REKLAMA

Polska zbrojeniówka ma problem. Brakuje ludzi do robienia broni

Polska zbrojeniówka ma pieniądze, kontrakty i polityczne wsparcie. Teraz potrzebuje ludzi: od spawaczy i operatorów CNC po inżynierów i informatyków.

PGZ i przemysł obronny rekrutują. Brakuje rąk do pracy
REKLAMA

Polski przemysł obronny jest dziś w jednym z najważniejszych momentów od dekad. Rosną wydatki na obronność, przyspieszają zakupy dla wojska, a unijne pieniądze z programu SAFE mają skierować ogromną część zamówień do krajowych firm. To brzmi jak idealna sytuacja dla zbrojeniówki: są zamówienia, jest presja polityczna, jest wojna za wschodnią granicą i jest świadomość, że nie da się opierać bezpieczeństwa wyłącznie na imporcie.

Problem zaczyna się jednak jeszcze na hali produkcyjnej. Polska Grupa Zbrojeniowa zatrudnia ponad 20 tys. osób i skupia ponad 50 spółek. To duży organizm, ale potrzeby rosną szybciej niż liczba pracowników. Według informacji podawanych przez przedstawicieli rządu sama PGZ może do końca roku zatrudnić ok. 1000 nowych osób. PGZ Stocznia Wojenna w Gdyni, która jeszcze kilka lat temu była symbolem problemów polskiego przemysłu stoczniowego, zatrudnia dziś prawie 1000 osób i planuje przyjąć kolejnych 300.

REKLAMA

To nie są ogłoszenia dla ludzi od kampanii i social mediów. Chodzi o pracowników, bez których nie powstaną okręty, amunicja, pojazdy czy radary, ani nawet ich części. Właśnie takich ludzi najtrudniej dziś znaleźć, dużo trudniej niż kupić kolejną maszynę.

Zbrojeniówka szuka nie tylko spawaczy

Stary obraz przemysłu obronnego jako ciężkiej hali, młota, stali i iskier jest już dziś mocno niepełny. Tak, zbrojeniówka nadal potrzebuje spawaczy, operatorów CNC, monterów, elektromechaników, technologów, logistyków i ludzi od utrzymania ruchu. Bez nich nie ma seryjnej produkcji, nie ma terminowych dostaw i nie ma jakości.

Jednak pamiętajmy, że współczesna broń to także elektronika, oprogramowanie, sensory, łączność, cyberbezpieczeństwo, analiza danych i integracja systemów. Właśnie dlatego firmy zbrojeniowe szukają dziś również programistów, inżynierów systemowych, specjalistów od radarów, automatyki, sztucznej inteligencji, dronów, kontroli jakości i projektowania w środowiskach cyfrowych. To już nie jest tylko przemysł ciężki. To przemysł wysokiej precyzji z dodatkiem wojskowego rygoru.

REKLAMA

Widać to w oficjalnych opisach rekrutacji PGZ, gdzie obok pracowników produkcji i serwisu pojawiają się specjaliści B+R, IT, cybertechnologii, finansów, zakupów i prawa. Broń robi się dziś w ekosystemie, a nie w jednej fabryce.

REKLAMA

Amunicja najlepiej pokazuje, gdzie leży problem

Najlepiej widać to na przykładzie amunicji. Pisaliśmy niedawno na Spider’s Web, że Polska ruszyła z produkcją kluczowego elementu amunicji 155 mm. To ogromny krok, bo sama stalowa skorupa pocisku nie wystarczy. Potrzebne są ładunki miotające, prochy, zapalniki, kontrola jakości, transport, magazynowanie i cały łańcuch materiałów wysokoenergetycznych.

REKLAMA

Każde z tych ogniw potrzebuje ludzi. I to nie przypadkowych. Produkcja amunicji nie wybacza improwizacji. Tu liczy się powtarzalność, dokumentacja, rygor technologiczny, bezpieczeństwo pracy i doświadczenie. Można sprowadzić obrabiarkę, postawić halę i podpisać umowę licencyjną, ale jeśli zabraknie wyszkolonych pracowników, to cały plan po prostu nie zostanie zrealizowany.

To samo dotyczy pojazdów, okrętów, radarów i dronów. W tekście: Polska zbrojeniówka nie wyrabia. Rząd patrzy na rolnictwo opisywaliśmy pomysł włączenia producentów maszyn rolniczych do łańcucha dostaw obronnych. To sygnał, że klasyczna zbrojeniówka sama nie udźwignie skali zamówień i musi sięgnąć po zdolności przemysłu cywilnego.

REKLAMA

Branża potrzebuje ćwierć miliona ludzi

Skala robi się poważna, gdy spojrzymy poza najbliższe ogłoszenia. Według szacunków Deloitte do 2035 r. sektor obronny, razem z siłami zbrojnymi i zapleczem technicznym, może potrzebować ok. 250 tys. nowych pracowników. W tej liczbie jest ok. 70 tys. żołnierzy, ok. 90 tys. ludzi dla przemysłu zbrojeniowego i ok. 77 tys. osób w łańcuchach dostaw.

REKLAMA

To nie jest więc zwykły boom rekrutacyjny. To gruntowna przebudowa rynku pracy. Tym bardziej że Polska nie ma przed sobą demograficznej górki, tylko spadek liczby osób w wieku produkcyjnym. Zbrojeniówka będzie konkurować o tych samych ludzi z energetyką, koleją, motoryzacją, automatyką, IT, przemysłem maszynowym i firmami zagranicznymi.

REKLAMA

Dla kandydatów to oczywiście ogromna szansa. Pojawiają się stabilne umowy, szkolenia, wysokie wymagania i coraz lepsze pensje. Jednak dla państwa to ostrzeżenie. Nie da się zbudować potęgi przemysłowej samymi konferencjami i podpisami pod kontraktami. Trzeba mieć szkoły branżowe, politechniki, programy przekwalifikowania, praktyki, instruktorów, mistrzów produkcji i kulturę przemysłową, której przez lata nie traktowano jak strategicznego zasobu.

Polska pokazuje sprzęt, ale musi pokazać zdolność produkcji

Na targach i pokazach wygląda to imponująco. Jak pisaliśmy przy okazji tekstu: Polska broń podbija Paryż. Rzuciliśmy na stół najmocniejsze karty, polska zbrojeniówka potrafi dziś pokazać bojowe wozy, rakiety, drony i radary, które nie są już zwykłą ciekawostką. Coraz częściej mówimy o sprzęcie z realnym potencjałem eksportowym i sojuszniczym.

Tylko że pokazanie sprzętu to jedno, a produkowanie go szybko, seryjnie i niezawodnie to drugie. Równie ważne są laboratoria, kontrola jakości i zaplecze testowe. Dlatego znaczenie mają nawet takie inwestycje jak centrum badań nieniszczących, o którym pisaliśmy w tekście: Polska zbrojeniówka dostała RTG dla rakiet. Tak sprawdzają silniki i paliwo. Nowoczesny przemysł obronny nie kończy się na spawaniu. Zaczyna się od sprawdzania, czy produkt naprawdę wytrzyma warunki pola walki.

REKLAMA

I właśnie tu kadry stają się najważniejsze. Maszyna nie zastąpi człowieka wszędzie. Automatyzacja pomoże, ale nie zdejmie z branży potrzeby zatrudniania ludzi, którzy rozumieją proces, materiał, normy, dokumentację i odpowiedzialność za produkt wojskowy.

Przeczytaj także:

Brak kadry to dziś jeden z najbardziej niedocenianych problemów polskiej obronności. Łatwo zachwycić się liczbą miliardów, nowymi programami i wielkimi deklaracjami. Dużo trudniej przyznać, że bezpieczeństwo państwa rozstrzyga się też w szkołach zawodowych, na politechnikach, w działach HR, na spawalniach i przy obrabiarkach CNC.

REKLAMA

Polska może mieć pieniądze na broń, może mieć polityczną wolę i może mieć listę zakupów dłuższą niż kiedykolwiek wcześniej. Jednak jeśli nie będzie ludzi, którzy tę broń zrobią, naprawią i utrzymają w ruchu, to cały przemysłowy renesans skończy się tylko na planach.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA