REKLAMA

Alert RCB wywołał konsternację. "Zagrożenie, o którym nie myślimy w czasie upałów"

W całej Polsce rozesłano alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dotyczący zagrożenia, o którym wiele osób w ogóle nie myśli podczas letnich upałów.

W całej Polsce rozesłano alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dotyczący zagrożenia, o którym wiele osób w ogóle nie myśli podczas letnich upałów. Wysoka temperatura nie tylko zwiększa ryzyko udaru cieplnego czy odwodnienia, ale może również sprzyjać zatruciom tlenkiem węgla. To właśnie dlatego miliony Polaków otrzymały SMS z ostrzeżeniem, aby pamiętać o wietrzeniu mieszkań podczas korzystania z urządzeń gazowych.
REKLAMA

Wysoka temperatura nie tylko zwiększa ryzyko udaru cieplnego czy odwodnienia, ale może również sprzyjać zatruciom tlenkiem węgla. To właśnie dlatego miliony Polaków otrzymały SMS z ostrzeżeniem, aby pamiętać o wietrzeniu mieszkań podczas korzystania z urządzeń gazowych.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało do użytkowników telefonów komórkowych w całym kraju wiadomość o treści:

REKLAMA

"Uwaga! Upał zwiększa ryzyko zatrucia czadem. Jeśli używasz piecyków lub kuchenek gazowych, wietrz mieszkanie. Gdy źle się poczujesz – wezwij pomoc."

Choć czad najczęściej kojarzy się z sezonem grzewczym, eksperci od lat podkreślają, że zagrożenie nie znika wraz z nadejściem lata. Wręcz przeciwnie, podczas fal upałów może pojawić się w zupełnie innych okolicznościach.

REKLAMA

Tlenek węgla w upały zabija częściej, niż myślisz

Sytuacja jest poważna, co potwierdzają najnowsze raporty służb ratunkowych. Tylko w województwie śląskim od soboty do niedzielnego przedpołudnia Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach odnotowała około 300 interwencji związanych bezpośrednio z zagrożeniem tlenkiem węgla.

REKLAMA

Strażacy z Bielska-Białej już w ubiegłym tygodniu publicznie apelowali o ostrożność, przypominając, że czad nie zna sezonu i jest tak samo niebezpieczny w lipcu, jak i w grudniu. Z ich szacunków wynika, że nawet od 10 do 20 proc. wszystkich zatruć tlenkiem węgla w Polsce ma miejsce właśnie poza sezonem grzewczym.

REKLAMA

Fizyka kontra bezpieczeństwo

Na pierwszy rzut oka komunikat RCB może wydawać się zaskakujący. Większość osób utożsamia zatrucia tlenkiem węgla z zimą, gdy pracują piece, kominki i kotły grzewcze. Tymczasem zagrożenie istnieje przez cały rok, ponieważ czad powstaje wszędzie tam, gdzie dochodzi do niepełnego spalania paliw, takich jak gaz ziemny, propan-butan, drewno czy węgiel.

REKLAMA

Latem problem nie wynika z ogrzewania domów, lecz z warunków atmosferycznych i sposobu korzystania z urządzeń gazowych.

Dlaczego letnie upały stają się śmiertelną pułapką podczas korzystania z gazu? Tu trzeba przyjrzeć się prostej fizyce. W warunkach zimowych, kiedy na zewnątrz panuje niska temperatura, a w mieszkaniach jest ciepło, lżejsze, ogrzane powietrze naturalnie wędruje ku górze. Generuje to tak zwany ciąg kominowy, który skutecznie wysysa spaliny z piecyków gazowych czy przepływowych podgrzewaczy wody (popularnych junkersów) na zewnątrz budynku.

REKLAMA

Latem sytuacja drastycznie się odwraca. Gdy z nieba leje się żar, rozgrzane do czerwoności dachy budynków i wysoka temperatura powietrza zewnętrznego tworzą nad kominami niewidzialny, ciężki korek termiczny. Jeśli wewnątrz mieszkania, zwłaszcza w chłodniejszej łazience, temperatura jest niższa niż na zewnątrz, dochodzi do zjawiska ciągu wstecznego.

Powietrze, zamiast uciekać kominem wentylacyjnym lub spalinowym, zaczyna cofać się do wnętrza pomieszczenia. W efekcie toksyczne produkty spalania gazu, zamiast opuścić budynek, są wpychane prosto do naszych łazienek i kuchni.

REKLAMA

Czad nie daje wyraźnych sygnałów ostrzegawczych

Tlenek węgla jest szczególnie niebezpieczny dlatego, że człowiek nie jest w stanie go wykryć zmysłami. Nie ma zapachu, koloru ani smaku. Nie powoduje także podrażnienia oczu czy dróg oddechowych, dlatego jego obecność może pozostać niezauważona aż do momentu pojawienia się pierwszych objawów zatrucia.

Początkowo są one łatwe do pomylenia z przegrzaniem organizmu lub zwykłym zmęczeniem. Mogą pojawić się ból głowy, zawroty głowy, osłabienie, nudności, senność czy trudności z koncentracją. W czasie upałów wiele osób tłumaczy takie dolegliwości wysoką temperaturą, co może opóźnić reakcję.

REKLAMA

Jeżeli stężenie tlenku węgla wzrasta, dochodzi do zaburzeń świadomości, utraty przytomności, a w skrajnych przypadkach nawet do zatrzymania krążenia i śmierci. Czad wiąże się z hemoglobiną ponad 200 razy silniej niż tlen, przez co organizm bardzo szybko przestaje być odpowiednio dotleniany.

Jak ograniczyć zagrożenie podczas upałów?

Najważniejszą zasadą pozostaje zapewnienie skutecznej wentylacji. Nawet w czasie największych upałów nie należy całkowicie odcinać dopływu świeżego powietrza do pomieszczeń, w których pracują urządzenia gazowe. Krótkie, regularne wietrzenie może znacząco poprawić bezpieczeństwo.

REKLAMA

Warto również pamiętać o okresowych kontrolach instalacji gazowej oraz przewodów kominowych. Ich stan ma bezpośredni wpływ na prawidłowe odprowadzanie spalin. Specjaliści od lat podkreślają także znaczenie domowych czujników tlenku węgla. To stosunkowo niedrogie urządzenia, które potrafią wykryć niebezpieczne stężenie czadu jeszcze zanim pojawią się objawy zatrucia.

Jeżeli podczas korzystania z piecyka gazowego lub kuchenki ktoś z domowników nagle poczuje silny ból głowy, zawroty głowy albo osłabienie, należy natychmiast przerwać korzystanie z urządzenia, otworzyć okna, opuścić mieszkanie i wezwać pomoc. W przypadku zatrucia tlenkiem węgla liczy się każda minuta.

REKLAMA
Bogdan Stech
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web, zajmuje się tematyką militariów i obronności. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Pisze o nowych technologiach, takich jak broń hipersoniczna czy laserowa. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA