REKLAMA

W grudniu ruszy ostre strzelanie do dronów. Z laserów

Amerykanie chcą sprawdzić broń energetyczną w warunkach bojowych i od razu zamawiać udane konstrukcje. Cel to przede wszystkim szybkie uruchomienie produkcji seryjnej.

Lasery kontra drony. Pentagon chce od razu uruchamiać produkcję

Na początku dron pojawi się nad poligonem. Potem firmy dostaną okazję, żeby go zniszczyć laserem albo potężnym impulsem mikrofalowym. Pentagon nie chce jednak urządzać po prostu kolejnego pokazu technologii, po którym prototyp wróci na kilka lat do laboratorium. Grudniowy shoot-off ma być skonstruowany tak, aby skuteczny system mógł niemal od razu dostać zamówienie rozpoczynające budowę linii produkcyjnej.

W grudniu strzelają. Potem może od razu przyjść zamówienie

Plan ujawnił gen. bryg. Matt Ross, stojący na czele Joint Interagency Task Force 401, czyli utworzonego przez Pentagon zespołu odpowiedzialnego za przyspieszenie amerykańskiej obrony przed dronami.

W grudniu ma odbyć się directed energy shoot-off, czyli praktyczna próba systemów wykorzystujących energię skierowaną do zwalczania bezzałogowców. Słowo shoot-off dobrze oddaje sposób, w jaki wojsko chce podejść do sprawy. Nie chodzi tylko o sprawdzenie danych ze specyfikacji. Urządzenia mają dostać cele i pokazać, czy potrafią je skutecznie niszczyć. Jeżeli któryś system zadziała zgodnie z oczekiwaniami, Pentagon chce natychmiast przejść do następnego etapu.

Według Rossa cała procedura ma być przygotowana tak, aby dobry wynik bezpośrednio prowadził do zamówienia pozwalającego rozpocząć tworzenie linii produkcyjnych i późniejsze wysyłanie sprzętu do jednostek. To nie znaczy jednak, że od stycznia fabryka zacznie wyrzucać z siebie setki laserów. Zamówienie ma być dopiero początkiem skalowania produkcji. Równie ważne jest to, że nie ogłoszono klasycznego konkursu z jednym zwycięzcą. Jeżeli kilka rozwiązań spełni wymagania, potencjalnie więcej niż jedno może dostać szansę. Na razie nie ujawniono także kompletnej listy uczestników grudniowej próby.

Walczyć będą nie tylko lasery

Choć najbardziej widowiskowe są promienie laserów wypalające dziurę w korpusie drona, Pentagon używa szerszego określenia: broń energii skierowanej. Obejmuje ono przede wszystkim dwa bardzo różne rodziny urządzeń.

Pierwszą są lasery wysokiej energii, czyli HEL. Skupiona wiązka światła utrzymywana jest na niewielkim fragmencie celu. Energia nagrzewa materiał, aż dochodzi np. do uszkodzenia silnika, śmigła, powierzchni sterowej, czujnika albo obudowy.

Nie wystarczy więc tylko błysnąć w stronę drona. Układ musi wykryć niewielki obiekt, precyzyjnie go śledzić i utrzymać wiązkę na tym samym miejscu przez wystarczająco długi czas.

Na Spider’s Web opisywaliśmy już system LOCUST firmy AeroVironment, który jest jednym z amerykańskich laserów rozwijanych właśnie do niszczenia dronów. W marcu jego możliwości sprawdzano na White Sands Missile Range również pod kątem bezpiecznego użycia w amerykańskiej przestrzeni powietrznej.

Druga grupa to broń mikrofalowa dużej mocy, HPM. Tutaj nie trzeba wypalać dziury w konkretnym elemencie maszyny. Silny impuls elektromagnetyczny oddziałuje na elektronikę drona i może zakłócić albo uszkodzić kontroler lotu, odbiorniki, układy zasilania czy inne podzespoły. Co najważniejsze, wiązka może pokrywać większą przestrzeń.

Dlatego HPM ma szczególnie duży potencjał przeciw rojom. Niedawno opisywaliśmy system HAVOC zamówiony przez amerykańskich Marines. Wywodzi się z rodziny Leonidas, której wcześniejsza konfiguracja podczas demonstracji potrafiła obezwładnić cały rój liczący 49 dronów jednym użyciem. Pentagon potrzebuje obu rodzajów broni, bo rozwiązują różne problemy.

Rakieta za setki tysięcy przeciw dronowi za kilka tysięcy to kiepski biznes

Całe zainteresowanie energią skierowaną wyrasta tak naprawdę z wyjątkowo paskudnej matematyki współczesnej wojny. Atakujący może zbudować niewielkiego drona za kilka albo kilkadziesiąt tys. dol. i wysłać takich maszyn 50. Obrońca może oczywiście zestrzeliwać je rakietami przeciwlotniczymi, ale szybko dochodzi do sytuacji, w której zużywa pociski kosztujące wielokrotnie więcej niż same cele. Do tego każda wyrzutnia ma ograniczony zapas rakiet. Laser nie potrzebuje klasycznego magazynka. Dopóki system ma wystarczająco dużo energii i może odprowadzać ciepło, jest w stanie wykonywać kolejne strzały.

Broń mikrofalowa działa według podobnej logiki i dodatkowo może atakować kilka celów jednocześnie. Stąd często pojawiają się liczby mówiące o kilku dolarach albo nawet centach za pojedynczy strzał. Pentagon sam zaczyna jednak studzić takie uproszczenia.

Gen. Ross podał hipotetyczny przykład systemu kosztującego 6 mln dol. Jeżeli urządzenie zostanie kupione i odda tylko 1 strzał w ciągu roku, nie można później twierdzić, że rzeczywisty koszt jego użycia wyniósł 8 centów tylko dlatego, że tyle kosztowała energia elektryczna. Trzeba policzyć cały system: zakup, obsługę, części, ludzi, źródło zasilania, chłodzenie, serwis i liczbę faktycznie zwalczonych celów. To bardzo istotna zmiana w myśleniu o laserach. Pentagon nie pyta już wyłącznie czy potrafią strącić drona, lecz także czy opłaca się ustawić to urządzenie przy bazie na 10 lat.

Pięć baz już szykuje się na broń energetyczną

Grudniowa próba jest częścią znacznie większego programu. W maju JIATF-401 wskazał 5 amerykańskich instalacji wojskowych, w których mają być testowane i wdrażane systemy energii skierowanej. Są to Fort Huachuca w Arizonie, Fort Bliss w Teksasie, Naval Base Kitsap w stanie Waszyngton, Grand Forks Air Force Base w Dakocie Północnej oraz Whiteman Air Force Base w Missouri.

To z całą pewnością nie jest przypadkowy zestaw. Fort Bliss i Fort Huachuca leżą przy południowej granicy USA, gdzie kwestia nieautoryzowanych lotów bezzałogowców przestała być abstrakcyjnym problemem z zagranicznych pól walki. Pozostałe bazy reprezentują inne środowiska, rodzaje sił zbrojnych i profile chronionej infrastruktury. Pentagon chce więc sprawdzić nie tylko, czy laser potrafi spalić drona podczas idealnego pokazu na poligonie.

Przeczytaj także:

Interesuje go to, jak zachowa się w normalnie działającej bazie. Czy nie będzie blokował przestrzeni powietrznej? Czy można go używać obok cywilnego lotnictwa? Jak często trzeba będzie go serwisować? Jak będzie działał przy deszczu, pyle, mgle albo dużej wilgotności? Czy operatorzy będą w stanie szybko odróżnić intruza od legalnego drona? To znacznie trudniejsze pytania, niż samo trafienie w cel.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.