Testy aut nowych

Czy najładniejszy samochód klasy średniej jest też najlepszy? Oto nowy Peugeot 508 GT 2.0 HDI 180 w teście

Testy aut nowych 08.11.2018 237 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 08.11.2018

Czy najładniejszy samochód klasy średniej jest też najlepszy? Oto nowy Peugeot 508 GT 2.0 HDI 180 w teście

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk08.11.2018
237 interakcji Dołącz do dyskusji

Dawno żaden wóz, którym jeździłem, nie budził takiego zainteresowania. Ale czy najnowszy Peugeot 508 ma jeszcze jakieś zalety prócz wyglądu? 

Testuję samochody od kilku lat. Przez ten czas zdarzało mi się jeździć wieloma modelami, które wzbudzają ciekawość na ulicy. Gdy aktualne Volvo XC90 było zupełną nowością, kilku przechodniów zrobiło mu zdjęcia na parkingu (nie, nie chodziło o to, że źle zaparkowałem). Za białym Mercedesem klasy S Coupe prawie każdy się odwracał. Gdy jechałem Abarthem 595C, ludzie z innych aut machali mi i pokazywali uniesiony kciuk. A wokół Hondy Civic Type R zastałem wianuszek dzieci, które zaglądały przez szybę, by sprawdzić, ile ma na liczniku.

Zawsze były to jednak albo drogie albo szybkie wozy. Albo jedno i drugie.

Tym razem w moje ręce wpadł po prostu samochód klasy średniej. W dodatku z dwulitrowym dieslem pod maską. Nie ma 400 koni, nie przyspiesza do 100 km/h w 4 sekundy i nie kosztuje pół miliona złotych. A jednak wszyscy się na niego patrzą i zagadują z zaciekawieniem. Formułkę „O, to ten nowy Peugeot. Jak jeździ?” słyszałem kilkukrotnie.

Dokładniej: oto nowy Peugeot 508.

Peugeot 508 test

Trudno się dziwić, że się podoba. Styliści naprawdę się postarali. Wiele mówi się ostatnio o zmierzchu klasy średniej i o tym, że klienci wolą już SUV-y.

Wolą, bo taka jest moda, a sedany i liftbacki kojarzą im się z nudą. Ale Peugeot postanowił sprawić, żeby 508-ka też wzbudzała uczucie „chcę go mieć”. I wzbudza, a większość SUV-ów wygląda przy tym samochodzie po prostu nieciekawie. Jak Nissan Sunny przy Alfie 166. Albo jak kanapka z serem przy pięknie podanym deserze.

Spójrzcie na tę linię.

Z boku 508 jest po prostu dobrze, spójnie narysowane i ma proporcje, którym blisko do idealnych. Nadwozie tego modelu jest niższe i krótsze, ale szersze od poprzednika. To doskonale działa na wygląd, który może się kojarzyć z tak popularnymi ostatnio „czterodrzwiowymi coupe”.

Z przodu nie każdemu spodobają się charakterystyczne pionowe diody do jazdy dziennej. Ale ciekawy grill, wąskie (ale nie za wąskie) reflektory i ładnie wyrzeźbiony zderzak raczej polubią już wszyscy.

Z kolei tył to moim zdaniem najbardziej kontrowersyjna część samochodu – a to za sprawą ciemnych kloszy, które mogą kojarzyć się ze zlotem „Tuning Fest 2002”. Radą na to jest zapalenie świateł. Wtedy efekt jest lepszy.

No i te detale…

Po pierwsze, brak ramek w drzwiach. Sportowe, oryginalne, po prostu cool. Po drugie, napis „508” z przodu, który jest nawiązaniem do legendarnego modelu 504. Ciekawe czy 508 też podbije ulice północnej Afryki i stanie się ulubionym wozem algierskich czy tunezyjskich taksówkarzy?

A co do Taxi… czy wam też się wydaje, że to byłby samochód w sam raz dla pewnego kierowcy z Marsylii, granego przez Samy’ego Naceri?

W środku: kosmos.

Peugeot od pewnego czasu uwielbia projektować futurystyczne kokpity. Minimalistyczne, wyglądające jak narysowane kilkoma kreskami, prawie bez fizycznych przycisków. Nawet w 208 ten pomysł się sprawdza i robi świetne wrażenie. Jeszcze lepiej jest w 308, a w 508 – naprawdę doskonale. Żałowałem tylko, że egzemplarz, którym jeździłem, nie miał czerwonej, skórzanej tapicerki (a jest dostępna!). Ale czarna, pikowana skóra też wygląda dobrze.

To, co we wnętrzu 508 można polubić, to mała kierownica, która zapewnia wrażenia trochę takie, jak podczas gry na Play Station (wbrew pozorom, to nie jest wada). Miło zaskoczyłem się też obecnością fizycznych przycisków: nie wszystko obsługuje się z poziomu ekranu. Część przełączników wygląda jak w samolocie (albo jak… klawisze w pianinie), a inne są dotykowe – imitują te klasyczne i robią to dobrze.

Nie da się też przyczepić do jakości spasowania i materiałów. Żadnego trzeszczenia, do tego wszystko wygląda całkiem szykownie. A najlepsze z całego wnętrza 508 są fotele. Tak potrafią to robić chyba tylko Francuzi. Fotel jest wielki, obszerny i bardzo miękki, ale jednocześnie dobrze podtrzymuje ciało na zakrętach. W połączeniu ze wspomnianą tapicerką, robi wrażenie mebla z modnego, drogiego klubu. Ale takiego, gdzie przychodzą ludzie z dobrym gustem.

A czego tu nie polubiłem?

Ekran centralny działa nieźle, ale nie podoba mi się, że temperaturę nawiewów ustawia się nie osobnym pokrętłem, ale właśnie dotykając wyświetlacza – i trzeba to zrobić kilka razy.

Najgorszy jest jednak niedobór miejsca.

Peugeot 508 test

Nie nazwę tego ciasnotą, ale właśnie „niedoborem miejsca”. Z przodu nie jest jeszcze tak źle, ale – prawdopodobnie za sprawą okna dachowego – powietrza nad głową mam już na styk (mierzę 1,85 m). W dodatku słupki są dość blisko kierowcy, trochę go osaczając.

Gorzej jest z tyłu. Po pierwsze moja fryzura na dobre zaprzyjaźniła się tam z podsufitką. Po drugie, nie mogłem wsunąć stóp pod przedni fotel. Całe tylne siedzisko jest w dodatku umieszczone dziwnie nisko. To nie są doznania „premium”. Nie wiem, czy istnieje pomysł na zrobienie z 508 nowej limuzyny prezydenta Francji, ale jeśli tak, to całe szczęście, że Emmanuel Macron ma tylko 1,73 m wzrostu.

To efekty skurczenia nowego 508.

Poprzednik miał 4792 mm długości i 1456 mm wysokości. Opisywana generacja jest o 42 mm krótsza i aż o 52 mm niższa. Przynajmniej lepiej wygląda…

Dwulitrowy silnik Diesla to optymalne źródło napędu dla tego samochodu.

Nie jeździłem innymi wersjami, ale domyślam się, że 130-konny diesel może być za słaby. 160-konna wersja pewnie jest w porządku, ale lepiej dopłacić do najmocniejszej odmiany. Jej oznaczenie to HDI 180, a moc „w papierach” wynosi 177 KM.

Taka jednostka jest kulturalna i cicha, a w dodatku ma równe 400 Nm momentu obrotowego, co wystarczy właściwie w każdej sytuacji. Wyprzedzanie? Włączanie się do ruchu? Żaden problem. Przyspieszenie do 100 km/h według danych fabrycznych to 8,3 s. Nie ma więc co oczekiwać sportowych wrażeń – może wbrew literom „GT” na tylnym słupku. Większość kierowców nie powinna jednak narzekać.

Spalanie wynosi około 8 litrów w mieście i od 6,5 do 8 w trasie – zależnie od prędkości.

Skrzynia automatyczna o ośmiu przełożeniach też jest w sam raz.

Słyszałem sporo uwag pod adresem płynności i szybkości działania „automatów” w poprzednim 508. W tym skrzynia Aisina jest na tyle dobra, że zwyczajnie się o niej nie myśli. Tak jakby samochód w ogóle nie miał żadnej przekładni. Po prostu jedzie.

Nie myśli się też zbyt wiele o wybieraniu nierówności. Peugeot jest komfortowy, a zawieszenie pracuje cicho. Nawet 19-calowe felgi nie przeszkadzają. W połączeniu z miękkim fotelem, jest „francusko”. I dobrze, tak ma być. Nie po to kupuje się francuski samochód, żeby było twardo jak w taczce.

Z kolei prowadzenie wybija się na plus.

Na zakrętach 508 zwraca już naszą uwagę – ale w pozytywny sposób. Można nawet złapać się na tym, że zaczynamy jeździć coraz bardziej agresywnie, testując granice możliwości wozu. Nie dość, że jest zwrotny (i to na tyle, że na początku myślałem, że ma system czterech kół skrętnych), to jeszcze można w nim bardzo przyjemnie zacieśniać łuki. Takie połączenia komfortowego zawieszenia i całkiem sportowego zachowania na zakrętach lubię najbardziej.

Jeśli zaś chodzi o wyciszenie na autostradzie, brak ramek w drzwiach zaczyna być odczuwalny przy prędkościach, które są już niezgodne z przepisami. Słychać wtedy delikatny szum z okolic szyb. Nie jest to jednak nic przesadnie dokuczliwego ani nic, czego nie można by wybaczyć. W imię stylu czasami warto się delikatnie poświęcić…

Na pokładzie – ciekawe systemy. Ale nie jest tanio.

Cena Peugeota 508 zaczyna się od 123 900 zł. Testowana wersja GT to wydatek 177 900 zł z silnikiem benzynowym 1.6T o mocy 225 KM (którego jestem bardzo ciekawy) i 181 900 zł z opisywanym dieslem. Testowany egzemplarz był jednak dodatkowo wyposażony m.in. w skórzaną tapicerkę (w komplecie z fotelami z funkcją masażu), szklany dach i system, który widziałem w tej klasie po raz pierwszy: czyli Night Vision, wykrywający pieszych po zmroku.

To wszystko sprawiło, że cena takiego Peugeota sięga 215 tysięcy złotych. Jeśli uznamy, że najgroźniejszym konkurentem 508 jest Volkswagen Arteon, po podobnym skonfigurowaniu będzie on tańszy o około 10 tysięcy (ale nie będzie miał np. wspomnianego Night Vision). Drogo? Tak. Czy warto?

Niektórzy pokochają 508 za sam wygląd. Cena zejdzie wtedy na drugi plan.

Muszę pogratulować Peugeotowi. W tej firmie zauważono, że aut segmentu D dziś już nie kupuje się tylko z rozsądku, z kalkulatorem w ręku. Jeśli chce się walczyć z jednej strony z SUV-ami, a z drugiej z klasą premium, trzeba użyć broni swoich przeciwników: czyli stylu, dzięki któremu można próbować budować prestiż.

Dopiero statystyki sprzedaży pokażą, czy to skuteczna taktyka – ale sądząc po zainteresowaniu i sympatii, jakie wzbudza to auto, chyba można być dobrej myśli.

Kilkudniowy test nasunął mi jednak pewne podsumowanie. Peugeot 508 jest w niektórych kwestiach dobrym, a w innych – bardzo dobrym modelem. Słyszałem jednak od kogoś pytanie: „Czy jeździ równie świetnie jak wygląda?”. Moja odpowiedź brzmi… raczej nie.

Mimo kilku bardzo dużych zalet tego samochodu, nadal największą z nich pozostaje wygląd. To nie jest zarzut, bo stylistyka jest tu naprawdę świetna. Ale jeśli ktoś spodziewa się czegoś wybitnego, może być trochę zawiedziony. Poza rysunkiem nadwozia i wnętrza, to po prostu dopracowane auto klasy średniej. Każdy, kto takiego szuka, a przy okazji chce wyróżnić się z tłumu Avensisów i Superbów, całkiem nieźle trafił.

Czekam jeszcze na test wersji kombi. I na kolejną część „Taxi” z 508 w roli głównej.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie