Black Hawk staje się groźnym niszczycielem. Odpali broń na 200 km
Black Hawk ma nie tylko wozić żołnierzy. Po nowych testach może stać się nosicielem amunicji krążącej, wabików i systemów zakłócających.

Black Hawk kojarzy się przede wszystkim z transportem żołnierzy, ewakuacją medyczną i zadaniami wsparcia. To prawdziwy koń roboczy lotnictwa armii amerykańskiej, a nie maszyna, którą zwykle wyobrażamy sobie jako nosiciela broni dalekiego zasięgu. Amerykanie właśnie pokazali jednak, że ten podział jest bardzo płynny.
UH-60M Black Hawk został przetestowany jako platforma do odpalania bezzałogowych efektorów dalekiego zasięgu. Chodzi o systemy, które mogą działać jak amunicja krążąca, sensor, wabik albo środek walki elektronicznej. Jeśli ta koncepcja dojrzeje, zwykły Black Hawk może dać amerykańskiej armii możliwość działania z większego dystansu, bez wlatywania prosto pod nowoczesną obronę przeciwlotniczą.
Black Hawk nie musi być śmigłowcem szturmowym, żeby stać się groźny
US Army poinformowała o udanych trzydniowych próbach przeprowadzonych w czerwcu w Fort A.P. Hill w Wirginii. Załogi H-60M miały odpalić i kontrolować kilka efektorów średniego zasięgu. Według amerykańskiej armii to pierwszy przypadek odpalenia wielu takich systemów z jednej platformy śmigłowcowej w lotnictwie wojsk lądowych.
Najważniejsze jest to, że integracja trwała zaledwie 13 miesięcy. Jak na wojskowe realia to tempo wręcz ekspresowe. Armia podkreśla, że test nie dotyczył tylko samego odpalenia, ale także utrzymania odpornego, dobrej jakości dowodzenia i łączności na zwiększonym dystansie. To bardzo ważne, bo amunicja krążąca albo rozpoznawczy efektor bez sprawnego połączenia z załogą szybko traci część sensu.
Black Hawk nie zamienia się nagle w Apache. Nie chodzi o to, żeby transportowy śmigłowiec latał nad polem walki jak maszyna szturmowa. Chodzi o to, że Black Hawk może stać się po prostu powietrznym nośnikiem narzędzi, które działają daleko przed nim.
Altius-700M daje zasięg, którego śmigłowce bardzo potrzebują
Upublicznione zdjęcia i dotychczasowe informacje wskazują, że w testach wykorzystano rodzinę Altius, najpewniej uzbrojoną wersję Altius-700M firmy Anduril. To bezzałogowa, rurowo odpalana platforma, która może przenosić różne ładunki: rozpoznawcze, zakłócające albo uderzeniowe.
W zależności od konfiguracji i źródeł mowa o ponad 200 km zasięgu, a w przypadku wersji Altius-700M pojawia się też wartość ok. 290 km. Apache z klasycznymi pociskami przeciwpancernymi musi zwykle działać znacznie bliżej celu. Nawet nowsze uzbrojenie dalekiego zasięgu nie zmienia faktu, że śmigłowce są bardzo narażone, gdy przeciwnik ma radary, drony, artylerię przeciwlotniczą i pociski krótkiego zasięgu.
Efektor wypuszczony z Black Hawka może polecieć dalej, przez pewien czas krążyć w rejonie, szukać celu, przekazywać obraz, zakłócać systemy przeciwnika albo uderzyć. Sam śmigłowiec może zostać znacznie dalej od najbardziej niebezpiecznej strefy.
Apache dostały latającego pomocnika
Taka zdolność może bardzo zgrabnie współpracować z Apache. AH-64E nadal pozostaje wyspecjalizowaną maszyną bojową: ma sensory, uzbrojenie, załogę przygotowaną do walki i systemy dowodzenia. Jednak nawet najlepszy śmigłowiec szturmowy ma problem, gdy musi zbliżyć się do pola walki pełnego tanich dronów, przenośnych zestawów przeciwlotniczych i artylerii.
Black Hawk z efektorami może działać jako pomocnik. Może wypuścić bezzałogowy system, który poleci przed formację, sprawdzi teren, sprowokuje obronę przeciwlotniczą, zakłóci radary albo zaatakuje wskazany cel. Apache może wtedy korzystać z informacji, niekoniecznie samodzielnie wystawiając się na pierwsze uderzenie.
Przeczytaj także:
Efektor tego typu może mieć różne wersje i różne zadania. Uzbrojona odmiana może uderzyć w cel. Inna może zbierać dane rozpoznawcze. Jeszcze inna może zakłócać łączność albo działać jako cel pozorny, który zmusza przeciwnika do włączenia radarów i ujawnienia pozycji.
Black Hawk może więc stać się latającym magazynem narzędzi dla dowódcy. Nie musi samodzielnie wygrać walki. Ma wysłać w odpowiednim momencie to, co pozwoli formacji widzieć dalej, uderzać dalej i przeżyć dłużej.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: US Army
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.