REKLAMA

Turyści jadą tam dla lwów, Polacy szukają przodków. Wielkie odkrycia w Serengeti

W 2024 r. Polacy odkryli w Serengeti ponad 30 stanowisk. Teraz wracają z regularnymi wykopaliskami i nowoczesnymi metodami datowania.

Polacy rozpoczęli wykopaliska w Serengeti. Mają 30 stanowisk

Turyści jadą do Serengeti oglądać milionowe stada gnu, lwy odpoczywające na skałach i bezkresną sawannę. Jak czytamy na łamach portalu Dzieje.pl, polscy archeolodzy patrzą na ten krajobraz zupełnie inaczej. Pod kamieniami, w jaskiniach i dawnych osadach rzecznych szukają śladów ludzi, którzy żyli tu dziesiątki lub setki tysięcy lat temu. Po krótkim rozpoznaniu przeprowadzonym w 2024 r. ruszyły pierwsze regularne, 2-miesięczne badania polskiej misji w samym sercu Serengeti.

To już nie jest zwykły rekonesans. Powstała prawdziwa baza badawcza

Wyprawą kieruje prof. Marta Osypińska z Uniwersytetu Wrocławskiego. W badaniach uczestniczy również Instytut Archeologii i Etnologii PAN, a po stronie tanzańskiej Tanzania Wildlife Research Institute, administracja parków narodowych i University of Dar es Salaam. Łącznie w Serengeti pracuje 17-osobowy zespół z Polski, Tanzanii i Czech. To pierwsza polska misja archeologiczna prowadzona w tym miejscu na tak dużą skalę.

Różnica względem wcześniejszego wyjazdu jest jednak zasadnicza. W 2024 r. badacze przemieszczali się po południowej części parku, sprawdzali dawne doniesienia, lokalizowali stanowiska i oceniali, które z nich mają największy potencjał. Teraz mogą rozpocząć regularne wykopaliska, pobierać serie próbek i dokumentować całe warstwy archeologiczne.

W centrum parku powstała baza pozwalająca zespołowi działać przez wiele tygodni. Trzeba było dowieźć tam komputery, sprzęt pomiarowy, materiały do zabezpieczania znalezisk, wyposażenie kuchni, pomieszczeń mieszkalnych i zaplecza laboratoryjnego. Każda skrzynia przejechała setki kilometrów, zanim archeolodzy mogli wbić pierwszą łopatę.

Mają już ponad 30 miejsc do sprawdzenia

Polacy nie weszli oczywiście do parku na oślep. Podczas pierwszego sezonu zarejestrowali ponad 30 nieznanych lub słabo rozpoznanych stanowisk o dużym potencjale naukowym. Zweryfikowali także miejsca znane wcześniej jedynie z dawnych relacji i niedokładnych map.

Najciekawsze okazały się granitowe ostańce nazywane kopjes. To charakterystyczne skupiska skał wystające ponad płaską sawannę, które wielu widzów kojarzy z obrazami z Króla Lwa. Dzisiaj odpoczywają na nich lwy, ale dla dawnych mieszkańców stanowiły punkty obserwacyjne, osłonę przed pogodą i naturalne schronienie.

W szczelinach oraz niewielkich jaskiniach można znaleźć warstwy materiału pozostawiane przez kolejne pokolenia. Badacze natrafili tam na narzędzia kamienne, fragmenty ceramiki, kości zwierząt, ślady ognia i malowidła naskalne.

W jednym ze schronisk znajdował się ogromny depozyt celowo ułożonych kości. W innym odkryto również ludzkie szczątki. Na razie nie wiadomo, z jakiego dokładnie okresu pochodzą te znaleziska ani czy wszystkie należy łączyć z jedną społecznością. Właśnie dlatego potrzebne są regularne wykopaliska. Przedmiot znaleziony na powierzchni może wyglądać efektownie, ale bez informacji o warstwie, sąsiednich obiektach i wieku osadu opowiada bardzo ograniczoną historię.

Nie polują na pierwszego człowieka. Szukają historii, która nas stworzyła

Archeolodzy nie spodziewają się odnaleźć jednego, pierwszego człowieka, od którego rozpoczęła się cała ludzkość. Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od parku znajduje się Wąwóz Olduvai, jedno z najważniejszych miejsc badań nad ewolucją człowieka. Zachowały się tam skamieniałości homininów oraz narzędzia liczące ponad 2 mln lat.

Polska misja skupia się jednak głównie na znacznie późniejszych okresach: środkowej i późnej epoce kamienia w Afryce. To czas związany z pojawieniem się Homo sapiens oraz stopniowym rozwojem zachowań, które kojarzymy ze współczesnym człowiekiem. Nasi przodkowie udoskonalali narzędzia, skutecznie polowali, wykorzystywali ogień, planowali przemieszczanie się po krajobrazie, zdobywali surowce z odległych miejsc i tworzyli symbole. Nie wszystkie te umiejętności pojawiły się jednocześnie ani w jednym punkcie na mapie.

Dziś coraz mniej badaczy broni opowieści, według której Homo sapiens narodził się w jednej niewielkiej kolebce, a następnie wyszedł z niej jako gotowy gatunek. Bardziej prawdopodobny jest obraz wielu afrykańskich populacji, które przez setki tysięcy lat rozdzielały się, ponownie spotykały oraz wymieniały geny i wynalazki.

Jak pisaliśmy w tekście: Genomy sprzed 10 tys. lat wywracają obraz ewolucji. Piorunujące odkrycie, nawet stosunkowo późne populacje południowej Afryki potrafiły pozostawać odrębne przez niezwykle długi czas. Historia naszego gatunku bardziej przypomina sieć niż pojedynczą linię. Serengeti może uzupełnić w niej jedną z największych pustych przestrzeni.

Malowidła prowadzą do znacznie młodszych mieszkańców

Nie wszystkie ślady odkryte w Serengeti pochodzą z epoki pierwszych Homo sapiens. Park jest archiwum składającym się z wielu nakładających się historii. Odnalezione malowidła przedstawiają ludzi, antylopy, prawdopodobnie bydło oraz charakterystyczne tarcze masajskie. Do ich wykonania używano ochry, węgla i sproszkowanych kości.

To najprawdopodobniej znacznie młodsze ślady, niż narzędzia środkowej epoki kamienia. Mogą wiązać się z pasterskimi społecznościami, które wykorzystywały skalne schroniska w ostatnich tysiącleciach. Obecność ludzkich szczątków w jednej z jaskiń rodzi pytania o praktyki pogrzebowe. Niektóre dawne społeczności pasterskie nie zakopywały zmarłych w typowych grobach, lecz pozostawiały ciała w wybranych miejscach i pozwalały zwierzętom oraz naturze dokończyć proces.

To na razie jedna z hipotez, którą trzeba sprawdzić poprzez datowanie i analizę układu szczątków. Nie wolno wrzucać malowideł, ceramiki, kości i narzędzi kamiennych do jednego worka tylko dlatego, że znaleziono je w tej samej jaskini. Jak pisaliśmy w tekście: Odkryto najstarszy rysunek wykonany ręką człowieka. Przypomina hashtag, nawet bardzo prosty znak może okazać się ważnym dowodem na rozwój symbolicznego myślenia. Najpierw trzeba jednak ustalić, kto go wykonał i kiedy.

Dron stworzy mapę, izotopy odtworzą dawny klimat

Pamiętajmy, że współczesna archeologia nie kończy się na łopacie, pędzelku i fotografii znaleziska. Polska misja chce połączyć wykopaliska z badaniami całego krajobrazu. Drony, zdjęcia satelitarne i systemy GIS pozwolą przygotować dokładną mapę stanowisk oraz połączyć je z dawnymi rzekami, źródłami wody, ostańcami skalnymi i szlakami migracji zwierząt.

Próbki osadów mogą zostać poddane datowaniu luminescencyjnemu. Metoda pozwala określić, kiedy znajdujące się w ziemi ziarna minerałów po raz ostatni były wystawione na światło, a więc kiedy przykryła je kolejna warstwa. Analizy izotopowe kości i zębów pomagają natomiast rekonstruować dietę, źródła wody, przemieszczanie się ludzi i zwierząt oraz rodzaj roślinności występującej w danym okresie.

Przeczytaj także:

Z pojedynczego wykopu może więc powstać opowieść wykraczająca daleko poza listę znalezionych narzędzi. Badacze chcą zobaczyć cały układ: jak zmieniał się klimat, dokąd przesuwały się stada, gdzie pozostawała woda i w jaki sposób ludzie dostosowywali swoje zachowanie.

To szczególnie ważne, jeśli Serengeti rzeczywiście pełniło funkcję schronienia podczas okresów gwałtownych zmian klimatycznych. Miejsca ze stałą wodą i bogactwem zwierząt mogły pozwalać lokalnym populacjom przetrwać czas, gdy inne części Afryki stawały się zbyt suche albo nieprzewidywalne.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.