Od dziś patostreaming jest przestępstwem. Grozi za to więzienie
Patostreaming od dziś jest osobnym przestępstwem w Kodeksie karnym. Prawo obejmuje również ustawione sceny przemocy i poniżania.

Patostreamer nie będzie już odpowiadał wyłącznie za to, co zrobił człowiekowi albo zwierzęciu przed kamerą. Od 23 sierpnia samo publiczne rozpowszechnianie określonych patotreści w internecie może być osobnym przestępstwem. Nowy art. 255b Kodeksu karnego przewiduje do 3 lat więzienia, a gdy w materiale pojawia się małoletni, to nawet 5 lat.
Od dziś w Kodeksie karnym jest osobny paragraf
Nowelizację uchwalono 11 czerwca. Za było 419 posłów, przeciw 19, a 1 osoba wstrzymała się od głosu. Senat nie wprowadził poprawek, 17 lipca ustawę podpisał prezydent Karol Nawrocki, a 23 lipca została opublikowana w Dzienniku Ustaw. Po 30 dniach vacatio legis dochodzimy do dzisiejszej daty.
23 sierpnia do Kodeksu karnego wchodzi art. 255b dotyczący właśnie zjawiska, które przez lata określaliśmy zbiorczo jako patostreaming. Jeszcze w styczniu na Spider’s Web opisywaliśmy projekt przewidujący nawet 5 lat więzienia za patostreaming. Od tamtej pory przepis przeszedł jednak sporą przebudowę.
W maju zwracaliśmy uwagę, że pierwsze wersje miały poważny problem: katalog czynów był tak skonstruowany, że część typowych patostreamów mogła w ogóle wypaść poza nowy przepis. Finalne brzmienie jest inne.
Nie każdy głupi stream automatycznie oznacza 3 lata więzienia
Nowy przepis ma kilka warunków i wszystkie są ważne. Po pierwsze, materiał musi być publicznie rozpowszechniany za pośrednictwem sieci teleinformatycznej. Mówimy więc o internecie, a nie np. klasycznej telewizji czy prasie. Po drugie, sprawca musi działać w celu osiągnięcia korzyści majątkowej albo osobistej.
Chodzi o donejty, płatne subskrypcje, reklamy czy inne przychody. Korzyść osobista jest szerszym pojęciem. Biuro Legislacyjne Senatu podczas analizy ustawy wskazywało wprost na popularność i specyficznie rozumianą sławę, czyli po prostu o internetowy fejm. To bardzo istotne, bo patostreaming od lat opiera się dokładnie na takim mechanizmie. Im bardziej absurdalna, brutalna albo poniżająca scena, tym więcej widzów, wpłat i rozgłosu. Samo nagranie czegoś drastycznego telefonem nie sprawia więc automatycznie, że człowiek staje się patostreamerem w rozumieniu art. 255b.
Trzecim elementem jest to, co faktycznie znajduje się w materiale. Przepis obejmuje publiczne rozpowszechnianie treści przedstawiających popełnienie czynu zabronionego zagrożonego więzieniem, jeżeli przedmiotem zamachu jest dobro osobiste człowieka. Chodzi o dobra takie jak życie, zdrowie, wolność, nietykalność cielesna czy cześć. Osobno wymieniono przemoc wobec zwierzęcia naruszającą przepisy oraz poniżające traktowanie innej osoby.
I tutaj ustawodawca dopisał bardzo ważne 4 słowa: nawet za jej zgodą. Nie wystarczy więc postawić przed kamerą dwie osoby, kazać jednej upokarzać drugą i później tłumaczyć, że wszystko było ustalone, a uczestnik sam się zgodził. To odpowiedź na sposób, w jaki patotreści ewoluowały. Poniżenie samo w sobie stało się produktem sprzedawanym widzom.
Na Spider’s Web opisywaliśmy choćby sprawę patostreamera Kawiaqa, na którego transmisjach jedną z kobiet upito niemal do nieprzytomności, a podczas kolejnego streamu inna została brutalnie pobita. Wcześniej takie zachowania mogły oczywiście podlegać innym przepisom. Nowość polega na tym, że kodeks dostał teraz osobny typ przestępstwa dotyczący samego publicznego rozpowszechniania patotreści.
Stwierdzenie, że to było ustawione też już nie załatwia sprawy
Nowy paragraf przewiduje jeszcze jedną istotną rzecz. Do 3 lat więzienia może grozić również za rozpowszechnianie treści, które jedynie mogą wywołać przekonanie, że przedstawiają rzeczywistą przemoc, poniżanie albo inne zachowania objęte przepisem. Scena może więc być inscenizowana.
To zamyka dość oczywistą furtkę polegającą na produkowaniu coraz brutalniejszych materiałów, a później tłumaczeniu przed organami ścigania, że przecież wszystko było tylko przedstawieniem. Przepis jest pod tym względem dostosowany również do epoki deepfake'ów i treści generowanych cyfrowo. Kluczowy ma być charakter rozpowszechnianego materiału, a nie wyłącznie to, czy przedstawione wydarzenie rzeczywiście miało miejsce.
Gdy w nagraniu jest dziecko, robi się znacznie poważniej
Typ podstawowy zagrożony jest karą do 3 lat pozbawienia wolności. Jeżeli jednak treści przedstawiają małoletniego, dolna granica pojawia się już na poziomie 3 miesięcy, a górna rośnie do 5 lat więzienia. To szczególnie istotna część regulacji, bo dzieci wielokrotnie pojawiały się w internetowych materiałach, w których granica między kontrowersyjnym contentem a rzeczywistym krzywdzeniem praktycznie znikała.
Temat nowego prawa śledzimy na Spider’s Web od początku prac. 11 czerwca opisywaliśmy głosowanie, w którym Sejm przyjął zakaz przy przytłaczającej większości 419 głosów. Później została już tylko decyzja Pałacu Prezydenckiego. 17 lipca informowaliśmy, że Karol Nawrocki ustawę podpisał, choć jednocześnie sygnalizował, że nie uważa jej za pozbawioną wad.
Dzisiaj ten cały proces legislacyjny się kończy. Zaczyna się znacznie ciekawszy etap: pierwsze śledztwa i pierwsze orzeczenia pokażą, jak prokuratura oraz sądy będą rozumiały granice nowego przepisu.
Reporter nie pójdzie siedzieć za pokazanie przemocy
Ustawodawca przewidział też zabezpieczenie przed absurdem, w którym odpowiedzialność groziłaby np. dziennikarzowi pokazującemu materiał z wojny albo twórcy filmu fabularnego. Art. 255b wprost wyłącza czyn podejmowany w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, informacyjnej, prasowej lub naukowej, a także działanie służące ochronie interesu publicznego. Podczas prac właśnie precyzja nowego przestępstwa budziła jedne z największych obaw ekspertów.
Przeczytaj także:
Nowe prawo nie rozwiąże oczywiście całego problemu patostreamingu jednym ruchem. Nadal trzeba będzie zabezpieczać materiały, identyfikować autorów, wykazywać cel uzyskania korzyści oraz działać wobec treści publikowanych na zagranicznych platformach. Zmieniło się jednak coś fundamentalnego. Do wczoraj kodeks musiał gonić patostreamera za poszczególne zachowania widoczne przed kamerą. Od dziś również samo robienie internetowego produktu z przemocy i poniżenia dostało własny paragraf.
*Źródło grafiki wprowadzającej: anontae, Canva Pro / Canva Pro
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.