Próbowałem zrezygnować z Google Chrome. Wróciłem z podkulonym ogonem
Chciałem zrezygnować z najpopularniejszej przeglądarki internetowej na świecie. Eksperyment z innymi programami zakończył się niepowodzeniem. Powróciłem do Chrome'a.

Google Chrome w wersji na komputery jest ze mną od kilkunastu lat. Znam ten program jak własną kieszeń.
Próbowałem wielu przeglądarek
Przez kilkanaście miesięcy próbowałem innych przeglądarek internetowych. Tak dla trzymania ręki na pulsie, a trochę z nudów. Głównie tych na komputery osobiste, bo to właśnie przed monitorem spędzam najwięcej czasu. Safari w telefonie jest dla mnie w zupełności wystarczające. Tracę oczywiście wiele funkcji, takich jak synchronizacja, wspólna historia na wielu urządzeniach czy chociażby zakładki. Nie przeszkadza mi jednak korzystanie z dwóch różnych programów.
W ubiegłym roku moją uwagę zwróciła przeglądarka Opera Air. Bazowa i gamingowa wersja tego oprogramowania jakoś mnie nigdy nie przekonywały, ale idea lżejszej aplikacji z funkcjami ograniczającymi cyfrowe przebodźcowanie bardzo mi się spodobała. Spotykałem się jednak z sytuacjami, że niektóre witryny, które bez problemu działały w Chrome, w Operze Air nie do końca chciały współpracować. Były to oczywiście pomniejsze kwestie, jak problemy z ładowaniem, ale wystarczające zniechęcające.
Testowałem również Mozillę Firefox. Problemem okazał się autorski silnik Gecko, z którym używane przeze mnie rozszerzenia nie były kompatybilne. Podobnie było zresztą z Safari - na co dzień korzystam z MacBooka, ale przeglądarka Apple bazuje na własnym silniku WebKit, co ogranicza dostępność dodatków.
Comet od Perplexity był dla mnie nadzieją
W październiku 2025 r. na rynek przeglądarek weszła firma Perplexity ze swoim programem Comet. Teoretycznie oprogramowanie było dostępne już od czerwca, ale we wczesnej fazie rozwoju nie nadawało się do użytku. Przykładowo próba wpisania litery „ź” (na Macu Option + X) kończyła się uruchomieniem jakiegoś elementu interfejsu.
Gdy jednak wydano oficjalną wersję, stwierdziłem, że to program bliski ideału. W dużej mierze była to zasługa podobieństwa do Chrome'a. Różnice oczywiście są widoczne, ale nie na tyle, bym miał problem z odnalezieniem się w interfejsie.
Istotny był też fakt zastosowania silnika Chromium. To dokładnie ten sam fundament, na którym bazuje Chrome. Przeglądarka Comet bez problemu obsługiwała zatem wszystkie moje rozszerzenia - także te niestandardowe, niedostępne w klasycznym sklepie Chrome Web Store.
Oprócz tego Comet jest po prostu lepszym Chrome'em, w którym zaimplementowano sztuczną inteligencję Perplexity. Początkowo, gdy korzystałem z usługi w wersji Pro, było świetnie, ponieważ oprogramowanie bardzo dobrze odczytywało kontekst na odwiedzanej stronie internetowej. Dobrze radziło sobie np. przy tworzeniu arkuszy kalkulacyjnych. Z czasem straciłem dostęp do pakietu (Perplexity Pro rozdawano za darmo) i nie uśmiechało mi się płacić 1200 zł rocznie za nieco ulepszone AI.
W dużej mierze trzymała mnie wbudowana w aplikację sztuczna inteligencja, ale z czasem przestałem jej potrzebować. Równolegle zacząłem dostrzegać drobne problemy z oprogramowaniem. Tu coś nie działało, tam strona się nie ładowała, podczas gdy w Chrome wszystko funkcjonowało bez zarzutu.
Wróciłem do Google Chrome i już rozumiem, dlaczego to najpopularniejsza przeglądarka
Po kilku długich miesiącach z Cometem postanowiłem wrócić do starego, dobrego Chrome'a. Miałem już dość eksperymentów oraz problemów z kluczowym dla mnie narzędziem. Doszedłem do wniosku, że zamiast najładniejszego interfejsu czy ciekawych dodatków ważniejsza jest dla mnie stabilność, pewność oraz bezproblemowe działanie.
Czy Google Chrome jest najszybszy? Zdecydowanie nie - Comet i Safari na macOS działają lepiej. Czy najlepiej zarządza pamięcią oraz zasobami komputera? Też nie. Chrome jest znany z apetytu na pamięć operacyjną, choć trzeba przyznać, że jego twórcy próbują to zmienić. Czy to najpiękniejsza przeglądarka na rynku? Też nie. Jej wygląd jest niemalże taki sam od lat. Czy oferuje najlepsze funkcje bazujące na sztucznej inteligencji? W przypadku programu dostępnego w Europie - nie.
Tyle że Chrome nie ma być rewolucyjny. To przeglądarka, która ma po prostu działać. Każda strona internetowa ma się poprawnie wyświetlać. Bez żadnych, nawet niewielkich problemów. Całość ma być też prosta i minimalistyczna. Bez miliona niepotrzebnych przeciętnemu użytkownikowi funkcji.
Chrome jest światowym liderem na rynku przeglądarek. Działa na ponad 70 proc. komputerów na całym świecie. Dzięki popularności Androida oprogramowanie na komputerach również zyskuje, ponieważ użytkownicy dla wygody instalują ten sam program, który stanowi ich domyślną przeglądarkę na telefonie.
Google Chrome to po prostu bezpieczna opcja. Wół roboczy, dzięki któremu miliardy użytkowników korzystają z internetu. Czy są lepsze, bezpieczniejsze opcje? Z pewnością. Chrome jednak nigdy mnie nie zawiódł, w przeciwieństwie do konkurencyjnych aplikacji.
Czytaj też:
Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce sprzętu i oprogramowania, a także telekomunikacji. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.