REKLAMA

Legendarny Air Force One na emeryturze. Oto, co go zastąpi

Po prawie 36 latach symbol amerykańskiej prezydentury znika z pierwszej linii. Boeing VC-25A o numerze 29000 najprawdopodobniej odbył ostatni lot jako Air Force One, a jego miejsce ma zająć samolot pozyskany z Kataru.

Air Force One odchodzi po 35 latach. USA szykują następcę
REKLAMA

Air Force One to jedna z najbardziej rozpoznawalnych maszyn świata, choć technicznie nie jest nazwą konkretnego samolotu. Tak oznacza się każdy samolot Sił Powietrznych USA, na którego pokładzie znajduje się prezydent Stanów Zjednoczonych. Przez ostatnie dekady ten tytuł najczęściej kojarzył się z potężnym Boeingiem VC-25A, czyli specjalnie przebudowaną wersją Boeinga 747-200.

Teraz ta epoka pomału dobiega końca. Maszyna o numerze 29000 wróciła do Joint Base Andrews po locie z Donaldem Trumpem z europejskiego szczytu G7 i wszystko wskazuje na to, że był to jej ostatni rejs w roli głównego prezydenckiego samolotu. Pożegnanie nie miało formy wielkiej ceremonii, ale dla tej konkretnej maszyny zakończył się najważniejszy rozdział służby.

REKLAMA

To ważny moment, bo VC-25A nie był tylko zwykłym środkiem transportu. Był latającym centrum dowodzenia, symbolem władzy USA i jednym z najbardziej znanych elementów politycznego teatru Ameryki. Ten samolot pojawiał się na lotniskach całego świata, zawsze z takim samym przekazem: prezydent Stanów Zjednoczonych właśnie przybył.

6 prezydentów i 36 lat w powietrzu

Pierwszy lot VC-25A z prezydentem USA odbył się we wrześniu 1990 r. Od tego czasu dwa egzemplarze tej maszyny obsługiwały łącznie 6 prezydentów. To oznacza niespełna 36 lat pracy w realiach, które dla zwykłego samolotu pasażerskiego byłyby już bardzo długą karierą, a dla maszyny specjalnego przeznaczenia oznaczają także stałą presję techniczną i bezpieczeństwa.

VC-25A musiał być gotowy nie tylko do komfortowego przewiezienia głowy państwa. Taki samolot musi zapewniać łączność, ochronę, odporność na kryzysy i możliwość działania w warunkach, w których zwykły odrzutowiec pasażerski po prostu nie ma czego szukać. Właśnie dlatego jego starzenie się nie jest kwestią wyłącznie prestiżu. To także wielki problem operacyjny.

REKLAMA

Widać to było choćby podczas styczniowej podróży do Davos, gdy awaria instalacji elektrycznej wymusiła przesiadkę Donalda Trumpa na C-32A. Taki incydent przy maszynie tej klasy nie musi oznaczać katastrofy, ale jest jasnym sygnałem, że lata robią swoje. Nawet najbardziej dopieszczony samolot w końcu zaczyna wymagać następcy.

REKLAMA

Następca jest już w drodze, ale najpierw rozwiązanie tymczasowe

Docelowym następcą VC-25A mają być VC-25B, czyli prezydenckie wersje Boeinga 747-8i. To nowsza, większa i nowocześniejsza odmiana słynnego jumbo jeta, przygotowywana do wymagań Białego Domu i Sił Powietrznych USA. Problem w tym, że taki program nie polega na przemalowaniu kadłuba i wymianie foteli.

REKLAMA

Samolot dla prezydenta USA musi przejść głęboką adaptację, a ta trwa latami. Właśnie dlatego zanim nowe VC-25B osiągną pełną gotowość, w roli pomostu ma pojawić się maszyna pozyskana z Kataru. To rozwiązanie tymczasowe, ale dosyć kontrowersyjne. Amerykański prezydent, przynajmniej przez pewien czas, ma korzystać z samolotu, który nie pochodzi z klasycznego amerykańskiego programu rządowego, lecz został pozyskany z zagranicy.

Ta przejściowa konstrukcja ma być modernizowana w Teksasie, a jej publiczny debiut planowany jest na początek lipca, tuż przed obchodami 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych. Ma też mocno odróżniać się wyglądem od dotychczasowego Air Force One. Zamiast klasycznego, rozpoznawalnego na całym świecie malowania, pojawić się mają barwy czerwieni, bieli, granatu i złota.

REKLAMA

Cena tymczasowego rozwiązania może zaboleć

Najbardziej uderza chyba sama skala kosztów. Dostosowanie samolotu do potrzeb prezydenckich ma kosztować około 400 mln dol., choć pojawiają się szacunki mówiące nawet o 1 mld dol. To ogromna kwota jak na rozwiązanie, które z założenia ma być przejściowe.

Nie bez znaczenia są wymagania stawiane takim maszynom. Samolot prezydenta USA to coś znacznie więcej niż luksusowy odrzutowiec dla VIP-ów. Na pokładzie muszą działać zaawansowane systemy łączności, zabezpieczenia i rozwiązania pozwalające funkcjonować nawet w sytuacjach kryzysowych. Jeśli maszyna z Kataru nie otrzyma pełnego wyposażenia tego typu, może nie być wykorzystywana podczas wszystkich zagranicznych podróży. W takiej sytuacji wysłużony VC-25A wciąż może pozostać w gotowości jako wsparcie dla prezydenckiej floty.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Oba egzemplarze mają pozostać w użyciu jeszcze do 2029 r. Możliwe więc, że wysłużony Air Force One wróci jeszcze jako rezerwa albo zostanie przesunięty do innych zadań w ramach floty transportu najważniejszych osób w państwie.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Derek Beattie Images / Shuttestock

REKLAMA
Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA