REKLAMA

Trump chce położyć łapę na OpenAI. Rząd USA wejdzie do spółki i podzieli zyski

Waszyngton coraz uważniej patrzy na miliardy z AI. Rząd USA może chcieć udziałów w OpenAI, a część przyszłych zysków miałaby trafić do obywateli.

Rząd USA może wejść do firm AI. OpenAI na celowniku
REKLAMA

Administracja Donalda Trumpa miała rozpocząć wstępne rozmowy z największymi firmami sztucznej inteligencji o tym, czy rząd USA mógłby dostać udziały w ich biznesie. Oficjalnej decyzji nie ma, szczegóły są płynne, a sam pomysł pozostaje jeszcze na bardzo wczesnym etapie. Waszyngton coraz wyraźniej traktuje AI nie jak zwykłą branżę technologiczną, ale jak strategiczną infrastrukturę, na której państwo chce położyć łapę, zanim największe zyski trafią wyłącznie do inwestorów.

REKLAMA

To jeszcze nie nacjonalizacja, ale jest kierunek aż nadto jasny

Przez lata amerykańskie big techy rosły głównie według zasad Doliny Krzemowej: prywatny kapitał, szybka ekspansja, ogromne wyceny i relatywnie luźna relacja z państwem, dopóki nie pojawiały się sprawy antymonopolowe, prywatność albo bezpieczeństwo narodowe. W przypadku AI ten układ zaczyna się zmieniać. I to bardzo.

Waszyngton najwyraźniej po prostu widzi, że modele sztucznej inteligencji, centra danych, układy scalone, energia i dane stają się infrastrukturą o znaczeniu porównywalnym z telekomunikacją, zbrojeniówką, sektorem kosmicznym albo energetyką. Jeśli AI ma przynieść biliony dolarów wartości, administracja chce móc powiedzieć wyborcom: to nie będzie tylko prywatna gorączka złota.

REKLAMA

OpenAI ma iść na pierwszy ogień

W całej sprawie najwięcej uwagi przyciąga OpenAI. Nie dlatego, że inne firmy się nie liczą, ale dlatego, że ChatGPT stał się twarzą obecnej rewolucji AI. Spółka właśnie szykuje się do kolejnego rozdziału. Jeżeli firma rzeczywiście będzie zmierzać intensywniej w stronę giełdy, pytanie o to, kto zarobi na jej przyszłej wycenie, stanie się bardzo konkretne.

REKLAMA

Według doniesień Reutersa, Sam Altman miał już wcześniej rozmawiać o podobnej idei z Donaldem Trumpem, a potem wracać do niej w kontaktach z wysokimi urzędnikami administracji. Skoro AI może radykalnie zwiększyć produktywność, zmienić rynek pracy i wygenerować gigantyczne bogactwo, część z tego bogactwa mogłaby trafić do obywateli?

Zwolennicy takiego rozwiązania argumentują, że rozwój AI nie odbywa się wyłącznie dzięki prywatnemu kapitałowi. Wskazują na rolę publicznych instytucji, infrastruktury, systemu edukacji, energetyki oraz zamówień rządowych, które tworzą warunki dla wzrostu całego sektora. W ich ocenie część korzyści finansowych generowanych przez AI powinna więc wracać do społeczeństwa.

REKLAMA

Problem jednak w tym, że od hasła do konstrukcji prawnej jest jeszcze naprawdę bardzo daleko. Nie wiadomo, jaki rodzaj udziałów miałby trafić do państwa, czy dawałyby one prawo głosu, czy byłyby przekazywane dobrowolnie, czy w zamian za przywileje regulacyjne, kontrakty, gwarancje kredytowe albo dostęp do infrastruktury.

REKLAMA

Pomysł na wypłaty dla obywateli brzmi kusząco, ale rodzi wiele pytań

Według pojawiających się pomysłów zyski z ewentualnych udziałów państwa w firmach AI mogłyby zasilać budżet albo trafiać bezpośrednio do obywateli w formie specjalnej dywidendy.

REKLAMA

Propozycję można interpretować jako próbę adresowania dwóch równoległych nastrojów społecznych. Pierwszy to dostrzeganie gospodarczego potencjału AI i zdolności sektora technologicznego do generowania wysokich przychodów. Drugi wiąże się z obawami dotyczącymi wpływu AI na rynek pracy, obciążenia infrastruktury energetycznej oraz rosnącej koncentracji siły rynkowej w rękach największych podmiotów.

Przeczytaj także:

Dywidenda z AI byłaby więc polityczną odpowiedzią na lęk przed tym, że korzyści z technologii zostaną sprywatyzowane, a koszty społeczne rozłożone na wszystkich. Trump mógłby przedstawić taki mechanizm jako prostą transakcję: firmy dostają warunki do wzrostu, Amerykanie dostają udział w zyskach.

Tyle że historia takich pomysłów pokazuje, że łatwo je sprzedać, a trudno dobrze zaprojektować. Jeśli państwo dostaje udziały, pojawia się pytanie, kto nimi zarządza. Jeśli zyski mają trafiać do obywateli, trzeba określić zasady wypłat. Jeśli udziały są dobrowolne, trzeba wyjaśnić, dlaczego firmy miałyby je oddać. Jeśli nie są dobrowolne, zaczyna się zupełnie inna rozmowa o własności prywatnej i granicach interwencji państwa.

REKLAMA

*Źródło grafiki wprowadzającej: Joey Sussman / Shutterstock; Canva Pro

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-08T06:05:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-07T16:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-07T09:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-07T09:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-07T08:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-07T08:15:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA