Splatoon Raiders to dowód, że Nintendo nie powinno spełniać moich życzeń - recenzja
Splatoon Raiders to eksperymentalny projekt od twórców popularnej serii PvP dla Nintendo. Na papierze nowa gra jest wszystkim, czego chciałem od Japończyków. Mimo tego mocno się rozczarowałem, bo zawiodła realizacja.

Splatoon to „Call of Duty” według Nintendo. Sieciowa strzelanina, w której zamiast pocisków i wybuchów gracze oblewają się farbą. Wygrywa drużyna, która zamaluje większą powierzchnię areny, a fragi stanowią wyłącznie drogę do celu. Jest kolorowo, bez przemocy, a rozgrywka stoi na wysokim poziomie, za sprawą udanego wykorzystania sensorów ruchu.
Moim ulubionym modułem serii Splatoon nie są jednak starcia PvP, a osobny tryb Salon Run, w którym gracze walczą z hordą komputerowych wrogów. Konieczna jest współpraca, komunikacja oraz zgranie. Wsiąknąłem w Salmon Run po uszy, spędziłem z tym modułem irracjonalnie wiele godzin i marzyłem, aby twórcy stworzyli kiedyś grę skupioną właśnie na Co-Op PvE. Dostałem czego chciałem i… żałuję.
Na papierze Splatoon Raiders to spełnienie mojego życzenia. Najwyraźniej trzeba uważać, czego się życzy
Raiders wywala do kosza cały komponent PvP, koncentrując się na kooperacyjnym raidowaniu – wyruszaniu na misje z innymi graczami lub solo, walcząc z komputerowymi wrogami oraz zbierając lepsze wyposażenie. Dostałem więc dokładnie to, czego chciałem. Po kilkunastu godzinach zabawy – początkowo dobrze rokującej – wiedziałem już jednak, że Raiders jest tylko cieniem Splatoon 3.


Seria straciła bowiem cały urok wynikający ze społecznościowego charakteru. Wielka aglomeracja z S3, służąca za bazę wypadową, z masą NPC oraz rysunkami ręcznie tworzonymi przez graczy, zamieniła się w pustą stację wiertniczą. Mnogość trybów i modułów została ograniczona. Zniknęła unikalna zawartość, jak świetne promocje w sklepie na sprzęt czy specjalne sezonowe starcia.
W przeciwieństwie do Splatoon 3, po zobaczeniu napisów końcowych po prostu nie mam po co wracać do Raiders. Endgame został zrealizowany po linii najmniejszego oporu. Po prostu przechodzimy znaną zawartość z trudniejszymi modyfikatorami. Nie ma żadnego elitarnego trybu. Żadnej loży VIP za zasługi. Wyłącznie powtórka z rozrywki, pozwalająca wbijać kolejne poziomy. Po co mi one? Nie wiadomo, bo w trybie Co-Op wyzwanie skaluje się do poziomu każdego gracza osobno.
Splatoon Raiders to technologiczny regres. Gra wygląda gorzej niż Splatoon 3 dla pierwszego Switcha
Splatoon Raiders jest puste, smutne i szare. Jestem rozczarowany zwłaszcza projektami poziomów. Wyspy, które zwiedzamy solo lub w kooperacji, są do bólu monotonne. Mają się nijak do miasta-lobby ze Splatoon 2, stylowych miejscówek z kampanii S3 czy pejzaży z fabularnego DLC. To szokujące o tyle, że przecież Switch 2 powinien gwarantować Raidersom technologiczny skok. Zamiast niego jest odczuwalny regres.
Rozczarowująca oprawa ma jednak pewne pozytywne implikacje. Produkcja działa na Switchu 2 jak marzenie. Mamy stabilne 60 klatek na sekundę, nawet z armią wrogów widoczną na ekranie. Gra śmiga niezwykle płynnie, jest responsywna, a wczytywanie lokacji trwa zaledwie moment. Rozgrywka sieciowa także nie generuje odczuwalnych szarpnięć, chociaż na ekranie potrafi się dziać istny armagedon.


Nie mogę za to darować Nintendo, że w Splatoon Raiders zabrakło kooperacji na jednym, podzielonym ekranie telewizora. Jeżeli jakakolwiek produkcja idealnie pasuje do takiego trybu zabawy, to właśnie ta. Niestety, z innymi graczami możemy bawić się wyłącznie poprzez sieć. Oczywiście konieczny jest wykupiony abonament NSO. Ech Nintendo, co się z wami porobiło. Zabrakło tutaj wyczucia.
Te wpadki bolą, bo na poziomie surowej rozgrywki Splatoon Raiders to bardzo przyjemna gra
Splatoon to współcześnie jedyna seria (nie licząc gier VR), która oferuje przyjemne, naturalne sterowanie z użyciem sensorów ruchowych. Prucie farbą do grup wrogów daje masę frajdy, zwłaszcza w trybie telewizyjnym. Taki sposób zabawy stanowi bardzo przyjemną odskocznię od tradycyjnie nawigowanych shooterów. Co najważniejsze, nie męczy, nawet podczas dłuższych sesji.
Jestem też pod dużym wrażeniem walk z bossami. Zostały świetnie zaprojektowane. Bestie są unikalne, trzeba znaleźć na nie sposób, a poziom trudności nie wybacza. Splatoon Riaders wymaga od graczy dopasowania arsenału do przeciwnika, przez co przemyślane buildy nabierają potężnego znaczenia. Sklejanie zestawu złożonego z broni, dwóch umiejętności, pasywnych bonusów i super ataku to połowa klucza do sukcesu.
Splatoon Raiders zdecydowanie nie jest prostą grą. Wymaga eksperymentowania z ekwipunkiem, sprytu, a także szczypty grindu. Dla mnie to świetna sprawa, ale przypuszczam, że młodsi gracze mogą być w lekkim szoku. Na szczęście inni posiadacze Switcha 2 chętnie im pomogą. System SOS to jeden z tych dobrze zaprojektowanych elementów recenzowanego tytułu.


Splatoon Raiders to pierwsza odsłona serii, której nie jestem w stanie polecić. Nawet fanom farbowania
Twórcy mają solidne podstawy: sterowanie ruchem, świetnych bossów, masę przedmiotów do zdobycia. Nie potrafią jednak postawić udanej pętli rozgrywki na dobrych fundamentach. Zamiast czerpać garściami z najlepszych rozwiązań takich serii jak Destiny, Borderlands czy nawet Diablo, Japończycy wykonali niezbędne minimum. Zrobili co mieli, wypięli się na endgame i uznali, że pora na CS-a.
Największe zalety:
- Świetna optymalizacja, gra działa jak rakieta, także online
- Sterowanie ruchem jak zwykle wzorowe, ewenement branży
- Dobrze zaprojektowane, trudne walki z bossami
- System SOS świetnie działa, gracza sobie pomagają
Największe wady:
- Graficzny i stylowy regres względem Splatoon 3 na starszą konsolę
- Jak to nie ma co-opa na podzielonym ekranie TV?!
- Endgame po linii najmniejszego oporu. Nie ma po co wracać do gry
- Nie ma tej społecznościowej magii z poprzedniej odsłony
- Duża powtarzalność lokacji, Japończykom zabrakło fantazji
Ocena recenzenta: 6+/10
Quasi-kampanię przeszedłem z przyjemnością, ale na tym koniec. Nie mam po co wracać, nie czuję ekscytacji, nie widzę ciekawych perspektyw. Nintendo po raz kolejny udowodniło, że nie do końca rozumie, na czym polega fenomen współczesnych subgatrunków gier. Nie wiem czego zabrakło - budżetu, wiedzy czy fantazji – ale Splatoon Raiders po prostu się nie broni.
Na tle Splatoon 3 nowe Splatoon Raiders wypada niezwykle blado. Zbyt wiele rzeczy poszło nie tak
Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.