REKLAMA

Okręt podwodny zapoluje na samoloty. Podwodny strzał rozniesie się na cały ocean

Podwodne wyrzutnie włączą się do obrony lotniskowców. Cena będzie bardzo wysoka, bo odpalenie rakiety zdradzi pozycję okrętu.

Rakieta ER-S wystartuje spod wody. Nowa broń floty USA

Amerykańska marynarka pracuje nad rodziną pocisków Naval Modular Missile. Nie będzie to jedna rakieta, lecz kilka wersji zbudowanych z tych samych podstawowych elementów. Wspólnym rdzeniem ma być Terminal Stage Interceptor, czyli ostatni stopień odpowiedzialny za odnalezienie i zniszczenie celu. Ma około 25 cm średnicy i składa się z 5 modułów: głowicy naprowadzającej, części bojowej, komputera dowodzenia, silnika oraz układu sterowania.

Do tego rdzenia będzie można dołączać różne stopnie napędowe oraz kontenery startowe. Największy wariant zajmie całą komórkę pionowej wyrzutni Mk 41. Mniejsze pociski będą pakowane po 2 albo 4 w jednym szybie, zwiększając zapas amunicji na niszczycielach. Najciekawszy jest jednak NMM ER-S. Litera S odnosi się do wariantu przeznaczonego dla okrętów podwodnych typu Virginia wyposażonych w Virginia Payload Module. To dodatkowa sekcja kadłuba zawierająca cztery duże pionowe wyrzutnie.

W jednym takim szybie ma się zmieścić kontener z 7 pociskami. Okręt nie musi przeznaczać na nie całego dostępnego miejsca. Może zabrać mieszaną konfigurację obejmującą przeciwlotnicze ER-S, manewrujące Tomahawki i inną broń przeznaczoną do atakowania celów lądowych. Sam pocisk dostanie osłonę chroniącą go podczas przechodzenia przez wodę. Dopiero po wynurzeniu uruchomi właściwy napęd i ruszy w stronę celu.

Samolot polujący na okręt sam znajdzie się na celowniku

Pierwszym i najbardziej oczywistym przeciwnikiem będą samoloty oraz śmigłowce zwalczania okrętów podwodnych. Takie maszyny jak P-8A Poseidon przeczesują ogromne obszary oceanu, zrzucając boje hydroakustyczne i szukając śladów pozostawionych przez zanurzone jednostki.

Jak pisaliśmy w tekście: Sztuczna inteligencja będzie tropić chińskie okręty podwodne, dane z dziesiątek czujników mogą być automatycznie łączone, pozwalając załodze samolotu szybciej odnaleźć cel i skierować przeciwko niemu torpedę. Dotąd jednak przewaga była jednostronna. Okręt mógł próbować zgubić pościg, zakłócić pracę sonarów albo zaatakować jednostkę nawodną współpracującą z lotnictwem. Nie miał jednak operacyjnej broni pozwalającej uderzyć bezpośrednio w samolot.

ER-S ma to zupełnie zmienić. Już sama możliwość odpalenia rakiety zmusiłaby pilotów do zachowania większej odległości, zmiany wysokości i ostrożniejszego prowadzenia poszukiwań. Śmigłowiec wiszący nisko nad wodą z opuszczonym sonarem przestałby być niemal bezkarnym łowcą.

Okręt nie musi widzieć samolotu

Pod wodą nie da się włączyć zwykłego radaru i obserwować nieba. Okręt może wysunąć maszt, wypuścić czujnik albo zbliżyć się do powierzchni, ale w ten sposób zwiększa ryzyko wykrycia. Przy ataku na odległy samolot potrzebne będzie więc inne rozwiązanie. Amerykanie chcą przede wszystkim oddzielić czujnik od wyrzutni. Cel może zostać wykryty przez radar niszczyciela, samolot wczesnego ostrzegania, myśliwiec albo satelitę. Dane zostaną przesłane do zanurzonej Virginii, która będzie jedynie ukrytym stanowiskiem ogniowym.

W ten sposób okręt mógłby zaatakować maszynę znajdującą się poza zasięgiem jego własnych sensorów. Szczególnie cennymi celami byłyby samoloty wczesnego ostrzegania i dowodzenia oraz latające cysterny. Bez nich myśliwce przeciwnika widzą mniej, działają krócej i muszą operować bliżej własnych baz.

Podwodna wyrzutnia mogłaby też dołączyć do obrony grupy lotniskowcowej. Dzisiaj parasol tworzą przede wszystkim krążowniki, niszczyciele i lotnictwo pokładowe. Jak opisywaliśmy przy okazji nowych szwedzkich fregat przeciwlotniczych, okręt nawodny musi wykryć zagrożenie, śledzić je i wystrzelić odpowiedni pocisk z ograniczonego magazynu.

Virginia może stać znacznie dalej, pozostając niewidoczna i dokładając własne rakiety do wspólnej obrony. Przeciwnik nie będzie wiedział, z którego kierunku nadejdzie przechwycenie.

Jeden rdzeń, cztery różne pociski

Podwodny wariant jest najbardziej zaskakujący, ale stanowi tylko część większego planu. Amerykanie chcą stworzyć następcę obecnej rodziny rakiet Standard używanych przez flotę. Największy NMM-LR ma osiągać prędkość hipersoniczną i zwalczać cele na dużych odległościach. Mniejsze wersje DP-ER oraz QP-MR pozwolą umieszczać po 2 lub 4 rakiety w jednej komórce Mk 41.

To bardzo ważne, ponieważ współczesny okręt może zostać zaatakowany jednocześnie przez drony, pociski manewrujące i broń hipersoniczną. Jeśli każda odpowiedź zajmuje cały szyb, zapas szybko się kończy. Umieszczenie kilku mniejszych pocisków w jednej komórce pozwoli dłużej odpierać masowy atak.

Wspólna konstrukcja ma również uprościć samą produkcję. Różni dostawcy będą mogli wytwarzać osobno głowice naprowadzające, silniki, elektronikę i człony startowe. Marynarka USA zakłada, że po 5 latach od przyznania kontraktu przemysł powinien osiągnąć tempo 1000 pocisków rocznie. Na razie to jednak jedynie bardzo ambitny cel Program dopiero startuje, marynarka zbiera propozycje firm i może jeszcze zmienić wymagania. Na rozwój w roku budżetowym 2027 chce przeznaczyć 311 mln dolarów.

Odpalenie rakiety będzie krzykiem na cały ocean

Cały pomysł ma jednak jedną potężną wadę. Okręt podwodny przeżywa przede wszystkim dzięki ciszy. Start dużej rakiety wytworzy hałas, ślad cieplny i sygnał widoczny dla radarów oraz satelitów. Przeciwnik może nie poznać dokładnej głębokości, ale dostanie bardzo dobrą wskazówkę, gdzie rozpocząć poszukiwania.

Po strzale w stronę okrętu mogą ruszyć samoloty, śmigłowce, inne jednostki podwodne i torpedy. Virginia może zestrzelić jeden cenny cel, a chwilę później sama znaleźć się w centrum wielkiego polowania. Dochodzi do tego także problem łączności. Przesyłanie dużej ilości danych do zanurzonego okrętu jest trudne. Jednostka może być zmuszona do wysunięcia anteny albo podejścia bliżej powierzchni, co ponownie zwiększy ryzyko wykrycia.

Przeczytaj także:

Właśnie dlatego pocisk przeciwlotniczy nie zastąpi podstawowej obrony okrętu, czyli skrytości. Będzie narzędziem używanym wtedy, gdy zniszczenie samolotu, rakiety albo maszyny dowodzenia okaże się ważniejsze od zachowania tajemnicy.

Amerykanie od lat próbują zmienić Virginię w podwodny magazyn różnego uzbrojenia. Specjalna wersja Virginia SSW dostanie drony i wyposażenie do działań na dnie oceanu. NMM dołoży do tego ukrytą pod wodą baterię przeciwlotniczą. Największy efekt może zresztą pojawić się jeszcze przed pierwszym strzałem. Samolot szukający Virginii będzie musiał odtąd pamiętać, że gdzieś pod nim może znajdować się okręt, który nie tylko ucieka. Może również patrzeć w górę i czekać na odpowiedni moment.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: 12019, pixabay, Canva Pro

Marcin Kusz
Redaktor

Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.