nowych 07.08.2018 49 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 07.08.2018

Volkswagen Up! GTI – naprawdę nie potrzebujesz więcej mocy

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk07.08.2018
49 interakcji Dołącz do dyskusji

Test Volkswagena Up!’a GTI utwierdził mnie w przekonaniu, że dobry hot hatch to słaby hot hatch.

Jest połowa lat 70. Moda na długie włosy u mężczyzn trwa w najlepsze. Szwedzka grupa ABBA święci triumfy, ale popularne są także cięższe i bardziej mroczne dźwięki. Zespół Black Sabbath jednych zachwyca, a drugich oburza i przeraża swoimi nawiązaniami do satanizmu. I to pomimo tego, że Ozzy Osbourne odgryzie głowy – najpierw gołębia, a później nietoperza – dopiero kilka lat później.

Ale blady strach padł w tamtych czasach nie tylko na tych, którzy bali się Black Sabbath i mrocznych zespołów heavymetalowych. Również właściciele sześciocylindrowych BMW i Mercedesów musieli obawiać się momentu, w którym w lusterku wstecznym zobaczą charakterystyczny grill z czerwoną obwódką. W tym samym czasie na drogach zaczął grasować pierwszy Volkswagen Golf GTI. Mimo zaledwie 110 KM był naprawdę szybki. W końcu ważył mniej, niż 900 kg.

Ponad 40 lat później czuję tego samego ducha.

Volkswagen Up! GTI

Z głośników leci Ozzy Osbourne i spółka, choć chwilę wcześniej słuchałem ABBY i Boney M. Samochód, którym jadę, też ma znaczek GTI. Ma też fotele w charakterystyczną kratę, zaprojektowaną w latach 70. przez artystkę Gunhild Liljequist. No i ma podobną moc i zbliżone osiągi, co pierwszy Golf GTI. Ale to nie jest ani Golf, ani nawet Polo. Oto najmniejszy Volkswagen w najszybszej wersji, czyli Up! GTI.

Z zewnątrz wygląda zadziornie.

VW Up GTI

Biały lakier w połączeniu z czarnym dachem i pasami na dole drzwi to połączenie, które świetnie pasuje do Up!’a. Siedemnastocalowe felgi o ciekawym wzorze, sprzedawane pod nazwą „Brands Hatch” – na cześć popularnego, brytyjskiego toru wyścigowego – również wyglądają bardzo dobrze. Można mówić, że Up! prezentuje się jak pudełko na kołach, ale w tym przypadku jest to całkiem diabelskie pudełko.

Cieszy mnie też, że ten model nadal można kupić także w wersji trzydrzwiowej. Jeśli ktoś koniecznie potrzebuje wygodniejszego dostępu na tylną kanapę, może wybrać także odmianę 5d. Ale trzydrzwiowa wygląda o wiele bardziej rasowo… a to i tak nie jest najlepszy samochód rodzinny!

We wnętrzu – prócz kraty – kilka innych akcentów.

VW Up! GTI

Środek jest taki, jak w każdym Up!’ie – czyli można go eufemistycznie określić jako „minimalistyczny”. Inni powiedzą, że jest po prostu skromny. Tutaj jest jednak lepiej niż w tańszych odmianach – głównie za sprawą słynnej kratki pani Liljequist. Choć listwa na kokpicie, która chyba jest bordowa (poprawcie mnie, proszę) nie bardzo mi tu pasuje. Mam też kilka uwag do pozycji za kierownicą.

Do tego, że siedzi się odrobinę za wysoko, szybko przywykłem. Nieco zbyt słabe trzymanie boczne też potrafię wybaczyć, bo to w końcu auto segmentu A. Bardziej nie podobało mi się, że za nic w świecie nie mogłem ustawić kierownicy w taki sposób, by nie zasłaniała mi górnej części prędkościomierza. Akurat w rejonach, które warto widzieć, gdy nie chce się przez trzy miesiące jeździć po mieście wyłącznie tramwajem. Owszem, można wyświetlać prędkość cyfrowo, na małym ekranie na dole zegarów. Ale wtedy nie można przełączać stacji radiowych z kierownicy. A muzyka w radio czasami naprawdę robi się diabelnie zła…

Czepiam się. Wiem o tym.

VW Up! GTI

Ważniejsze jest, że Up! – mimo małych wymiarów zewnętrznych – robi z przodu wrażenie bardzo przestronnego. Zresztą, to nie tylko wrażenie… on jest naprawdę przestronny! Gorzej jest oczywiście z tyłu. Ale powiedzmy sobie szczerze – czy ktoś spodziewał się, że będzie inaczej? Up! ma tylko 3,6 metra długości. Jak na dzisiejsze czasy, to maleństwo. Choć pierwszy Golf GTI był zaledwie o 20 centymetrów dłuższy…

VW Up! GTI

Miał też pod maską silnik 1.6. Tutaj mamy zaledwie litr pojemności.

VW Up! GTI

Oczywiście inna jest także liczba cylindrów. Golf miał ich cztery, a w Up!’ie GTI zgodnie z nowymi trendami pracuje jednostka trzycylindrowa. W nowym modelu zastosowano za to turbosprężarkę. Moc obu aut jest zbliżona: 110 KM w klasycznym Golfie, 115 KM w nowym Up!’ie. Według danych technicznych (choć różnią się one w zależności od źródła), protoplasta dzisiejszych hot hatchy potrzebował 9,2 sekundy na osiągnięcie 100 km/h. Volkswagen Up! GTI robi to w 8,8 s. Jest za to nieco szybszy na autostradzie: osiąga 196 km/h, podczas gdy Golf przestawał przyspieszać przy 190 km/h.

Dziś to już za mało, by doganiać sześciocylindrowe Mercedesy…

VW Up! GTI

Samochody stają się coraz szybsze, więc osiągi, które 40 lat temu wystarczały, by popsuć humor komuś w naprawdę drogim aucie, dziś mogą co najwyżej zdenerwować kogoś w służbowej Skodzie Octavii. Ale wiecie co? To nie ma żadnego znaczenia.

Up! GTI i tak jest doskonałym hot hatchem.

VW Up! GTI

Dlaczego? Spróbuję to zaraz wyjaśnić.

Po pierwsze ma coś, co jest moim zdaniem obowiązkową cechą dobrego, szybkiego hatchbacka: prowokuje do wciskania gazu. Silnik nie ma specjalnej turbodziury i szybko reaguje na działanie prawym pedałem. Sprawnie i chętnie wkręca się na obroty i sprawia, że kierowca czuje przyjemne wciskanie w fotel. Dzieje się tak już przy niskich obrotach.

Do tego dźwięk silnika wcale nie drażni, a fakt, że ma tylko trzy cylindry w przypadku tego auta wyłącznie dodaje mu uroku. Brzmi rasowo. Oczywiście, jak przystało na nowy samochód, nie zabrakło tu także wzmacniania klangu silnika za pomocą systemu audio. W tym przypadku odbywa się to poprzez tylne głośniki, przez które emitowany jest „sportowy” dźwięk imitujący odgłos z wydechu. W aucie dowolnej innej klasy narzekałbym, że to nie pasuje i jest śmieszne, ale w Up!’ie… jest w porządku. Zgrywa się z zawadiackim, młodzieżowym charakterem tego samochodu.

Najlepsze w Up!’ie GTI jest to, że… nie jest szybki.

VW Up! GTI

Czy wyobrażacie sobie wsiąść w któryś z nowych samochodów sportowych lub mocnych hot hatchy (Honda Civic Type R, Focus RS, Leon Cupra) i przejechać przez całe miasto, bez przerwy wciskając gaz „do dechy” i kręcąc silnik do czerwonego pola? Skończyłoby się to albo spektakularnym mandatem, albo występem w wieczornym wydaniu któregoś z programów informacyjnych.

Tymczasem w małym Volkswagenie nie trzeba się bać wciskania gazu do oporu. Można ruszać spod każdych świateł z piskiem opon, a po chwili ponownie słyszeć pisk – tym razem przy okazji agresywnego wrzucenia drugiego biegu. Można też ścigać się z innymi przy ruszaniu z każdego skrzyżowania. I nadal nie musimy się obawiać o utratę prawa jazdy. Up! GTI nie jest zbyt szybki. Dzięki temu bardzo, ale to bardzo cieszy kierowcę w mieście. To taka pierwotna, prosta radość – jak kilkadziesiąt lat temu. Oto lekki, żwawy samochód, w którym jazda jest po prostu zabawą.

W dodatku Up! wszędzie się wciśnie.

VW Up! GTI

Zarówno jeśli mówimy o parkowaniu, jak i o szybkiej zmianie pasów ruchu w mieście, Up! czuje się w takich sytuacjach jak ryba w wodzie. Doskonale radzi sobie także na zakrętach. Koła umieszczone w rogach nadwozia (niczym w gokarcie) poprawiają stabilność, a dobrze zestrojone zawieszenie sprawia, że po raz kolejny zawracam, by tylko jeszcze raz przejechać mój ulubiony, kręty odcinek. Tym razem trochę szybciej niż poprzednio – i nadal nie jadę na tyle szybko, by zrobić sobie krzywdę.

Taka jazda uzależnia. Zwłaszcza że jest niedroga.

VW Up! GTI

Przy normalnym użytkowaniu w mieście Up! GTI pali… 6 litrów na sto kilometrów. Jeżeli jedziemy tak, jak gdyby paliły nam się spodnie, spalanie wzrośnie do 6,5 litra. Naprawdę – więcej się po prostu nie da! Dodajmy do tego niewielki bak (35 litrów), dzięki któremu po zalaniu za klasyczne 50 zł wskazówka podnosi się ponad połowę skali. Doskonały humor gwarantowany.

Jedyny minus to skrzynia biegów.

VW Up! GTI

Ręczna przekładnia, którą zamontowano w tym modelu, nie jest zła. W skali do 10 oceniłbym ja na 6,5, może 7. Dlaczego nie 10? Niestety, w samochodzie z literkami GTI powinna pracować nieco bardziej precyzyjnie i (to już moje pobożne życzenie…) z większym oporem. Zdarza jej się także zgrzytnąć. Na szczęście zestopniowanie biegów jest bardzo dobre. Podczas agresywnej jazdy w mieście da się jechać przede wszystkim na dwójce, okazjonalnie wrzucając trójkę. W trasie cieszy obecność szóstki.

Ale czy takim autem w ogóle da się wygodnie pojechać w trasę?

VW Up! GTI

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że taki Volkswagen jest samochodem typowo miejskim. Co się jednak stanie, gdy raz na jakiś czas będziemy musieli wybrać się w trasę?

Za sprawą całkiem bogatego wyposażenia (automatyczna klimatyzacja, dość zaawansowany system multimedialny, przyzwoite audio) i wspomnianej sześciobiegowej skrzyni, poza miastem nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Jednocześnie, trzeba pamiętać, że to mimo wszystko samochód segmentu A.

Jest więc dość głośny – ale nie chodzi o silnik, a o odgłosy z podwozia, kół i dźwięk opływającego powietrza. Przy pewnych prędkościach kierowcy zaczyna także doskwierać niewielka masa własna auta (1070 kg), które bywa wrażliwe na podmuchy wiatru.

Na osłodę – osiągi nawet na autostradzie nie przynoszą właścicielowi takiego samochodu wstydu, a na szosie pozwalają na zupełnie bezproblemowe wyprzedzanie ciężarówek. Podsumowując: okazjonalny wypad za miasto jak najbardziej. Częste podróże służbowe – lepiej nie.

Cena takiego samochodu to nieco ponad 60 tysięcy złotych.

VW Up! GTI

Cennik trzydrzwiowego Up!’a GTI otwiera kwota 62 390 zł, ale Volkswagen oferuje obecnie na ten model rabat w wysokości 3000 zł. Zarówno lakier biały i czerwony nie wymagają dopłaty. Płaci się dodatkowo za czarny dach, ale to kosztuje tylko 640 zł. Z opcji warto przemyśleć jeszcze klimatyzację automatyczną (1250 zł), radio Composition Phone (520 zł), czy system Sound Beats (1820 zł). Przydatny może okazać się także pakiet „Drogowy” (1120 zł), w skład którego wchodzą: komputer pokładowy, tempomat, czujniki parkowania z tyłu. Kamera cofania czy szklany dach to w tej klasie zbędne wydatki.

Całkowita cena z uwzględnieniem rabatu to niecałe 65 000 zł. Za tę cenę można kupić zarówno jedyny konkurencyjny samochód z tej klasy (Renault Twingo GT), jak i wolniejsze auta segmentu B czy nawet C. Oczywiście, to nie jest przesadnie niska cena. Ale gdyby przeliczyć złotówki na radość z jazdy, Up! GTI prawdopodobnie stałby się liderem na rynku.

Dla kogo jest Volkswagen Up! GTI?

Osoby myślące o praktyczności z pewnością za taką cenę wybiorą np. Skodę Fabię Kombi. Ale Up! GTI nie został stworzony z myślą o nich. Komu go polecam? Przede wszystkim osobom, które dopiero rozpoczynają przygodę z motoryzacją, ale lubią auta i interesują się ich prowadzeniem. Jeżeli tylko możesz sobie pozwolić na taki pierwszy samochód, gwarantuję, że nie będziesz żałował. Dużo się nauczysz, niewiele wydasz na paliwo i… całkiem możliwe, że gdy po kilku latach przesiądziesz się na coś mocniejszego, szybko zatęsknisz za Up!’em.

Oto godny spadkobierca pierwszego Golfa GTI. Chyba lepszy, niż obecny Golf, który trochę przypomina dawne gwiazdy rocka po latach. Grubsze, grzeczniejsze i bez takiej werwy, jak kiedyś.

VW Up! GTI

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie