Edward Warchocki to idealny szpieg. Luka pokazuje, jakie ryzyko stwarzają chińskie roboty
Najpierw Edward Warchocki trafił do Sejmu, później na teren portu wojennego, a teraz okazuje się, że oprogramowanie robotów jego producenta miało poważne problemy z bezpieczeństwem.

Edward Warchocki swoimi wizytami w polskim Sejmie i Porcie Wojennym w Świnoujściu wywołał dyskusję na temat kwestii bezpieczeństwa i granic dostępu obecnych technologii do najbardziej wrażliwych elementów państwa polskiego. Jeżeli ktoś myślał, że to jedynie biadolenie foliowych kapeluszy, to mam złą wiadomość. Badacze znaleźli w oprogramowaniu robotów Unitree luki pozwalające na zdalne wykonanie własnego kodu, a więc potencjalne przejęcie kontroli nad zaatakowaną maszyną.
Producent Edwarda Warchockiego ma dziurawe oprogramowanie
Jedna z wykrytych podatności umożliwiała atakującemu przesłanie do robota własnego programu, który następnie mógł zostać uruchomiony z najwyższymi uprawnieniami. Badacze odkryli również drugi problem związany z mechanizmem programowania robota przez aplikację mobilną.
Luki opisali Olivier Laflamme, znany w sieci jako Boschko i zawodowo pracujący jako AI Red Teamer w firmie HiddenLayer, oraz Ruikai, założyciel Pwn0. Badacze współpracowali przy analizie robota Unitree Go2, czyli zyli czworonożnej konstrukcji chińskiej firmy.
Jeden robot może otworzyć drogę do kolejnych
Pierwszy problem był szczególnie poważny. W podatnych wersjach oprogramowania Go2 atakujący mógł przesłać do robota własny kod programistyczny bez wcześniejszego uwierzytelnienia, a system wykonywał go z uprawnieniami administratora. Mówiąc mniej technicznym językiem: ktoś, kto znalazł odpowiednią drogę do komunikacji z robotem, mógł zmusić maszynę do uruchomienia przygotowanego przez siebie programu. Badacze wskazali, że mechanizm nie nakładał istotnych ograniczeń na uruchamiany kod.
Druga podatność dotyczyła sposobu, w jaki aplikacja mobilna przechowywała wcześniej przygotowane programy sterujące robotem. Manipulacja tym mechanizmem również mogła doprowadzić do uruchomienia własnego kodu na maszynie. Badacze podkreślili przy tym, że oba błędy wykorzystywały związane ze sobą elementy systemu programowania robota.
Łukasz Olejnik zwrócił uwagę na jeszcze bardziej niepokojący scenariusz. Jak napisał, podatność mogłaby posłużyć do stworzenia robaka, który po przejęciu jednego robota próbowałby automatycznie infekować kolejne urządzenia znajdujące się w pobliżu. Pojedyncze włamanie mogłoby więc potencjalnie stać się początkiem znacznie większego ataku na grupę robotów.
Laflamme i Ruikai przygotowali demonstracje działania obu błędów, a z ich relacji wynika, że zespół bezpieczeństwa Unitree potwierdził i odtworzył zgłoszone podatności podczas procesu odpowiedzialnego ujawniania problemu.
Unitree załatało część problemów
Według raportu potwierdzone jako podatne były różne wersje firmware'u Unitree Go2. Badacze zaznaczyli jednocześnie, że nie mieli możliwości przetestowania wszystkich wersji oprogramowania i wszystkich produktów producenta, dlatego lista nie jest kompletna. Z informacji uzyskanych przez nich od Unitree wynika, że poprawki trafiły do aktualizacji V1.1.13, choć jedna z podatności mogła pozostać niezałatana w edukacyjnej odmianie urządzenia ze względu na specyfikę tego wariantu.
Sami badacze nie przedstawiają jednak tych odkryć jako dowodu na to, że każdy robot Unitree można obecnie przejąć w ten sam sposób. Analizowali konkretny model Go2 i konkretne wersje jego oprogramowania. W raporcie wprost zastrzegają, że inne modele oraz starsze wersje firmware'u mogły, ale nie musiały, być podatne na podobne problemy
Czy Edward Warchocki był zagrożony? Tego nie wiemy
Postać internetowego celebryty została stworzona na bazie humanoidalnego modelu Unitree G1. Nie ma więc podstaw, by na podstawie badań Laflamme'a i Ruikaia stwierdzić, że konkretny egzemplarz Edwarda był podatny na opisane ataki albo że ktokolwiek przejął nad nim kontrolę. Nie można jednak przejść obojętnie wobec Edwarda biorąc pod uwagę luki w jego kuzynach oraz fakt, że robofluencer miał okazję gościć w miejscach, w których pod żadnym pozorem nie powinny znajdować się urządzenia elektroniczne o wątpliwych zabezpieczeniach
W marcu Edward pojawił się w polskim Sejmie na zaproszenie polityków Konfederacji. Wizyta szybko przestała być jedynie ciekawostką i wywołała dyskusję o bezpieczeństwie urządzeń produkowanych przez chińskie firmy. Eksperci cytowani przez PAP zwracali uwagę, że wpuszczenie humanoidalnego robota wyposażonego w sensory i systemy komunikacji do budynku parlamentu powinno być poprzedzone odpowiednimi procedurami bezpieczeństwa. Pojawiały się również pytania, czy maszyna została poddana kontroli kontrwywiadowczej.
Jeszcze większa burza wybuchła w ubiegłym tygodniu, gdy Edward znalazł się na terenie Portu Wojennego w Świnoujściu. Marynarka Wojenna wykorzystała go w nagraniu promującym paradę morską z okazji Święta Wojska Polskiego, ale publikacja szybko spotkała się z ostrą krytyką. Przypominano między innymi, że polskie wojsko ogranicza wjazd chińskich samochodów na tereny chronionych obiektów właśnie ze względu na obawy dotyczące elektroniki i możliwości pozyskiwania danych, podczas gdy chiński humanoid został wpuszczony na teren portu wojennego.
Marynarka później tłumaczyła, że robot przebywał wyłącznie w wyznaczonym miejscu, nie poruszał się swobodnie po jednostce i nie miał dostępu do infrastruktury ani miejsc zastrzeżonych. Krytycy odpowiadali jednak, że sama decyzja o wpuszczeniu urządzenia o niezweryfikowanym publicznie stanie zabezpieczeń do obiektu wojskowego była błędem. Poseł Artur Dziambor zwracał przy tym uwagę, że wcześniej Edward został niejako "uwiarygodniony" przez polityków i ministrów, którzy fotografowali się z nim i wykorzystywali jego popularność.
Gdyby postać Edwarda Warchockiego została stworzona z użyciem feralnych modeli z luką w oprogramowaniu, zapewne wywołałoby to ogólnokrajowy skandal. A tak rozejdzie się to po kościach i pewnie wszyscy zainteresowani zapomną o sytuacji - przynajmniej do kolejnego incydentu bezpieczeństwa lub kolejnego zaproszenia za kulisy działania państwa polskiego.
Czytaj też:
Redaktorka Spider's Web specjalizująca się w tematykach sztucznej inteligencji, smartfonów i oprogramowania. Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.