REKLAMA

Starlink przegrzał się na pustyni. Ratowali internet mokrą koszulką

Ponad 40 st. C, pustynia i wojskowy internet. Terminale Starlink zaczęły tracić wydajność, więc żołnierze zastosowali wyjątkowo prosty i sprytny patent.

US Army chłodziła Starlinki mokrymi koszulkami

Najnowocześniejsza sieć dowodzenia armii USA, tysiące żołnierzy, sztuczna inteligencja, satelity na niskiej orbicie i pustynia Mojave. W pewnym momencie część tej technologicznej układanki zaczęła przegrywać ze zwykłym upałem. Terminale Starlink przegrzewały się i ograniczały ilość przesyłanych danych. Nie było przy nich serwisanta SpaceX, więc żołnierze znaleźli rozwiązanie godne polowego warsztatu: namoczyli koszulki w lodowatej wodzie i położyli je na antenach.

Miało być gorąco. I właśnie o to chodziło

Do bardzo nietypowej sytuacji doszło podczas Project Convergence Capstone 6, wielkiego eksperymentu US Army prowadzonego w lipcu w Fort Irwin w Kalifornii.

Miejsce wybrano nieprzypadkowo. National Training Center znajduje się na pustyni Mojave i potrafi zaoferować elektronice warunki znacznie gorsze niż klimatyzowana sala demonstracyjna producenta. Tuż przed rozpoczęciem testów temperatura dochodziła do 106 st. F, czyli około 41 st. C.

W wydarzeniu uczestniczyło około 10 tys. osób, które testowały ponad 90 technologii i koncepcji. Jednym z głównych bohaterów był system Next Generation Command and Control, w skrócie NGC2. Ma on zastąpić wiele rozproszonych systemów dowodzenia jednym środowiskiem, w którym dane z rozpoznania, artylerii, lotnictwa, logistyki i innych źródeł mogą szybko trafiać do żołnierzy oraz dowódców. Taki system bez sieci jest jednak niewiele wart.

Starlink jest jednym z kabli spinających nowe wojsko

US Army buduje NGC2 według zasady commercial first. Zamiast konstruować od podstaw wojskowy odpowiednik każdej dostępnej technologii, chce najpierw sprawdzać rozwiązania już produkowane na rynku. W warstwie komunikacyjnej oznacza to m.in. Starlink, sieci 5G oraz Wi-Fi.

Zaletą jest przede wszystkim tempo. Cywilne technologie rozwijają się szybko, produkowane są w dużych seriach i zazwyczaj kosztują mniej niż specjalistyczny sprzęt tworzony wyłącznie pod wymagania Pentagonu.

Starlink już dawno przestał zresztą być dla wojska zwykłym internetem dla użytkowników z odległych miejsc. Łączność SpaceX stała się elementem infrastruktury wykorzystywanej przez siły zbrojne, a doświadczenia Ukrainy pokazały, jak ważna może być sieć satelitarna, gdy klasyczne maszty i przewody przestają istnieć albo są atakowane. Tyle że sprzęt zaprojektowany dla firmy, kampera czy statku nie zawsze jest projektowany tak samo jak urządzenie, które ma przez tygodnie pracować na polu walki.

Podczas lipcowych testów właśnie to stało się widoczne. Dowódca 4. Dywizji Piechoty gen. Patrick Ellis przyznał, że w kilku przypadkach sprzęt zaczął się przegrzewać. W przypadku terminali Starlink skutkiem było obniżenie przepustowości, czyli ilości danych, które można było przesyłać i odbierać. Nie oznacza to, że cała sieć nagle zgasła. Elektronika może ograniczać swoją wydajność właśnie po to, aby nie doprowadzić do uszkodzenia podzespołów.

SpaceX stosuje podobną logikę również w swoich obecnych terminalach klasy Performance. Producent podaje, że po przekroczeniu określonej temperatury sprzęt może ograniczać cykl pracy, a tym samym maksymalną przepustowość, żeby chronić elektronikę. Dopiero dalszy wzrost temperatury prowadzi do całkowitego wyłączenia.

Nie wiemy jednak, który dokładnie model terminala Starlink US Army używała podczas problematycznych testów, dlatego nie można po prostu zestawić temperatury na pustyni z limitem konkretnej anteny i stwierdzić, że producent przekroczył własną specyfikację. Znaczenie ma nie tylko temperatura powietrza. Antena stojąca przez wiele godzin w pełnym słońcu może nagrzewać się mocniej, a swoje ciepło wytwarza również działająca elektronika.

Serwisanta nie było. Była za to koszulka

Jednym z założeń ćwiczeń było pozostawienie żołnierzy z problemami, które będą musieli rozwiązać sami. Przy przegrzewających się terminalach nie stał więc pracownik firmy gotowy wymienić urządzenie albo podłączyć dodatkowy system chłodzenia. Żołnierze namoczyli koszulki w lodowatej wodzie i położyli je na antenach. Prosty zabieg obniżył temperaturę wystarczająco, aby terminale mogły działać.

Fizyka jest tutaj tak naprawdę banalna. Woda odbiera ciepło od rozgrzanej powierzchni, a podczas parowania zabiera kolejną porcję energii. Dokładnie dlatego spocona skóra człowieka może chłodzić organizm. Nie oznacza to jednak, że SpaceX właśnie dostał gotową instrukcję serwisową zatytułowaną przykryć Starlink mokrym T-shirtem. To improwizowana metoda użyta podczas ćwiczeń, a nie certyfikowany sposób chłodzenia anteny. Dla US Army istotniejsze jest to, że zadziałała.

Wojsko nie chce wszystkiego zamieniać w czołg

Przez dekady typową odpowiedzią na podobny problem byłoby stworzenie wersji wojskowej. Mocniejsza obudowa, inne materiały, aktywne chłodzenie, dodatkowe zabezpieczenia, testy środowiskowe i długa procedura zakupowa. Sprzęt byłby zapewne odporniejszy, ale również droższy i pojawiłby się później.

Gen. Shane Taylor, odpowiedzialny w amerykańskim wojsku za część programu dowodzenia i łączności, zwrócił uwagę na ekonomię takiego podejścia. Zanim wojsko zamówi specjalistyczne urządzenie kosztujące nawet kilka razy więcej, chce sprawdzić, czy ograniczenia komercyjnego sprzętu da się obejść prostymi procedurami. Mokra koszulka jest ekstremalnym przykładem tej filozofii.

Przeczytaj także:

Nie każdy problem wymaga przeprojektowania całego urządzenia. Czasem wystarczy osłona przeciwsłoneczna, dodatkowy obieg powietrza, umieszczenie urządzenia w innym miejscu pojazdu albo procedura chłodzenia. Po ćwiczeniach wojsko zaczęło zresztą analizować również możliwość dodawania systemów chłodzenia do pojazdów przewożących podobną elektronikę.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.