Thunder to dron bojowy 2.0. Takie będą maszyny na przyszłej wojnie
Anduril, amerykańska firma z branży zbrojeniowej, zaprezentowała swoją nową koncepcję bezzałogowego śmigłowca. Maszyna ma być latającym robotem, który walczy i może pełnić rolę lojalnego skrzydłowego dla śmigłowców Apache.

Anduril Industries to amerykańska firma technologiczna specjalizująca się w tworzeniu zaawansowanych systemów obronnych, autonomicznych platform oraz rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję. Przedsiębiorstwo zostało założone w 2017 roku przez przedsiębiorcę Palmera Luckeya, znanego wcześniej jako współtwórca firmy Oculus VR.
Od początku swojej działalności Anduril postawił na połączenie oprogramowania, sztucznej inteligencji i klasycznych technologii wojskowych, chcąc tworzyć systemy, które mogą szybciej reagować na zagrożenia niż tradycyjne rozwiązania obronne.
Jej najmłodszym dzieckiem jest projekt Thunder - bezzałogowy śmigłowiec szturmowy, którego koncepcję własnie zaprezentowano.
Zmienić wojnę śmigłowców
Przez dekady śmigłowce szturmowe były jednym z najważniejszych narzędzi wojsk lądowych. Maszyny takie jak amerykański AH-64 Apache dawały wojskom możliwość szybkiego przełamywania obrony przeciwnika, niszczenia czołgów i wspierania piechoty z powietrza. Wojna na Ukrainie pokazała jednak, że czasy bezkarnego działania śmigłowców blisko linii frontu powoli się kończą.
Powszechne użycie tanich dronów, amunicji krążącej i systemów obserwacyjnych sprawiło, że przestrzeń kilka metrów nad ziemią stała się jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc na współczesnym polu walki. Amerykańska firma Anduril Industries uważa, że odpowiedzią na ten problem nie będzie rezygnacja ze śmigłowców szturmowych, ale stworzenie autonomicznych maszyn, które będą działały razem z załogowymi statkami powietrznymi.
Tak narodził się projekt Thunder, bezzałogowego śmigłowca szturmowego nowej generacji, który ma pełnić rolę skrzydłowego dla maszyn takich jak Apache.
Wojna dronów zmieniła zasady gry
Współczesne pole walki to system naczyń połączonych, w którym każdy ruch może zostać wykryty przez przeciwnika. Drony rozpoznawcze stale obserwują teren, przekazują dane artylerii i naprowadzają broń precyzyjną. Jednocześnie tanie bezzałogowce uderzeniowe mogą zaatakować nawet bardzo drogie systemy uzbrojenia.
Dla śmigłowców szturmowych oznacza to poważny problem. Maszyna, która kiedyś mogła zbliżyć się do przeciwnika na niewielką odległość i zaatakować go z ukrycia za przeszkodami terenowymi, dziś musi liczyć się z radarami, przenośnymi rakietami przeciwlotniczymi i rojami niewielkich dronów. Doświadczyli już tego Rosjanie w Ukrainie, gdzie stracili wiele śmigłowców szturmowych zniszczonych w locie przez drony.
Według Andurila przyszłość lotnictwa wojsk lądowych będzie wymagała połączenia człowieka i autonomicznych maszyn. Pilot nadal będzie podejmował najważniejsze decyzje, ale część najbardziej ryzykownych zadań przejmą bezzałogowce.
Thunder nie jest klasycznym śmigłowcem
Największą różnicą między Thunderem a tradycyjnymi śmigłowcami jest jego konstrukcja. Maszyna wykorzystuje układ przechylnych wirników, podobny do tego zastosowanego w Bell Boeing V-22 Osprey. Dzięki temu może startować i lądować pionowo jak śmigłowiec, ale podczas lotu poziomego działa bardziej jak samolot.
To rozwiązanie ma zapewnić znacznie większy zasięg niż w przypadku klasycznych śmigłowców szturmowych. Thunder ma być zdolny do działania z dala od stałych baz lotniczych, także z improwizowanych lądowisk czy miejsc, w których tradycyjne samoloty nie mogłyby operować.

Maszyna powstaje jako wojskowa odmiana platformy rozwijanej wspólnie z firmą Archer Aviation, która zajmuje się elektrycznymi statkami powietrznymi dla rynku cywilnego. Wojskowy wariant ma wykorzystywać hybrydowy napęd elektryczny oraz specjalne wirniki pozwalające ograniczyć zużycie paliwa i hałas.
To ostatnie może mieć duże znaczenie podczas działań na małej wysokości. Im ciszej porusza się maszyna, tym trudniej wykryć ją przeciwnikowi.
Bezzałogowy nosiciel rakiet i dronów
Thunder został zaprojektowany jako platforma wielozadaniowa. Nie ma zastąpić jednego konkretnego typu maszyny, ale działać jako latający magazyn uzbrojenia, rozpoznania i systemów walki elektronicznej.
W jego wewnętrznych modułach uzbrojenia można będzie przenosić różne rodzaje wyposażenia, od rakiet przeciwpancernych, przez małe drony uderzeniowe, aż po systemy przeciwdziałania bezzałogowcom.
Według założeń producenta jedna maszyna będzie mogła przenosić między innymi dziesięć pocisków powietrze-ziemia, kilkanaście dronów typu amunicja krążąca albo dziesiątki niekierowanych rakiet kalibru 70 mm. W przedniej części kadłuba przewidziano również miejsce na systemy zwalczania innych dronów.
Takie możliwości mają pozwolić wojsku wysyłać większą liczbę maszyn w najbardziej niebezpieczne rejony bez narażania dodatkowych pilotów.
Apache z bezzałogowym wsparciem
Ciekawym elementem projektu jest koncepcja współpracy Thunderów z załogowymi śmigłowcami szturmowymi.
Pilot Apache’a mógłby dowodzić kilkoma autonomicznymi maszynami lecącymi razem z nim. Bezzałogowce mogłyby wykonywać część zadań - wykrywać cele, przenosić dodatkowe rakiety albo odciągać uwagę przeciwnika.
Anduril zakłada, że połączenie jednego śmigłowca załogowego z trzema autonomicznymi maszynami pozwoli znacząco zwiększyć siłę ognia bez zwiększania liczby pilotów znajdujących się nad polem walki.
To podejście przypomina koncepcję lojalnego skrzydłowego, rozwijaną również dla samolotów bojowych. Człowiek pozostaje dowódcą zespołu, ale najtrudniejsze i najbardziej ryzykowne zadania wykonują drony.
Sztuczna inteligencja ma pomóc, a nie zastąpić pilota
Za autonomię Thundera odpowiada system oprogramowania Lattice rozwijany przez Andurila. Jego zadaniem nie jest samodzielne prowadzenie wojny, ale pomaganie operatorowi w podejmowaniu decyzji.
System ma analizować dane z wielu czujników, map i systemów rozpoznania, a następnie pomagać maszynie utrzymać trasę, omijać przeszkody i reagować na zagrożenia.
To ważne podczas lotu na bardzo małej wysokości, gdzie pilot ma niewiele czasu na reakcję. Drzewa, budynki, teren górzysty czy zakłócenia GPS powodują, że taki lot należy do najtrudniejszych zadań w lotnictwie wojskowym.
Thunder ma korzystać z kamer, czujników oraz systemów komputerowego rozpoznawania obrazu, aby móc działać także wtedy, gdy klasyczna nawigacja satelitarna będzie niedostępna.
Pierwszy lot zaplanowano na 2027 r.
Anduril deklaruje, że prace nad Thunderem już trwają, a firma prowadzi testy wykorzystujące pełnowymiarowe demonstratory technologii. Pierwszy lot właściwego prototypu planowany jest na 2027 rok.
Jeżeli projekt zostanie zrealizowany zgodnie z założeniami, może stać się jednym z przykładów nowego podejścia do lotnictwa wojskowego. Nie chodzi już tylko o budowanie coraz droższych i bardziej skomplikowanych maszyn, ale o tworzenie zespołów ludzi i autonomicznych systemów.
Wojna na Ukrainie pokazała, że liczba dostępnych platform i zdolność szybkiego reagowania mogą być równie ważne jak jakość pojedynczego pojazdu. Thunder ma być odpowiedzią na świat, w którym nawet najlepszy śmigłowiec musi liczyć się z tym, że przeciwnik widzi niemal wszystko.
Przyszłość lotnictwa szturmowego może więc nie należeć do samotnych maszyn, ale do całych zespołów załogowych i bezzałogowych statków powietrznych działających razem.
Dziennikarz Spider's Web, zajmuje się tematyką militariów i obronności. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Pisze o nowych technologiach, takich jak broń hipersoniczna czy laserowa. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.