REKLAMA

Polska kupiła Apache, ale jest problem. Nie ma na czym szkolić pilotów

Nowe śmigłowce szkolno-bojowe mają zostać kupione w trybie pilnej potrzeby operacyjnej. W pakiecie powinny znaleźć się także symulatory.

Polska potrzebuje 400 pilotów. Stare maszyny nie wystarczą

Polska zamówiła 96 najnowocześniejszych śmigłowców szturmowych AH-64E Apache, lecz krajowy system szkolenia nadal opiera się na wysłużonych Mi-2 i jednosilnikowych SW-4 Puszczyk. Mamy już pierwszych pilotów, 8 leasingowanych Apache’ów i kursy prowadzone za granicą. Brakuje jednak środkowego szczebla: nowoczesnego śmigłowca, na którym można tanio i masowo przygotowywać załogi do lotów na maszynach bojowych. Wojsko właśnie uznało, że dłużej czekać się nie da.

Wojsko złożyło pilny wniosek

Jak czytamy na łamach Defence24, Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych złożyło wniosek o pozyskanie nowych śmigłowców szkolno-bojowych w ramach pilnej potrzeby operacyjnej. To jeszcze nie jest oczywiście klepnięty kontrakt i nie wybór konkretnego producenta. Jest to jednak istotny krok, ponieważ formalnie uznaje brak odpowiedniej platformy szkoleniowej za problem wymagający szybszej reakcji niż standardowy, wieloletni proces zakupu uzbrojenia.

Tryb pilnej potrzeby operacyjnej pozwala skrócić analizy, uprościć część procedur i szybciej przejść do pozyskania sprzętu. Stosuje się go wtedy, gdy armia potrzebuje konkretnej zdolności niezwłocznie, a oczekiwanie na realizację normalnego programu modernizacyjnego mogłoby zagrozić wykonywaniu zadań. W tym przypadku zegar już tyka. Pierwsze fabrycznie nowe AH-64E mają zostać dostarczone Polsce w 2028 r. Całe zamówienie na 96 maszyn powinno zostać zrealizowane do 2032 r. Jeżeli system szkolenia nie przyspieszy odpowiednio wcześniej, śmigłowce mogą docierać do baz szybciej, niż wojsko będzie w stanie tworzyć dla nich pełne, wyszkolone załogi.

Pilot ma dziś przeskoczyć kilka epok technicznych

Wojsko nie zostało oczywiście całkowicie bez śmigłowców, instruktorów i symulatorów. Przyszli piloci uczą się podstaw m.in. na niewielkich Robinsonach R44. W 4. Skrzydle Lotnictwa Szkolnego nadal wykorzystywane są Mi-2 oraz SW-4 Puszczyk. Polska dysponuje również 8 leasingowanymi od amerykańskiej armii AH-64D, przeznaczonymi m.in. do szkolenia załóg przed nadejściem wersji AH-64E. Problem polega na ogromnej przepaści pomiędzy poszczególnymi etapami.

Mi-2 to konstrukcja pamiętająca początek lat 60. SW-4 jest od niej znacznie młodszy, ale pozostaje lekkim śmigłowcem jednosilnikowym. Nadaje się do nauki techniki pilotażu, nawigacji, zawisu, startów, lądowań i reagowania na podstawowe sytuacje awaryjne. Nie odtwarza jednak pracy w nowoczesnej, dwusilnikowej maszynie wyposażonej w cyfrową awionikę, rozbudowane czujniki, systemy samoobrony, uzbrojenie, łączność taktyczną i wieloosobową załogę.

Pilot ma więc przejść z relatywnie prostego śmigłowca szkolnego do maszyny, która jest praktycznie latającym systemem walki. Brakującym elementem jest nowoczesna platforma do szkolenia zaawansowanego. Powinna pozwalać ćwiczyć loty na dwóch silnikach, według wskazań przyrządów, w goglach noktowizyjnych, w trudnych warunkach pogodowych oraz z wykorzystaniem systemów obserwacji i uzbrojenia.

Apache nie powinien służyć do nauki zawisu

Polska ma leasingowane Apache’e, więc teoretycznie mogłaby wykorzystać je do większej części szkolenia. Byłoby to jednak rozwiązanie wyjątkowo drogie i zwyczajnie nierozsądne. AH-64 jest śmigłowcem bojowym wymagającym rozbudowanej obsługi technicznej, specjalistycznego personelu i drogich części. Każda godzina zużyta na ćwiczenie podstawowych manewrów oznacza godzinę odebraną szkoleniu taktycznemu albo utrzymywaniu gotowości.

Młody pilot nie potrzebuje radaru kierowania ogniem, działka kal. 30 mm i możliwości współpracy z dronami, żeby po raz setny przećwiczyć podejście do lądowania. Potrzebuje tańszej maszyny, na której błędy nie zużywają resursu jednego z najdroższych śmigłowców świata. Podobnie wygląda szkolenie pilotów samolotów bojowych. Polscy lotnicy nie zaczynają nauki na F-16 ani F-35. Najpierw przechodzą przez kilka kolejnych platform, a dopiero na końcu trafiają do kosztownej maszyny operacyjnej.

W lotnictwie śmigłowcowym takiego nowoczesnego i spójnego ciągu nadal nie zbudowano. Wojsko posiada początek i koniec szkoleniowej drabiny, ale pomiędzy nimi brakuje kilku szczebli. Jak pisaliśmy w tekście: Śmigłowce Apache w Polsce. Potężny skok naprzód naszej armii, leasingowane AH-64D mają przygotować pilotów i techników do przyjęcia docelowych Guardianów. Nie są jednak maszynami, na których powinno się produkować pilotów od podstaw.

Potrzeba nawet 400 ludzi do latania

Skala problemu wynika tak naprawdę bezpośrednio z rozmiaru polskiego zamówienia. 96 Apache’ów będzie drugą największą flotą tych śmigłowców na świecie, ustępującą jedynie Stanom Zjednoczonym. W jednym AH-64 siedzą dwie osoby: pilot oraz drugi pilot pełniący jednocześnie funkcję operatora uzbrojenia. Samo stworzenie po jednej załodze dla każdej maszyny oznacza 192 wyszkolonych lotników.

Taki rachunek nie wystarcza. Potrzebni są zmiennicy, instruktorzy, piloci pozostający w szkoleniu, osoby czasowo niezdolne do lotu oraz rezerwa pozwalająca utrzymać działania przy dużej intensywności. Właśnie dlatego potrzeby całego programu szacowane są nawet na około 400 członków załóg.

Tradycyjna, 5-letnia droga przez Lotniczą Akademię Wojskową nie dostarczy tylu ludzi odpowiednio szybko. Uczelnia musi przecież kształcić również pilotów pozostałych śmigłowców, samolotów transportowych i maszyn bojowych.

Wojsko uruchomiło więc nową ścieżkę dla podoficerów. Pierwsza grupa liczy zaledwie 10 osób. Kursanci zaczęli od teorii, symulatorów i lotów na R44, następnie mają szkolić się w Wielkiej Brytanii na H135 oraz H145, a ostatnim etapem będzie nauka obsługi Apache’a w Stanach Zjednoczonych.

Pierwsi podoficerowie powinni być gotowi do pilotowania AH-64E na początku 2028 r. Program jest rozsądnym sposobem na poszerzenie puli kandydatów, ale jednocześnie doskonale pokazuje lukę sprzętową. Polska musi wysyłać kursantów za granicę, ponieważ nie dysponuje odpowiednim krajowym etapem szkolenia na nowoczesnych śmigłowcach turbinowych.

8 starszych Apache’ów kupuje nam czas

Rozwiązaniem pomostowym jest leasing 8 śmigłowców AH-64D od armii amerykańskiej. Maszyny stacjonują w Inowrocławiu i służą do przygotowania pilotów, techników oraz całego zaplecza potrzebnego do utrzymania nowej floty. To bardzo cenny etap. Załogi mogą poznawać specyfikę Apache’a, procedury, współpracę obu osób w kabinie i prowadzenie misji, zanim w 2028 r. pojawią się pierwsze AH-64E.

Jak pisaliśmy w tekście: Podniebne czołgi już w Polsce. To prawdziwy potwór na polu walki, AH-64D wykorzystywane przez Polskę mają część rozwiązań technicznych zbliżonych do najnowszej wersji. Osiem maszyn nie wystarczy jednak do wyszkolenia kilkuset osób od podstaw. Powinny być używane w końcowym etapie, gdy kursant zna już pilotaż, loty przyrządowe, pracę na dwóch silnikach oraz obsługę nowoczesnej awioniki.

Inaczej flota pomostowa zostanie zasypana zadaniami, które może wykonywać znacznie tańszy śmigłowiec. Apache zamiast przygotowywać ludzi do walki będzie wykonywał pracę szkolnej maszyny.

Szkolny śmigłowiec ma również walczyć

Wojsko nie chce maszyny przeznaczonej wyłącznie do kręcenia rund nad lotniskiem. Określenie szkolno-bojowy oznacza, że śmigłowiec powinien dać się wykorzystać również do lżejszych zadań operacyjnych. Może chodzić o rozpoznanie, obserwację, wskazywanie celów, przewóz niewielkich zespołów, ewakuację rannych, eskortę, zwalczanie dronów albo użycie lekkiego uzbrojenia.

Taki śmigłowiec nie zastąpi Apache’a w polowaniu na czołgi. Pozwoli jednak odciążyć go od zadań, do których nie potrzeba opancerzonej maszyny z ciężkim uzbrojeniem. Istotna będzie też możliwość ćwiczenia całej misji. Nowoczesny pilot nie tylko utrzymuje śmigłowiec w powietrzu. Musi korzystać z map cyfrowych, sensorów, łączności, noktowizji i danych przekazywanych przez inne jednostki. Powinien współpracować z wojskami lądowymi, dronami i artylerią. Nauka takich rzeczy dopiero w kabinie AH-64 byłaby kosztownym marnowaniem możliwości Apache’a.

Kupiliśmy finał szkolenia przed jego środkiem

Polska armia ma dziś sytuację, w której zamówiła potężną flotę bojową, ale dopiero buduje system zdolny regularnie dostarczać jej pilotów. Podobny problem pojawia się przy infrastrukturze. Jak pisaliśmy w tekście: Budowa bazy dla polskich Apache'ów opóźniona. Kłócą się o pieniądze i... susła, samo kupienie śmigłowców nie tworzy jeszcze gotowości bojowej.

Potrzebne są hangary, części, mechanicy, uzbrojenie, instruktorzy, symulatory i załogi. Każdy z tych elementów musi być gotowy odpowiednio wcześnie.

Przeczytaj także:

Dobrze, że wojsko wreszcie złożyło wniosek o pilne pozyskanie maszyn szkolno-bojowych. Źle, że konieczność zakupu środkowego szczebla szkolenia stała się naprawdę pilna dopiero po podpisaniu kontraktu na 96 Apache’ów. Nie potrzebujemy teraz kolejnej efektownej liczby śmigłowców. Potrzebujemy spójnej fabryki pilotów: od pierwszego zawisu, przez lot na dwóch silnikach i użycie sensorów, aż po końcowe szkolenie na AH-64. Apache można kupić w Stanach Zjednoczonych. Pilota, który będzie umiał wykorzystać wszystkie jego możliwości, trzeba jednak wyprodukować samemu.

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: US Army

Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.