REKLAMA

Nie kupuję już gier. Biorę subskrypcję, bo przestałem wierzyć we własność

Od dłuższego czasu nie kupuję już gier. Zamiast tego, gdy coś mnie interesuje, wybieram abonament, który zawiera dostęp do produkcji. Jest znacznie taniej i nie przejmuję się, że kiedyś odbiorą mi dostęp.

Nie kupuję już gier. Biorę subskrypcję, bo przestałem wierzyć we własność

Od zawsze byłem graczem ukierunkowanym na produkcje skupiające się na rywalizacji. Stąd bardziej cieszyły mnie tytuły dla wielu graczy niż klasyczne pozycje dla jednej osoby z historią i decyzjami. Jest jednak kilka wyjątków: np. seria Assassin’s Creed, której wszystkie części znam na wylot. Aby przejść ostatnie wydania, wcale ich nie kupowałem. Zdecydowałem się na abonament, który oferuje do nich dostęp.

Subskrypcja zamiast kupna gry

Ostatnio - 9 lipca 2026 r. - Ubisoft wydał Assassin’s Creed Black Flag Resynced, czyli odświeżoną wersję gry wydanej w 2013 r. Produkcja skupiająca się na złotej erze piractwa jest szczególnie bliska mojemu sercu. Jako nastolatek ukończyłem ją wiele razy. Nie jestem pewien, ile dokładnie – ale podejrzewam, że ze 3-4 razy. W niektórych podejściach starałem się też ukończyć możliwie największą część zadań i celów pobocznych.

Gdy kilka miesięcy temu usłyszałem, że twórcy szykują nową wersję gry, niezwykle się ucieszyłem i czekałem na debiut z ogromnym zniecierpliwieniem. Przedsprzedaż ruszyła pod koniec kwietnia 2026 r., gdy ujawniono więcej informacji na temat produkcji. Nie będę ukrywał, że ze względu na nostalgię za oryginałem od początku myślałem nad zakupem przedpremierowym.

Produkcja trafiała do sprzedaży w dwóch wersjach:

  • Assassin's Creed Black Flag Resynced - 249,90 zł;
  • Assassin's Creed Black Flag Resynced Deluxe - 289,90 zł.

Grę wyceniono zatem bardzo podobnie do obecnie wydawanych produkcji, mimo że technicznie jest to niemal to samo, co wydano w 2013 r. W nowej części ulepszono grafikę, ale też usprawniono kilka elementów, takich jak walka, system ekwipunku czy ulepszanie statku, a także dodano nowe misje. Nowe gry AAA na PC kosztują ok. 300 zł, więc tutaj było wyraźnie taniej.

Ubisoft pozwala jednak na uzyskanie dostępu do nowych gier od razu po premierze w ramach subskrypcji nazwanej Ubisoft+. Ta kosztuje znacznie mniej niż faktyczny zakup gry: 74,90 zł/mies. Po dłuższym zastanowieniu się, zamiast kupować grę na własność, wybrałem miesięczną subskrypcję.

To się opłaca - ile można zaoszczędzić?

Oryginał zajmował ok. 40-50 godz. do ukończenia przy wykonywaniu większości misji pobocznych, więc założyłem, że ulepszona wersja będzie wyglądać podobnie. Wobec czego wykalkulowałem, że nawet jeśli zejdzie mi z tym dłużej i będę potrzebował ok. 2 miesięcy na przejście gry, to i tak zapłacę znacznie mniej, niż gdybym kupował do niej bezpośredni dostęp.

Bardziej interesowała mnie wersja Deluxe kosztująca niemal 300 zł, natomiast w abonamencie dostajemy właśnie to lepsze wydanie zawierające dodatkową zawartość. Gdyby moje przewidywania się sprawdziły, dwumiesięczny dostęp kosztowałby mnie niecałe 150 zł. Czyli dwa razy taniej, niż gdybym zdecydował się na klasyczny zakup gry, np. na Steamie.

Sam Ubisoft mocno promuje swój abonament

Jednak w praktyce grę przeszedłem znacznie szybciej. Nie ukrywam, że odświeżony świat piratów i assassynów mnie pochłonął. Ukończyłem ją w ok. 38 godz., przy czym oprócz głównej historii wykonałem większość misji pobocznych i zaliczyłem większość lokacji z kilkoma wyjątkami. Oryginał znałem praktycznie na pamięć, więc czułem się jak w domu, co znacząco pomogło w ukończeniu nowej wersji.

Mimo że abonament wykupiłem na miesiąc, wystarczyły mi niecałe dwa tygodnie. Oznacza to, że za dostęp do gry zapłaciłem tylko 74,90 zł - czyli jakieś 1/4 ceny gry kupowanej na własność. Na jednej produkcji zaoszczędziłem więc 200 zł. W ostatnich latach podchodziłem podobnie do poprzednich gier Ubisoftu. W ten sposób ukończyłem Assassin’s Creed Mirage, Valhallę i liznąłem Shadows, który ze względu na ogromną mapę i powtarzalność misji nie przekonał mnie do dalszej rozgrywki.

Gry nie były i nie są naszą własnością

Gry kupowane na komputery osobiste poprzez platformy, takie jak Steam, nie są własnością. Kupno ich na zawsze jest praktycznie niemożliwe, z pomniejszymi wyjątkami, takimi jak polski GOG. Natomiast u innych dostawców, klikając przycisk Kup, nabywamy wyłącznie klucz licencyjny, który zapewnia graczowi prawo dostępu do gry na określonych w licencji warunkach.

Wobec czego gracz nie może liczyć, że raz zakupiona przez niego gra będzie dostępna na zawsze. Twórcy po kilku latach od premiery mogą wyłączyć serwery niezbędne do działania części lub całej gry. Najgłośniejszym przykładem odebrania gry była decyzja Ubisoftu (notabene odpowiedzialnego za serię Assassin’s Creed), który całkowicie odebrał graczom dostęp do The Crew po 10 latach od premiery, usuwając grę z kont graczy.

Większość twórców pozostawia gry w bibliotece, ale wyłącza serwery i znacząco ogranicza graczom możliwości. Aby nie mieć w przyszłości takich problemów, po prostu nie kupuję gier. Nawet jeśli zapłacę za nie 300 zł, nie są moją własnością. W subskrypcji gram w to, co mnie interesuje, i idę dalej. Takie czasy, że nieposiadanie niczego jest bardziej opłacalne.

Czytaj też:

Albert Żurek
Redaktor

Redaktor działu nowe technologie w Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce sprzętu i oprogramowania, a także telekomunikacji. Od najmłodszych lat fan elektroniki - komputerów, laptopów i smartfonów, z którą odkąd tylko mógł, spędzał masę czasu. Z czasem swoją pasję zamienił w pracę, początkowo pisząc o technologiach mobilnych, a następnie o (prawie) wszystkim związanym z technologią. Poprzednio pisał na łamach Tabletowo.pl oraz oiot.pl, gdzie poruszał tematykę sprzętu komputerowego, systemów operacyjnych, aplikacji, smart home, sztucznej inteligencji, a także nauki. Oprócz technologii jest wielkim fanem mody, a po godzinach pracy spędza czas ze słuchawkami na uszach, w których przede wszystkim gra rodzimy hip-hop.