Europa rusza za flotą Putina. Będą abordażować
Unijne okręty ruszają na łowy na Oceanie Indyjskim. Tankowce z podejrzanymi banderami od teraz będą zatrzymywane i sprawdzane jak nigdy wcześniej.

Rosyjskie tankowce wywożą ropę do Azji przez Morze Śródziemne, Kanał Sueski, Morze Czerwone i Ocean Indyjski. Dotąd unijne kontrole kończyły się głównie w pobliżu Europy. Teraz okręty operacji Atalanta będą mogły zatrzymywać podejrzane jednostki także u wybrzeży Afryki i Omanu, a następnie wysyłać na ich pokłady zespoły kontrolne. UE nie dostała prawa do przejmowania każdego statku z rosyjskim ładunkiem. Uderza jednak w najsłabszy punkt floty cieni: fałszywe bandery i fikcyjne rejestracje.
Atalanta miała walczyć z piratami. Teraz zajmie się Putinem
Operacja Atalanta działa od 2008 r. w zachodniej części Oceanu Indyjskiego. Zaczynała jako odpowiedź na pirackie rajdy u wybrzeży Somalii – miała chronić statki handlowe, eskortować transporty pomocy humanitarnej i przywrócić porządek na jednym z najbardziej ruchliwych szlaków świata.
Jej obszar działania obejmuje kluczowy szlak morski. Obejmuje Zatokę Adeńską, wody przy Somalii, Morze Czerwone i dalej aż po akweny prowadzące w stronę Omanu. To właśnie tędy, przez Kanał Sueski, płynie rosyjska ropa do Indii, Chin i innych odbiorców w Azji – tysiące kilometrów trasy, na której każdy przystanek może mieć znaczenie.
Teraz Atalanta dostaje nowe zadanie. Państwa UE zgodziły się, by jej okręty sprawdzały bandery statków podejrzewanych o związki z rosyjską flotą cieni. To rozszerzenie misji, która jeszcze niedawno ścigała piratów, a dziś zaczyna ścigać coś znacznie bardziej skomplikowanego. Podobne uprawnienia ma już operacja Irini na Morzu Śródziemnym.
Nie chodzi o ropę, tylko o flagę
Unijna fregata nie może zatrzymać statku wyłącznie dlatego, że ten przewozi rosyjską ropę albo znajduje się na liście sankcyjnej. Na wodach międzynarodowych jednostka podlega przede wszystkim państwu swojej bandery. Podstawą kontroli będzie art. 110 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza. Pozwala on okrętowi wojennemu wejść na pokład, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie, że statek nie ma przynależności państwowej albo bezprawnie posługuje się cudzą flagą.
To właśnie mechanizm wykorzystywany przez flotę cieni. Stare tankowce często zmieniają nazwy, właścicieli i rejestry. Czasami pływają z dokumentami wystawionymi przez fikcyjnych pośredników albo strony udające oficjalne rejestry państwowe. Okręt Atalanty będzie mógł wezwać taką jednostkę do zatrzymania, wysłać zespół abordażowy i sprawdzić dokumenty, numer IMO oraz potwierdzenie rejestracji. Jeżeli bandera okaże się fałszywa, statek traci ochronę państwa, pod które się podszywał.
Samo wejście na pokład nie oznacza jeszcze konfiskaty tankowca ani ropy. Do dalszego zatrzymania nadal potrzebna będzie osobna podstawa prawna. Szczegółowe zasady użycia siły i plan działania Atalanty nie zostały ujawnione.
Pierwszy tankowiec już sprawdzili
Nowe uprawnienia ogłoszono kilka dni po praktycznym teście tej metody. 20 lipca żołnierze operacji Irini weszli na pokład objętego sankcjami tankowca MV South Star. Podejrzewano, że jednostka pływa pod fałszywą banderą. Kontrole przyniosły już szerszy efekt. Po wykryciu sfałszowanych dokumentów i fałszywych stron rejestrowych Kamerun usunął ze swojego rejestru 39 statków. Dla tankowca to poważny problem: bez ważnej bandery trudniej wejść do portu, zdobyć ubezpieczenie i znaleźć legalnego kontrahenta.
Jak pisaliśmy w tekście: Zmienili nazwę i banderę, żeby uciec Amerykanom. Dopadli ich, operatorzy floty cieni potrafią zmieniać nazwę i przynależność jednostki nawet podczas pościgu. UE chce odebrać im właśnie tę możliwość.
Flota cieni to setki starych tankowców o niejasnej strukturze własności. Formalnie należą do spółek z państw trzecich, korzystają z mało wiarygodnych ubezpieczeń, wyłączają system AIS i przeładowują ropę na otwartym morzu. Dzięki temu Moskwa sprzedaje surowiec poza zachodnim systemem usług morskich i omija limit cenowy. UE objęła sankcjami już ponad 600 podejrzanych jednostek, ale sama lista nazw i numerów nie zatrzymuje statku płynącego do Azji.
Przeczytaj także:
Jak pisaliśmy w tekście: Tak Rosja omija sankcje na morzu. Rozpracowali Putina, ale nikt nic nie robi, słabym punktem sankcji od dawna było ich egzekwowanie poza europejskimi portami. Rozszerzenie mandatu Atalanty sprawia, że presja trafia wprost na główną trasę rosyjskiego eksportu.
Statki z prawidłową rejestracją nadal będą chronione przez prawo morza. Kontrole zwiększą jednak ryzyko dla jednostek korzystających z fałszywych dokumentów i mogą zmusić państwa bandery do dokładniejszego czyszczenia własnych rejestrów. Putin wcześniej nazywał podobne zatrzymania piractwem. Moskwa może więc próbować chronić wybrane jednostki dyplomatycznie albo wojskowo, co zwiększa ryzyko incydentu na morzu.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Kelly, Pexels
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.