Alert RCB zmienił się w pogodynkę. Obudzi cię w środku nocy
To miało być coś, na co wszyscy musimy zwrócić natychmiastową uwagę. Komunikaty o pilnych i groźnych zdarzeniach dostarczane sprawnie wszystkim obywatelom to dobry fundament bezpiecznego państwa. Tymczasem brakuje tam już tylko info o promocji na hot doga na Orlenie.

W teorii Alert RCB to genialny pomysł. Państwo, które potrafi w kilka sekund ostrzec obywateli przed realnym zagrożeniem - powodzią, pożarem, skażeniem, wojną - brzmi jak coś, co powinno działać jak dobrze naoliwiona maszyna. W praktyce jednak coraz częściej przypomina raczej głośny megafon, który krzyczy o wszystkim i o niczym. Na moim telefonie komunikaty z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa pojawiają się niemal codziennie. Jednego dnia ostrzeżenie przed burzą, drugiego przed upałem, trzeciego przed zatruciem czadem, czwartego przed… marznącym deszczem. Czasem z linkiem, który nie działa. Czasem z treścią, która bardziej przypomina poradę z „Poradnika domowego” niż alarm państwowy.
Od poważnego ostrzeżenia do codziennego spamu
System Alert RCB powstał w 2018 r., a jego zadaniem było informowanie obywateli o nagłych zagrożeniach dla życia i zdrowia. W praktyce jednak granica między „nagłym” a „potencjalnym” zaczęła się rozmywać. Burza z gradem? Alert. Silny wiatr? Alert. Upał? Alert. Ryzyko zatrucia czadem, bo ktoś może mieć stary piecyk gazowy? Alert.
Czytaj też:
W efekcie, zamiast reagować na sygnał jak na coś wyjątkowego, większość z nas zaczyna go ignorować. Jeśli ostrzeżenie pojawia się zbyt często to przestaje być ostrzeżeniem. Staje się tłem, szumem informacyjnym. A gdy naprawdę wydarzy się coś poważnego to wielu z nas nawet nie spojrzy na ekran.

Jest to tym bardziej trudne do przełknięcia, bo… nie można odmówić systemowi skuteczności technicznej. Alert RCB wykorzystuje mechanizm Cell Broadcast, który pozwala wysyłać wiadomości do wszystkich urządzeń znajdujących się w danym obszarze sieci komórkowej. To rozwiązanie stosowane na całym świecie - od Japonii po Stany Zjednoczone - i rzeczywiście potrafi uratować życie. Problem w Polsce nie leży w technologii, lecz w strategii komunikacji. Zamiast precyzyjnie targetować ostrzeżenia system często wysyła je masowo, obejmując całe województwa. Efekt? Mieszkaniec Warszawy dostaje ostrzeżenie o burzy, która faktycznie przechodzi 150 kilometrów dalej. Albo komunikat o gradzie, który w jego rejonie nigdy nie spadnie.
Nie chodzi o to, że ostrzeżenia są niepotrzebne
Wręcz przeciwnie - w sytuacjach kryzysowych mogą być bezcenne. Ale gdy komunikaty zaczynają przypominać pogodowe powiadomienia z aplikacji, to system traci powagę. W jednym z alertów, który dostałem, MSWiA zachęcało do pobrania „poradnikbezpieczenstwa.gov.pl”. Link nie działał. W innym - ostrzegano przed zatruciem czadem w czasie upałów. W kolejnym - przed burzą, która miała nadejść „dziś i w nocy” (nie nadeszła). To nie są informacje, które wymagają natychmiastowej reakcji. To raczej przypomnienia, że pogoda w Polsce bywa kapryśna. I choć intencja jest dobra to forma sprawia, że system zaczyna być postrzegany jako spam z rządowym logo.
Im częściej dostajemy alerty, tym mniej się nimi przejmujemy. To paradoks, który powinien być sygnałem ostrzegawczym dla twórców systemu. RCB ma potencjał, by być narzędziem realnej ochrony - ale tylko wtedy, gdy będzie używane z umiarem. W przeciwnym razie stanie się kolejnym źródłem irytacji, jak reklamy w aplikacjach pogodowych. Warto też zauważyć, że w krajach takich jak Japonia czy USA alerty są warstwowe - różnią się poziomem pilności. Ostrzeżenie o trzęsieniu ziemi brzmi inaczej niż komunikat o silnym wietrze. W Polsce wszystko jest „UWAGA!” - niezależnie od tego, czy chodzi o grad, czy o skażenie chemiczne.
Może czas, by RCB przestało być systemem „wszystko albo nic”
By zamiast krzyczeć do wszystkich zaczęło mówić do tych, których naprawdę dotyczy zagrożenie. Może warto wprowadzić poziomy alertów - od informacyjnych po krytyczne. Może warto dodać opcję personalizacji, by użytkownik sam decydował, czy chce dostawać ostrzeżenia o pogodzie, czy tylko o realnych zagrożeniach. Bo dziś Alert RCB przypomina trochę ten moment, gdy telefon wibruje, a my nawet po niego nie sięgamy - bo wiemy, że to znowu „burza, grad, silny wiatr”.
Bezpieczeństwo to nie tylko technologia, ale też zaufanie. A zaufanie buduje się nie przez częstotliwość komunikatów, lecz przez ich sensowność. Jeśli Alert RCB ma być narzędziem, które ratuje życie to musi przestać być narzędziem, które irytuje. Bo dziś, gdy widzę kolejne „UWAGA!” to nie czuję się bezpieczniej. Czuję się jak ktoś, kto właśnie dostał kolejny SMS od systemu, który zapomniał, że cisza też może być formą komunikacji.
Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.