Od tygodnia dostaję Alert RCB codziennie. Czy kogoś tam srogo pogięło?
Telefon wibruje kolejny raz w tym tygodniu. "Uwaga! Dziś burze, silny wiatr, możliwe przerwy w dostawie prądu. Unikaj otwartych przestrzeni." Sprawdzam historię: wtorek, środa, piątek, sobota, dziś zapowiedź na jutro. 5 alertów w ciągu tygodnia. Czy to jest normalne?

RCB nie ostrzega już przed zagrożeniami - RCB po prostu komentuje pogodę
To nie jest czepianie się dla zasady. To podstawowa zasada działania każdego systemu ostrzegania - alert ma sens tylko wtedy, kiedy jest wyjątkiem. Straż pożarna nie włącza syreny za każdym razem, gdy pada deszcz. Tymczasem zarządzający RCB najwyraźniej doszli do wniosku, że "burza z gradem" w lipcu w Polsce to informacja tak przełomowa, że zasługuje na SMS budzący ludzi w środku nocy. Dosłownie w nocy, bo jeden z tych alertów przyszedł o 2:46. Zobaczcie zresztą sami:

Efekt jest odwrotny do zamierzonego
Psychologia ma na to nazwę - habituacja. Im częściej dostajemy ten sam bodziec bez realnych konsekwencji, tym szybciej przestajemy na niego reagować.
To dokładnie ten sam mechanizm, co z alarmem samochodowym, który wyje na parkingu przy byle dotknięciu maski. Na początku każdy się odwraca. Po dziesiątym razie nikt nie podnosi wzroku znad telefonu, nawet jeśli akurat ktoś naprawdę włamuje się do auta.
Różnica jest taka, że tu alarm włącza instytucja państwowa z ustawowym obowiązkiem ochrony ludności, a stawką nie jest lakier na masce, tylko realne ostrzeżenia przed czymś, co faktycznie zagraża życiu: powodzią, awarią systemów krytycznych, atakiem militarnym obcego państwa.
Kiedy przyjdzie alert, który naprawdę ma znaczenie, znajdzie nas w stanie pełnej alarmowej ślepoty
Bo nauczyliśmy się już, że "burza i możliwe przerwy w prądzie" to komunikat, który można przesunąć kciukiem bez czytania, by odznaczyć jako przeczytane. RCB swoim nadgorliwym rozsyłaniem robi dokładnie to, przed czym miało chronić - rozmiękcza czujność zamiast ją budować.
Jest w tym też coś kuriozalnego - alert o jutrzejszych ćwiczeniach syren kończy się słowami "zachowaj spokój". Serio? Trudno o spokój, kiedy telefon staje się kanałem powiadomień pogodowych z tonem grozy zarezerwowanym wcześniej dla sytuacji wyjątkowych.
System Alertów RCB powstał po to, żeby ratować życie w sytuacjach realnego zagrożenia
A nie żeby zastępować aplikację pogodową z dodatkowym poziomem stresu. Jeśli każda burza z wiatrem 60 km/h ma teraz status komunikatu ogólnokrajowego, to albo trzeba podnieść próg alarmowania, albo za jakiś czas ktoś przekona się boleśnie, że nikt już nie czyta tych SMS-ów do końca.
Wracam do pytania z tytułu - czy kogoś tam w RCB pogięło? Zaczynam podejrzewać, że tak. Instytucja, która miała mnie nauczyć czujności, właśnie uczy mnie czegoś dokładnie odwrotnego - że alarm to coś, co się zlewa obojętnością, bo tyle ich jest.
Czytaj także:
Ojciec założyciel i rednacz Spider's Web w jednym. Słynie z bufonowatych tyrad, w których ogłasza prawdę objawioną i jedyną. W Sieci zaczynał pisać, gdy większość Czytelników Spider's Web chodziła jeszcze w pampersach. Wymądrza się głównie na temat biznesu technologicznego, ale tak naprawdę ma wiele do powiedzenia na tematy wszelakie.