Bronią cmentarzy przed postępem i LED-ami. "Bo pamięć to nie technologia"
Spór nowoczesności z tradycją dotarł na nekropolie i budzi niemałe emocje.

A od kogo to piękne czerwone oświetlenie nagrobne LED? Ach, to chyba Nowakowie przynieśli. Spójrzcie jednak na to zielonkawe oświetlenie nagrobne solarne - skromne, eleganckie i ładnie świeci, nie gryząc się z resztą zniczy i pozostałymi oświetleniami nagrobnymi różnego rodzaju. Te z kolei od Nowaków. Ładne wybrali w tym roku. Czy już w tamtym dali podobne? Teraz trudno powiedzieć, bo przecież oświetlenie nagrobne LED pali się tyle lat i nie trzeba wyrzucać.
Tak powinna wyglądać typowa dyskusja przy nagrobkach, o ile rozmówcy chcieliby zachować precyzję, rzetelność i uczciwość. Przynajmniej według Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Producentów Świec i Zniczy, które w swoim oświadczeniu "wskazuje na potrzebę jasnego rozróżniania znicza z żywym płomieniem od produktów potocznie określanych jako tzw. znicze LED lub tzw. znicze solarne".
Gdzie jak gdzie, ale akurat to właśnie na cmentarzach powinno się z łatwością uciec od sporów pod tytułem "nowoczesność kontra tradycja". To jasne, są różne mody, zmieniają się pomniki, niektóre są bardziej odważne i przyciągające wzrok, inne mniej. Można przebierać w wiązankach czy decydować się na różne kolory doniczek, ale to wszystko nie wybiega daleko poza dobrze znane i przyjęte normy. Ogromne mogiły, o nietypowym kształcie nawiązującymi do pasji czy zajęcia zmarłego, to wciąż wyjątki, a nie reguła.
Cmentarze są miejscami dla przeszłości, wspomnień i historii, więc należy zachować umiar i rozsądek. Pochylić się, oddać szacunek, zadumać, a nie prowokować, przekraczać granice, stawiać wyzwania obyczajom. Przyziemne sprawy i trendy, które lada moment się zmienią i świat o nich zapomni, niech zostaną przed cmentarną bramą. Zaakceptować można zapalniczkę zamiast zapałek i to już niech nowoczesności wystarczy. Ona ma dla siebie całą resztę.
Tak było, ale i to się zmienia. LED-owe znicze - tzw. znicze lub oświetlenie nagrobne LED, jak chce Ogólnopolskie Stowarzyszenie Producentów Świec i Zniczy - to jednak coraz częstszy gość na nagrobkach. Media w okolicach 1 listopada ogłaszają, że to nowy hit. "Gołym okiem widać, że popularność ledowych zniczy rośnie" - mówił przed rokiem PAP Dariusz Dutkiewicz, stojący na czele Instytutu Branży Pogrzebowej i Cmentarnej.
Skąd ta moda? Może to zwykłe gadżeciarstwo. Skoro pogrzeby nie są dla nieboszczyków, jak mawiają niektórzy, to również wygląd nagrobków jest głównie dla żyjących. Kiedy zaś do głosu dochodzą gusta, tabu bywa przekraczane - ostrożnie, bo ostrożnie, ale niektóre lampiony naprawdę mogą zaskakiwać nawet tych, którzy otwarci są na zmiany.
Można odnieść wrażenie, że nie chodzi tu jednak wyłącznie o względy estetyczne
Zaglądam do opisu pierwszego lepszego znicza solarnego. W zapewnieniach czytam, że urządzenie gwarantuje "efekt prawdziwego płomienia". I już się uśmiecham na to nasze przywiązanie do tradycji. Nowoczesne wyświetlacze imitują wygląd starych zegarków, dźwięki najnowszych sprzętów udają brzmienie leciwych aparatów, odtwarzaczy, kamer, płyt. Są nowe, ale za każdym razem przypominają o ciągłości, przymilają się do odbiorców. Nie wszyscy chcą być rewolucjonistami. Nawet znicz przyszłości wraca do korzeni, do ognia.
Przy tym jest jest odporny na każdą pogodę, a jego producent ręczy za długi czas świecenia i obiecuje całkowitą bezobsługowość.
A więc wygrywa praktyczność.
Może i cmentarze należą do przeszłości - powinny należeć? - to mimo wszystko wiele mówią o współcześnie żyjących. Znicz solarny to przecież gadżet zmęczonych, zapracowanych, nie mających na nic czasu. Obietnica samoobsługi i długi czas pracy to spełnienie potrzeb żyjących. Nie trzeba się zajmować, można postawić na sprzęt wydajny i niemal automatyczny, pracujący całą dobę. Jeden problem odhaczony i rozwiązany. Pamięć 24/7, która nie poddaje się tak banalnym kwestiom jak wiatr, deszcz czy nadgodziny i niechęć do wracania do tego, co było.
"Znicz nie jest wyłącznie produktem świecącym" - właśnie dlatego oponuje OSPŚiZ, podkreślając, że ten klasyczny, ogniowy, to znak "pamięci, opieki i obecności przy grobie bliskiej osoby".
Należy mieć na uwadze, że OSPŚiZ to jednak nie są zwykli obiektywni obserwatorzy, którzy postanowili stanąć w obronie tradycji i przeszłości dla dobra ogółu. Nie odbieram prawa do szczerych emocji i nie wykluczam szczytnych intencji, ale widzę też troskę o własny doczesny byt. Dla producentów świec i zniczy LED-owe i solarne produkty to przecież naturalna, najwyraźniej coraz groźniejsza konkurencja. Po swojej stronie ma technologię, długi czas pracy i obietnicę samoobsługi, automatyzacji, postępu i nowoczesności. Orężem sprzedawców zniczy i świec musi być więc pamięć.
Przy grobach przez pokolenia nie chodziło jednak wyłącznie o to, aby było jasno. Chodziło o żywy płomień – o znak pamięci, opieki, ciepła, modlitwy, zadumy i szacunku. Płomień nie tylko świeci. Płomień trwa, reaguje na otoczenie i wymaga troski. Dlatego OSPŚiZ zwraca uwagę, że sprowadzanie znicza wyłącznie do funkcji świecenia zubaża jego znaczenie. Znicz z żywym płomieniem jest częścią kultury pamięci, a nie tylko przedmiotem emitującym światło - czytamy w stanowisku branży.
Interesujące jest to przeciąganie liny. Bo przecież solarny znicz też obiecuje "efekt prawdziwego płomienia" i idące za tym "ciepłe, migoczące światło", tworzące nastrojową atmosferę. A przy tym producent nowoczesnego gadżetu odwołuje się do tematu bezpieczeństwa i zaznacza, że "brak otwartego ognia eliminuje ryzyko pożaru". Tradycja jest miła i do niej nawiązujemy, zdają się mówić producenci, ale bywa też niebezpieczna, zwodnicza. Trzeba z żywymi naprzód iść! Zakopanie się w przeszłości jest ryzykowne, dosłownie i w przenośni.
I na to odpowiada OSPŚiZ w swoim oświadczeniu:
Żywy płomień ma cechy, których nie posiada źródło światła oparte na elektronice. Płomień trzeba zapalić, osłonić i podtrzymać. Reaguje na wiatr, chłód, deszcz i brak opieki. Nie jest idealny ani mechaniczny. Porusza się, słabnie, wzmacnia i gaśnie.
Fascynujący jest ten ping-pong. Niby debata nt. zniczy - w zasadzie to nawet po prostu nt. interesów, pieniędzy, zysków i ewentualnych strat - a zdaje się, że oponenci spierają się o coś więcej. Chcą zbliżyć się do absolutu. Czym jest pamięć? Czym są wspomnienia? Gdzie postawić granicę postępowi, a kiedy odciąć się od tego, co było? Co ma duszę, a co jest tylko kopią? Idealne jest to, co prawdziwe, bo ludzkie, przeżywające wzloty i upadki, czy wzorem powinno być działanie bez skazy, wedle zaprogramowanych poleceń i instrukcji, perfekcyjne, bo automatyczne i wydajne - trochę jak robot?
I producenci ledowych zniczy mają swój as serwisowy - przypominają, że odwiedzając zmarłych warto i trzeba pamiętać też o tym, co będzie, gdy nas również zabraknie. W opisie gadżetu czytam, że zakup pozwala zadbać o środowisko. W końcu solarnego czy ledowego oświetlenia nie trzeba często wymieniać i służyć może przez lata. Kupując pamiętasz o swoich bliskich i o tym, co było, ale jednocześnie dbasz nawet o tych, którzy na Ziemię dopiero trafią, starając się nie zanieczyszczać dodatkowo planety.
Wieczna walka nowego ze starym! Ścierają się idee, sposoby myślenia o świecie. Każda strona ma swoje racje, a my, biedni, żywi i martwi, nie wiemy, na co postawić, jak się odnaleźć. Ciągle jesteśmy zagubieni.
Bo choćby z tą ekologią nowych zniczy to też nie taka oczywista sprawa. Nawet Ministerstwo Klimatu i Środowiska przypominało w komentarzu przesłanym redakcji WP Finanse, że zniczy solarnych i elektrycznych nie wolno wrzucać do zwykłych pojemników na śmieci. To elektrośmieci, więc należy przekazać je "podmiotowi uprawnionemu do zbierania elektrozłomu". Nie wszyscy o tym wiedzą lub chcą pamiętać, przez co nowoczesne znicze trafiały w niewłaściwe miejsca, zanieczyszczając środowisko. Właśnie dlatego coraz częściej czerwone pojemniki można zauważyć na polskich nekropoliach.
I tak krążymy - od duchowych spraw, po bardzo ludzkie, przyziemne, brzydko pachnące i nierzadko brudne. Bo przecież, jak uczula Polski Recykling, na polskich cmentarzach powstaje rocznie ok. 500 tys. ton odpadów, a największa ich część w okolicach 1 listopada.
"Obrona znaczenia znicza nie jest tylko sprawą nazewnictwa" - pisze w swoim oświadczeniu branża stojąca za tradycyjnym oświetleniem
W filmiku, który udostępniony został na Facebooku, OSPŚiZ idzie jeszcze dalej i zastanawia się nad przyszłością cmentarzy. "Zamiast płomienia - ekran, zamiast obecności - kliknięcie".
Dodają, że "pamięć to nie technologia". To jednak coraz częściej życzeniowe myślenie i te dwa światy zaskakująco sprawnie się łączą. Niekoniecznie musi to być zresztą coś złego. Przed 1 listopada w sieci było mnóstwo opisów i reklam usług gwarantujących sprzątanie nagrobków. "Ludzie zazwyczaj wysyłają nam pinezkę na Mapach Google albo robią screena i zaznaczają miejsce. Choć czasem jest problem, bo sami nie wiedzą, gdzie dokładnie znajduje się grób. Wtedy szukamy" - mówił Faktowi jeden z przedsiębiorców.
Zajmujący się tą działalnością przyznają, że z usług korzystają osoby starsze albo ci mieszkający zagranicą, którzy nie mogą wrócić do Polski na 1 listopada, z okazji rocznicy śmierci czy urodzin zmarłego. To przecież wcale nie oznacza, że nie pamiętają albo traktują pamięć instrumentalnie, bo trzeba pokazać, że ktoś dba i że grób nie został porzucony. Nie mogą fizycznie uczestniczyć w przygotowaniach, więc w ten sposób chcą zaznaczyć swoją obecność.
Pamięć jako usługa
Ważniejsza od krytyki żałoby wydaje mi się krytyka tego, jak nasza kultura, a zwłaszcza kapitalistyczny tryb pracy, ogranicza czas i możliwości przeżywania żałoby, jak spycha rozpacz w formuły krótkoterminowych terapii i recept na antydepresanty, jak ogranicza ekspresję cierpienia i innych niestandardowych, nadmiernych stanów psychicznych, jak nie pozwala rozumieć sytuacji psychicznej osób i całych społeczności, które zostały narażone na traumę widoku czyjejś śmierci - pisała w swoim eseju na łamach "Dwutygodnika" Aldona Kopkiewicz, autorka książki "Kim jest ona, gdy mnie nie ma".
Czy nie dotyczy to również samej pamięci o zmarłych, która w podobny sposób bywa ograniczana?
Sama ta dyskusja o zniczach pokazuje, że bardziej chodzi tutaj o rytuał, przedstawienie, formę. Emocje mają wyrażać przedmioty, to one mówią o tym, kim jesteśmy. Producenci nowych zniczy odwołują się do bardzo doczesnych wartości: wydajności, długiego czasu pracy, automatyzacji, ale też ekologii. Sprzedawcy starych sięgają po tradycję, pamięć, wzywają melancholijny nastrój. A efekt tak czy siak jest taki, że po 1 listopada z jednego grobu zostaje średnio od 3 do 9 kg odpadów, jak wylicza stowarzyszenie Polski Recykling, więc z pięknych słów wychodzi ludzkie bałaganiarstwo, krótkowzroczność, leniwość.
Rośnie rynek cmentarnych usług. Na tak wiele sposobów można dziś zasygnalizować, że się pamięta.
Niby nic nowego. Jako zbuntowany nastolatek, mający na bakier z religią, gotów byłem wykłócać się o listopadowe chodzenie na groby, grzmiąc: to wszystko na pokaz. Pamiętać można przez cały rok, w każdym innym miejscu, a liczba świeczek wcale nie świadczy o intensywności uczuć. Było i na szczęście minęło, choć dalej przy okazji takich wydarzeń stoję daleko z boku.
A jednocześnie nawet wtedy - to pozostało mi zresztą do dziś - lubiłem tradycję rodziców, którzy zostawiali znicze na grobach zniszczonych, zapominanych, opuszczonych. Sam sobie przeczyłem: skoro to nie ma znaczenia, to dlaczego ta świeczka na ziemi, z której wystaje nieczytelna już tabliczka, była ważna? No cóż - gesty są jednak ważne. Nie wiem, czy dla tych, którzy mają być odbiorcami, ale dla wykonujących na pewno.
Usługa usłudze nierówna
Nie da się przecież sprowadzać sprzątania nagrobków przez firmy wyłącznie do kwestii wyręczania tych zapracowanych, przebywających daleko czy nawet leniwych.
Ale to jednak jest uderzające i nie bierze się z niczego, że ludzie wolą stawiać znicze, które świecić będą przez pięć lat, albo zmuszeni są korzystać z usług firm sprzątających, bo sami nie mogą wykonać tych obowiązków. Powodów jest pewnie wiele, ale wśród nich może znaleźć się też brak czasu, przepracowanie, zmęczenie. Nie da się zrobić wszystkiego. 1 listopada jest okienkiem dla pamięci, ale zbyt krótkim i wąskim. W jeden dzień nie da się pojechać wszędzie.
Czy w mniej zmęczonym społeczeństwie - a do takich polskie należy, co potwierdzają badania - byłoby więcej czasu na inne myślenie o pamięci, inne podejście do takich świąt, jak to nadchodzące? Trudno powiedzieć, ale nawet ten solarny znicz wydaje się być jakąś chęcią zrzucenia z siebie obowiązku, wyręczenia z dodatkowej pracy. Jest to chęć, dodajmy, jak najbardziej zrozumiała - jeden znicz może pracować kilka lat, więc wizyty w sklepach i zakupy na jakiś czas odpadają. Można skupić się po prostu na wspominaniu i obecności.
Będę się jednak upierał, że to znamienne, że nawet przy okazji wspominania zmarłych potrzebujemy tej gwarancji wydajności - obietnicy solidnej pracy przez długi czas, automatyzacji, zastąpienia nas w sprawach przyziemnych, powtarzalnych i na swój sposób uciążliwych. Technologia wspomaga nawet w pamiętaniu. Ale tu nie chodzi o sprzęty, dzięki którym jeśli jest łatwiej, to tylko trochę, a w całej rzeczywistości, która wymaga tak dużo, że pomocy oczekujemy nawet w tak duchowych i symbolicznych sprawach jak wspominanie. Chcemy mieć czas na prawdziwe emocje i przeżycia, więc zawierzamy kolejnym urządzeniom i rozwiązaniom. One jednak rzeczywistości zmienić nie mogą.
Raczej wszyscy zgodzimy się, że tradycyjny znicz nie jest dowodem na lepszą pamięć - prawdziwszą, uczciwszą, głębszą. To tylko symbole. Ten nowoczesny może jednak świecić długo, czyli oznacza, że mniej czasu spędzi się na wymianie, wybieraniu, kolejnych wizytach. To jeszcze jedno lekarstwo, które ma złagodzić objawy choroby. I właśnie dlatego jest przykładem dość smutnym, skoro szuka się ułatwień nawet na cmentarzu. Musimy sięgać po solarne znicze, aby urwać trochę czasu dla siebie i innych. Wieczna walka z czasem.
A przecież powinniśmy mieć więcej czasu, skoro w domach wyręczają nas roboty, które sprzątają, gotują, myją okna. Niby obowiązków ubywa, ale tylko w teorii, bo jak przychodzi co do czego, to potrzebny jest znicz solarny - aby święcił dłużej i nie wymagał wymiany.
Wydaje się, że tak jak "kapitalistyczny tryb pracy, ogranicza czas i możliwości przeżywania żałoby", jak pisała Kopkiewicz, tak w podobny sposób wpływa na możliwości i same sposoby pamiętania. Nierzadko 1 listopada jest przykrym obowiązkiem, świętem do odbębnienia i nie ma wiele z prawdziwej, oczekiwanej zadumy. Jest pośpiech, są nerwy, byleby zdążyć, byleby wcisnąć się, byleby uniknąć tłoku i nielubianej części rodziny. Upraszczam, wykorzystując stereotypy, ale przecież i one nie powstają w próżni, tylko ich źródłem są realne doświadczenia przy nagrobkach.
Na nic nie ma czasu, więc przegrywa też pamięć
Odpowiedzią na ten zabiegany okres, brak czasu na choćby chwilową zadumę, mogą być więc znicze, które przynajmniej symbolicznie będą się świecić długo i nie trzeba się nimi przejmować lub zajmować. To nie krytyka osób, które nie mają czasu czy ochoty na częste wizyty - jeśli coś krytykuję, to powody, dla których do takich sytuacji dochodzi, przez które pamięć sprowadza się do kwestii zapalonego bądź nie znicza.
Poczucie, że ta współczesna pamięć jest niedoskonała i niewystarczająca, najwyraźniej musi rosnąć, skoro powstają kolejne lekarstwa, kolejne usługi. Inna cmentarna moda, jeszcze nie tak powszechna jak solarne znicze, to kody QR przyklejane do pomników. Tak reklamowała się jedna z firm:
Kod QR prowadzić może zarówno wyłącznie do zdjęcia z podpisem, jak również do szczegółowej biografii osoby zmarłej sięgającej kilkunastu stron. Od rodziny osoby zmarłej zależy, jakimi treściami będzie chciała się podzielić z innymi.
A tych opcji przedstawiania zmarłego jest coraz więcej. Już jakiś czas temu na różnych grupkach dotyczących starych zdjęć natrafiałem na prośby, aby ktoś poprawił starą fotografię przy pomocy sztucznej inteligencji.
"Czy można usunąć kuzyna?" – pyta pani prezentując zdjęcie, na którym są jej dziadkowie wraz z niechcianym członkiem rodziny. Nie chodziło nawet o samego bliskiego – to jedyna fotografia, na której babcia z dziadkiem stoją obok siebie. Byłaby idealna, ale wszystko psuje kuzyn. Członkowie grupy nie dość, że pozbyli się krewnego, to jeszcze zbliżyli do siebie dziadków, którzy na nowej wersji zdjęcia przytulają się do siebie. Autorka prośby dziękowała wzruszona. - pisałem.
Na pewno widzieliście podobne filmiki w mediach społecznościowych, kiedy np. wygenerowana sylwetka aktora obejmowała postać, którą ten grał w serialu sprzed lat. Często dotyczyło to gwiazd już nieżyjących. Ożywienie fotografii, sprawienie, żeby zmarły się uśmiechnął, pomachał, szepnął coś do tych, którzy ciągle tęsknią, jest nie tylko kuszące, ale coraz częściej bardzo proste, na wyciągnięcie ręki.
Na początku roku pisaliśmy o systemie Mety, który może symulować zachowanie użytkownika w mediach społecznościowych. Technologia ma działać także wtedy, gdy dana osoba już nie żyje.
W praktyce oznacza to stworzenie cyfrowego klona osobowości użytkownika. Taki bot może automatycznie reagować na treści innych osób, wysyłać odpowiedzi w wiadomościach prywatnych, a nawet prowadzić rozmowy głosowe lub wideo.
Firma deklarowała wprawdzie, że "nie ma planów wdrożenia tej technologii", a sam patent należy traktować jako przykład koncepcji, a nie zapowiedź produktu, jednak można się domyślać, że podobnych prób nie zabraknie. To przecież spełnienie wizji z filmów, książek czy seriali. Przerażające, ale jednocześnie bardzo kuszące.
Pamiętamy, bo nie dajemy zmarłemu odejść
Ożywiamy fotografie, generujemy jego sztuczny ruch i aktywność. To przede wszystkim dowód na niepogodzenie się ze stratą, ale też ucieczka od pamiętania - bo przecież w jakiejś formie ta osoba dalej ciągle może być.
Wyobrażam sobie scenariusz. Skanujesz kod QR, wchodzisz na stronę, a tam bot udający zmarłego razem z tobą wspomina swoje życie, co więcej, komentuje aktualne wydarzenia. Bo jeśli pamięć może być usługą, to gdzie są granice?
Jak gdyby w odpowiedzi na tego typu zakusy powstają cmentarze ekologiczne i lasy pamięci, w których jeszcze bardziej odchodzi się od namacalnej formy pamięci, stawiając na to, co niewypowiedziane, niewidoczne, przeżywane bardziej wewnętrznie.
Las Pamięci to miejsce przeznaczone do pochówku w nieco inny niż tradycyjny sposób - w biodegradowalnych urnach, bez użycia ciężkich płyt nagrobnych i drogich pomników. Na zacisznym i uporządkowanym terenie, odgrodzonym ozdobnym płotem, znajdują się symboliczne kwatery. Przed ogrodzeniem znajdziemy specjalne miejsce dla odwiedzających. Tu stanie kamienna tablica z informacją o miejscu pamięci i o osobach tam pochowanych. Odwiedzający będą mogli przy niej złożyć kwiaty i znicze oraz przysiąść na ustawionych ławkach - pisali pomysłodawcy gdańskiego lasu pamięci, których projekt został wybrany w budżecie obywatelskim i zostanie zrealizowany.
Doczesne problemy i spory wkraczają również na tereny nekropolii. To tylko oznacza, że prób odpowiedzi na pytanie, czym jest pamięć, będzie przybywać. Symboliczne starcie nowego ze starym obserwować będzie można na grobach - i tym, czy ustawiane są znicze, czy jednak tzw. znicze.
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.