Cztery dni zamkniętych sklepów i już płacz. Ten odwyk to najlepsze, co nas spotka
Nie jesteśmy jako społeczeństwo przyzwyczajeni do tak długich przerw - powiedział poseł Ryszard Petru w Porannej rozmowie w RMF FM, zapowiadając grudniowe cztery dni bez handlu. Sklepy będą zamknięte od 24 do 27 grudnia.

Obawiam się, że Ryszard Petru może mieć rację. Dla wielu może to być bolesna przerwa.
Domyślam się jednak, że według Ryszarda Petru nie da się być gotowym na taki scenariusz. Nikt by nie był. To zamach na społeczeństwo, normalne społeczeństwo, dla którego zakupy są jak krew - niezbędne do życia. Zamknięcie sklepów nie tylko w święta, ale też w wigilię i pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu, jest jak odcięcie tlenu.
Ja jednak uważam, że nasza ewentualna niegotowość to nie przeszkoda, a szansa. Nie jesteśmy przyzwyczajeni, to fakt, ale możemy być.
To cios w przyzwyczajenia - ale mowa o nawyku, którego można i powinniśmy się pozbyć.
Póki co panika narasta. Już czuć zagrożenie, które zbliża się wielkimi krokami. Cztery bite dni bez handlu. Jak to przeżyjemy? Takiej sytuacji w Polsce jeszcze nie było, choć wydaje się, że potrzebna jest tutaj gwiazdka i wyjaśnienie, od kiedy zaczynamy erę konsumpcji liczyć. Bez względu na te detale, ma to być wielki sprawdzian dla wszystkich bez wyjątku: wielkich sklepów, małych, dostawców. No i klientów.
Nie chcę powiedzieć, że ktokolwiek nie będzie miał co jeść, bo są inne sklepy i będą kurierzy latali z żywnością - uspokaja Petru w rozmowie z RMF FM.
Kto wie, może w tym roku sam poseł wskoczy na elektryczny rower, aby dowieść, że praca dostawcy wcale nie jest taka trudna i jak ktoś chce, to może się poświęcić. A może i nawet powinien, w imię walki o dobro wielkich firm, które zmuszone zostały na postawienie wyłącznie na dostawy.
Dwa lata temu poseł siedział na kasie, starając się udowodnić, że dodatkowy dzień wolny to szkodliwy zwyczaj, to być może w tym doczekamy się kolejnego performansu. Dwie godziny na rowerze 24 grudnia, dwie godzinki 25 grudnia i jeszcze godzinka w drugi dzień świąt. Można? Można. Tylko trzeba chcieć, a nie szukać wiecznej okazji do odpoczynku. A że wcale nie będzie to o niczym świadczyć - nie szkodzi.
Raczkujący strach jest jednak zastanawiający
Może i zamknięte sklepy przez cztery dni to sytuacja bez precedensu w ostatnich latach, ale przecież nigdy nie byliśmy lepiej przygotowani na takie zdarzenie. Mentalnie pewnie wielu nie jest w stanie wyobrazić sobie tego scenariusza, ale technicznie - w czym problem?
Są sklepy, a w sklepach kasy samoobsługowe, które, jak słyszymy od lat, rozładowują przecież kolejki i sprawiają, że wszystkim żyje się szybciej, wygodniej i milej. Do dyspozycji są też inne rozwiązania, dzięki którym zakupy ogólnie robi się łatwiej. Można kasować przedmioty od razu wkładając je do koszyka i tak skrócić ogólny czas wizyty w sklepie. Zapasy da się zrobić szybciej i wcześniej.
Nie trzeba nawet się do sklepu fatygować. Są dostawy do domu. Mowa tutaj o aplikacjach, jak i sklepach internetowych. Do wyboru, do koloru.
Zabraknie ciasta 26 grudnia? Żaden problem, można podskoczyć do automatu serwującego i takie przysmaki. A bigosu ktoś sobie życzy? Proszę bardzo, słoiki też znajdziemy w maszynach. Od biedy będzie pizza albo kebab. Choć to nawet lepiej - ile można jeść tych tradycyjnych dań!
W końcu same sklepy zrobią wszystko, aby każdy chętny mógł zdążyć. W grudniu będziemy mieć aż trzy niedziele handlowe. A to nie wszystko.
Skoro wydłużone godziny otwarcia były nawet z okazji 1 listopada, to aż sam nie wiem, kiedy zacznie się zamykanie sklepów później przed świętami - już chyba w okolicach 6 grudnia dyskonty i markety przejdą w tryb prawie że całodobowy, tak by załapać się na Mikołajki i wykorzystać pretekst.
1 listopada wypadło w niedzielę, więc sklepy tak czy siak byłyby zamknięte, ale to nie przeszkodziło sieciom kazać pracować pracownikom dłużej w piątek i sobotę przed świętem zmarłych. Również z powodu 11 listopada sklepy będą otwarte dłużej 10 listopada - a przecież to tylko jeden wolny dzień. Nie trzeba robić zapasów.
To już jednak tradycja. Wynikająca z prostej rzeczy: sklepy chcą sprzedawać jak najdłużej się da. A klienci chcieliby robić zakupy o każdej porze. Przyzwyczajamy się, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki, więc niedziela niehandlowa jest niemiłą wyrwą, błędem w systemie.
I właśnie dlatego należy tych niedziel bronić, udowadniając, że jednak się da wytrzymać
Żyjemy w dwóch rzeczywistościach. Jedna pędzi, kusi bogactwem, oferuje wszystko na tu i teraz, czaruje mnogością opcji. Dostawy w trymiga nie tylko kebaba czy produktów spożywczych, ale też telefonu, czemu by nie. Automaty, sklepy bez kasjerów, nowoczesność, autonomiczność i postęp. Jeden kupuje tu, drugi tam, wszystkim żyje się wygodnie.
I druga rzeczywistość, w której nagle bez sklepów otwartych całą dobę, ba, krócej niż do 22:00, wytrzymać dziwnym trafem się nie da. A już cztery dni bez nich - koszmar!
Oczywiście doskonale wiem, z czego to wynika. Pierwsza rzeczywistość okazuje się być delikatnie fałszywa. Ona kusi potencjałem, możliwościami. Na pierwszy rzut oka jest przepiękna, bo doskonała. Tak to właśnie miało wyglądać i wygląda - proszę bardzo. W automacie kupisz bukiet kwiatów, ciasto i pierogi, a jak czegoś zabraknie, są sklepy bez kasjerów na dworcach i dostawy przez aplikację.
A jednak to nie wystarcza. Jest łatwiej, ale nikt tego nie czuje. Wszyscy są przeciążeni: pracownicy w sklepach, którym życie miały ułatwić kasy samoobsługowe i roboty, a mimo to nic takiego się nie dzieje. Dalej stoimy w kolejkach, sami wykonujemy dodatkową pracę, a przy tym wciąż musimy polegać na pracownikach - którzy przez tę automatyzację mają jeszcze więcej roboty i na dodatek jest ich mniej.
Tempo zaś tylko rośnie. Sklepy mają być otwarte coraz dłużej. To w żaden sposób nie ułatwia życia, a jedynie sprawia, że presja na pracowników jest większa.
Zresztą każdy to odczuwa. Skoro tworzy się wizję świata dostępnego na życzenie, wygodnego, gotowego na każde zawołanie, to przecież trzeba z tego korzystać i uczestniczyć. Możliwości kuszą, ale czy rzeczywiście tego potrzebujemy? Jakim kosztem się to odbywa?
Nadchodzące cztery dni bez handlu w grudniu będą więc faktycznie sprawdzianem
Łudzę się, że to będzie ten moment, w którym wciśnięcie hamulca sprawi, że doceni się spowolnienie. 28 grudnia nawet ci spodziewający się końca świata wyjrzą przez okno i zobaczą, że jednak się udało. Przetrwaliśmy.
Chciałbym w to wierzyć, ale spodziewam się mimo wszystko najgorszego. Jeszcze większego stresu, jeszcze większych kolejek, jeszcze większej presji na pracownikach, jeszcze większych nieporozumień, jeszcze większych zmarnowanych zapasów. Jak w ubiegłym roku zwracał uwagę Instytut Ochrony Środowiska, Święta Bożego Narodzenia to okres największej nadprodukcji żywności w polskich domach.
Wyniki badań IOŚ-PIB pokazują, że ponad 80 proc. zbędnej żywności trafia bezpośrednio do kosza. 59 proc. wyrzucanej masy stanowią części jadalne, czyli jedzenie, które mogło zostać zjedzone.
Święta są momentem, w którym kumulują się wszystkie czynniki sprzyjające marnowaniu: przygotowywanie zbyt dużej ilości jedzenia, wizyty gości oraz nieregularne spożywanie posiłków. To nie jest jednorazowy problem kilku dni, lecz sygnał, jak funkcjonuje nasz codzienny model konsumpcji - komentowała dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB.
Skoro więc dwa czy trzy dni prowadziły do takich szkód, to co będzie w ciągu czterech? Jakie zapasy zostaną utworzone i ile pójdzie do kosza?
Tylko jak to naprawdę będzie świadczyć o nas? Mając tyle opcji zakupowych, tyle alternatyw, tyle metod: by tylko wspomnieć o aplikacjach z listami zakupowymi, które pozwalają przygotować się do wizyty w sklepie, o narzędziach ułatwiającymi planowanie, i tak dalej, i tak dalej - a pokonają nas cztery dni bez handlu?
Optymistyczna część mnie chce wierzyć, że upiorne cztery dni zmuszą do zmiany nawyków. Wytrzymamy, będziemy jeść to, co zostanie - wreszcie usłyszy się w Polskich domach. Ale jeśli te zapasy urosną, bo przecież straszyć się będzie apokalipsą spowodowaną przerwą od handlu, to może być tylko gorzej.
Tyle że to wcale nie jest argument za tym, by rezygnować z wolnej wigilii czy niedziel. Wręcz przeciwnie: to właśnie jest zachęta, aby zmienić swoje nastawienie.
Okazja jest ku temu znakomita. Święta w końcu mogą być prawdziwym czasem wytchnienia. I może warto z tej szansy skorzystać.
Zdjęcie główne: aileenchik / Shutterstock.com
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.