REKLAMA

Radar nie dogadywał się z wyrzutnią. Amerykanie wreszcie naprawiają absurd w swojej armii

USA próbują skończyć z sytuacją, w której każdy radar, robot i system uzbrojenia działa we własnym świecie. Operation Jailbreak objęła już 156 systemów.

156 systemów armii USA połączono w ramach Jailbreak
REKLAMA

Armia USA przeprowadza technologiczny jailbreak własnego sprzętu i połączyła w ten sposób już 156 systemów. Nie chodzi o łamanie zabezpieczeń tak, jak robi się to ze smartfonem. Wojskowy Jailbreak polega na zmuszeniu producentów, by ich radary, roboty, sensory, systemy dowodzenia i uzbrojenia przestały być zamkniętymi wyspami i mogły wymieniać dane z innym sprzętem.

REKLAMA

Wojsko miało dziesiątki urządzeń, które nie umiały ze sobą rozmawiać

Amerykańska armia przez dziesięciolecia kupowała sprzęt od różnych producentów, a każdy z nich tworzył własne oprogramowanie, format danych i sposób komunikacji. Poszczególne elementy działały dobrze osobno, lecz spięcie radaru jednej firmy z efektorem drugiej albo systemem dowodzenia trzeciej wymagało dodatkowej integracji.

W efekcie ciężar łączenia tych światów często spadał na żołnierza. Operator mógł mieć przed sobą kilka ekranów, na których znajdowały się informacje pochodzące z różnych systemów, i sam musiał składać z nich jeden obraz sytuacji.

REKLAMA

Na współczesnym polu walki to naprawdę bardzo duży problem. Szczególnie w obronie przeciwlotniczej, gdzie od wykrycia drona lub pocisku do podjęcia decyzji mogą minąć sekundy. Jeżeli jeden radar widzi cel, ale nie może natychmiast przekazać jego danych do odpowiedniego systemu uzbrojenia, najnowocześniejszy sprzęt traci część swojej przewagi.

Dobrze znamy to także z Polski. IBCS używany wraz z systemem Patriot pozwala połączyć radary, wyrzutnie i stanowiska dowodzenia w jedną sieć. Radar nie musi wtedy należeć do tej samej baterii co wyrzutnia, która ostatecznie zaatakuje wykryty cel. Amerykanie chcą teraz zastosować coś podobnego znacznie szerzej.

REKLAMA

Zrobili wojskowy jailbreak

Operation Jailbreak rozpoczęła się jako seria intensywnych spotkań programistów, inżynierów, żołnierzy i producentów sprzętu. Sama nazwa jest celowo prowokacyjna. W świecie elektroniki jailbreak oznacza usunięcie ograniczeń narzuconych przez producenta urządzenia. Tutaj sens jest trochę podobny, choć nie chodzi o obchodzenie zabezpieczeń.

Firma uczestnicząca w programie ma ujawnić interfejsy, przez które jej system może komunikować się z innym oprogramowaniem. Dokumentacja trafia do wspólnego katalogu API, a następnie inżynierowie sprawdzają, czy inne rozwiązania rzeczywiście potrafią z tych interfejsów korzystać.

REKLAMA

API można najprościej porównać do ustalonego języka rozmowy pomiędzy programami. Jeden system nie musi znać całej konstrukcji drugiego. Wystarczy, że wie, jakie dane może od niego uzyskać, w jakim formacie ma o nie poprosić i jak przekazać własne informacje.

REKLAMA

Armia uruchomiła nawet własny API Marketplace. Nie jest to jednak sklep z aplikacjami, lecz katalog interfejsów dostępnych dla wojskowych programistów i producentów. Zamiast rozpoczynać każdą integrację od telefonu do firmy, negocjowania dostępu i wielomiesięcznego pisania pośredniego oprogramowania, inżynier ma dostać udokumentowany punkt, do którego może podłączyć nowy system.

156 systemów już wyszło ze swoich klatek

Pierwsza odsłona Operation Jailbreak objęła 60 producentów i 82 systemy. Podczas kolejnego dużego etapu, prowadzonego w ramach ćwiczeń Falcon Fury, pojawiło się 69 firm i 102 systemy. Część wróciła z poprzedniej rundy, dlatego łącznie jailbreak przeszło dotąd 156 różnych systemów. Armia kupiła już 12 prototypowych systemów autonomicznych wyłonionych w tym procesie, a 10 skierowała do oceny w warunkach operacyjnych.

REKLAMA

To naprawdę bardzo sensowna zmiana w podejściu do wojskowych zakupów. Integracja tradycyjnie następowała często dopiero wtedy, gdy urządzenie było już prawie gotowe. Teraz Amerykanie chcą odwrócić kolejność: zanim sprzęt przejdzie dalej, producent ma pokazać, że potrafi współpracować z istniejącą architekturą.

Podobny problem tak naprawdę występuje także przy gwałtownie rosnącej liczbie dronów. Europejskie wojska również próbują stworzyć środowisko, w którym bezzałogowce różnych producentów nie wymagają osobnych, zamkniętych ekosystemów. Im więcej typów robotów trafia na pole walki, tym mniej sensowne staje się budowanie dla każdego z nich całkowicie osobnej infrastruktury.

Radar jednej firmy może znaleźć cel dla broni drugiej

Najciekawszy efekt Operation Jailbreak nie polega więc na tym, że 156 urządzeń podłączono do jednego kabla. Powstaje warstwa programowa, dzięki której informacje mogą krążyć pomiędzy urządzeniami, które wcześniej projektowano jako osobne produkty.

REKLAMA

Radar może wykryć zagrożenie i przekazać jego położenie dalej. System dowodzenia może zestawić tę informację z danymi innych sensorów. Następnie odpowiedni efektor może otrzymać dane potrzebne do przechwycenia celu, nawet jeśli wszystkie te elementy dostarczyły różne przedsiębiorstwa.

Będzie mieć to ogromne znaczenie chociażby podczas zwalczania dronów i obronie powietrznej. Armia USA wskazuje właśnie roje bezzałogowców jako jeden z problemów, przy których zamknięte systemy powodują zbyt duże opóźnienia.

REKLAMA

Częścią tej układanki jest oprogramowanie Lattice rozwijane przez Anduril, które potrafi łączyć informacje dostarczane przez wiele różnych sensorów i systemów. Ten sam Lattice ma być również cyfrowym mózgiem autonomicznych maszyn bojowych, takich jak bezzałogowy śmigłowiec Thunder. Sama autonomia pojedynczego robota nie wystarcza, jeśli nie może on korzystać z informacji zbieranych przez resztę armii.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Co ważne, armia USA chce także zmieniać warunki nowych kontraktów. Coraz większe znaczenie ma MOSA, czyli Modular Open Systems Approach. To podejście, w którym duży system wojskowy składa się z modułów korzystających z jasno opisanych i możliwie otwartych interfejsów. Wymiana radaru, oprogramowania czy innego elementu nie powinna wtedy wymagać przebudowania całej reszty.

Chodzi przede wszystkim o uniezależnienie wojska od pojedynczych koncernów. Jeżeli tylko producent wie, jak komunikować się z jego urządzeniem, każda późniejsza modernizacja uzależnia klienta od tej samej firmy. Otwarcie interfejsów pozwala dołączyć sprzęt konkurencji znacznie łatwiej.

REKLAMA

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.

REKLAMA
REKLAMA