REKLAMA

Podpisał obliczenia 1200 lat temu. Właśnie poznaliśmy astronoma Majów

Na ścianie w Xultun zachowały się obliczenia ruchu Wenus i Marsa oraz imię ich autora. To pierwszy znany astronom Majów.

Podpisał obliczenia 1200 lat temu. Właśnie poznaliśmy astronoma Majów

Nie był królem, wodzem ani bogiem. Nie prowadził armii, nie kazał wznosić piramid, nie zapisał się w kronikach jako zdobywca czy władca. Zamiast tego zostawił po sobie kilka linii obliczeń, naszkicowanych pospiesznie na ścianie niewielkiego pomieszczenia, jakby były tylko roboczą notatką, a nie śladem, który przetrwa ponad tysiąc lat.

Około 1200 lat później badacze, uzbrojeni w cierpliwość i nowoczesne metody analizy, złożyli 11 niemal niewidocznych hieroglifów w jedno zdanie: tak mówi Sak Tahn Waax. Imię to można przetłumaczyć jako Białopierśny Lis. Brzmi bardziej jak przydomek poety niż naukowca, a jednak tuż obok znajdowała się precyzyjna matematyczna formuła, łącząca skomplikowane kalendarze Majów z cyklami Wenus, Marsa i innych ciał niebieskich. To nie była przypadkowa notatka – to był fragment większego systemu wiedzy, zapisany ręką konkretnego człowieka.

Po raz pierwszy możemy więc spojrzeć na osiągnięcia astronomiczne Majów nie tylko jako anonimowy dorobek całej cywilizacji, ale jako efekt pracy jednostki. Sak Tahn Waax przestaje być bezimiennym kapłanem-astronomem z podręczników. Staje się kimś, kto siedział w półmroku, liczył, poprawiał i zostawił po sobie ślad, który dopiero teraz zaczynamy naprawdę rozumieć.

Imię ukrywało się na końcu obliczeń

Kluczowy zapis, oznaczony przez archeologów jako Tekst 19, znajdował się na wschodniej ścianie budynku 10K-2 w Xultun na terenie dzisiejszej Gwatemali. Powstał prawdopodobnie w drugiej połowie 8. wieku, niedługo przed wielkimi przemianami, które doprowadziły do wyludnienia licznych ośrodków Majów.

Na pierwszy rzut oka inskrypcja przypominała zabrudzenie albo resztki zniszczonego tynku. Wilgoć, korzenie i upływ czasu pozostawiły tylko delikatne ślady pigmentu. Badacze wykonywali fotografie, skany, rysunki w skali oraz obrazy w różnych zakresach światła, a następnie cyfrowo wzmacniali kolory i kontrast.

Z pozornie bezładnych plam wyłoniło się 11 bloków hieroglificznych. Dwa ostatnie zmieniły znaczenie całego tekstu. Pierwszy zawierał zwrot che-he-na, tłumaczony w przybliżeniu jako tak mówi lub oto słowa. Po nim zapisano imię SAK-TAHN-wa-xi – Sak Tahn Waax.

To konstrukcja przypominająca podpis, ale archeolodzy zachowują tutaj ostrożność. Nie wiadomo, czy Białopierśny Lis osobiście trzymał pędzel, czy inny skryba przepisał jego formułę. Nie da się też całkowicie wykluczyć, że był przełożonym zespołu i firmował pracę podwładnych. Pewne jest natomiast to, że człowiek noszący to imię został świadomie połączony z obliczeniami. W świecie, w którym znamy imiona wielu władców Majów, ale niemal żadnego z ich matematyków, to zasadnicza zmiana.

Jak pisaliśmy w tekście: Sensacja w Caracol. Odkryto grobowiec króla Majów sprzed 1600 lat, inskrypcje pozwalają archeologom odtwarzać całe dynastie i polityczne kariery. Sak Tahn Waax nie należał jednak do królewskiej rodziny. Jego imię przetrwało dzięki matematyce.

Taka ściana była tablicą starożytnego biura

Pomieszczenie odkryto w 2010 r. właściwie dzięki rabusiom. Nielegalnie wykopany tunel przeciął zasypany wcześniej budynek i odsłonił fragment malowidła. Student pracujący z ekspedycją zajrzał do otworu i zauważył ślady farby.

Wewnątrz zachowały się postacie związane z królewskim dworem, wizerunki skrybów oraz ponad 50 drobnych tekstów matematycznych i astronomicznych. Nie były monumentalnymi inskrypcjami przeznaczonymi dla tłumu. Wyglądały raczej jak notatki, tabele i robocze rachunki nanoszone na tynk przez ludzi wykonujących codzienną pracę.

W pobliżu znaleziono również narzędzia związane z produkcją papieru. Badacze podejrzewają więc, że pomieszczenie mogło być warsztatem skrybów, miejscem nauki albo zapleczem, w którym przygotowywano tablice trafiające później do kodeksów.

Ściana pełniła rolę tablicy suchościeralnej sprzed 1200 lat. Można było zapisać na niej datę, przeliczyć cykl planety, poprawić wynik i pozostawić kolejnemu pracownikowi gotową tabelę. To archeologiczne przeciwieństwo królewskiej steli: nie oficjalny komunikat, ale ślad pracy pozostawiony na zapleczu.

Właśnie dlatego znalezisko jest tak niezwykłe. Papirus, kora, drewno i włókna roślinne źle znoszą tropikalny klimat. Z ogromnej liczby ksiąg tworzonych przez Majów przetrwały zaledwie 4 kodeksy z czasów przedkolonialnych, wszystkie młodsze od zapisków z Xultun o kilkaset lat. Tutaj przypadkiem zachował się fragment procesu, który zwykle znikał razem z papierem.

Białopierśny Lis sprytnie połączył kalendarz z planetami

Formuła nie jest zwykłym dodawaniem dat. Łączy 260-dniowy kalendarz rytualny, rok słoneczny oraz cykle obserwowanych planet, w tym Wenus i Marsa. Dla Majów nie były to niezależne zegary. Powtarzające się położenia planet, dni kalendarzowe i rocznice mogły składać się w większe układy. Astronom szukał momentów, w których kilka cykli ponownie spotykało się w tym samym punkcie.

Wymagało to długotrwałych obserwacji oraz sprawnego posługiwania się wielkimi liczbami. Majowie używali pozycyjnego systemu liczbowego o podstawie 20 i znali pojęcie zera. Dzięki temu mogli obliczać daty sięgające daleko poza długość jednego ludzkiego życia.

Sak Tahn Waax nie tylko powtórzył znany schemat. Badacze uznają jego formułę za wyjątkową, ponieważ zestawia znane jednostki czasu w układzie, którego nie znaleziono w innych tekstach. Sposób opisania ruchu Wenus i Marsa może być wcześniejszym etapem tradycji znanej z późniejszego Kodeksu Drezdeńskiego.

Nie oznacza to, że Majowie znali heliocentryczny model Układu Słonecznego albo obliczali orbity tak jak współcześni astronomowie. Obserwowali niebo z powierzchni Ziemi i zapisywali rytm, w którym planety pojawiały się, znikały oraz powracały do podobnego położenia względem Słońca. Ich system działał jednak wystarczająco dobrze, aby tworzyć tablice obejmujące wiele lat i wiązać astronomię z życiem politycznym.

Astronom pomagał wybierać dni dla królów

Dla Majów liczenie ruchów gwiazd i planet nie było zwykłą zabawą w liczby. Kalendarz wpływał na daty ceremonii, koronacji, poświęcania budowli i wznoszenia monumentów. Wiedza o czasie była jednocześnie wiedzą naukową, religijną i polityczną.

Król potrzebował skrybów, którzy potrafili osadzić jego panowanie w większym porządku. Odpowiedni dzień nie był przypadkiem, lecz elementem komunikatu: wydarzenie miało nastąpić w chwili zgodnej z cyklami nieba, przodków i bogów.

To tłumaczy, dlaczego specjaliści widoczni na malowidłach z Xultun znajdowali się blisko dworu. Nie byli samotnymi badaczami patrzącymi w gwiazdy wyłącznie z ciekawości. Dostarczali elitom narzędzia do organizowania państwa i legitymizowania władzy.

Jak pisaliśmy w tekście: Kupiła stary wazon za grosze. Okazało się, że to bezcenny skarb, sztuka, pismo i polityka tej cywilizacji przenikały się niemal na każdym przedmiocie. Zapis astronomiczny również nie był czystą nauką w dzisiejszym rozumieniu. Miał praktyczne konsekwencje.

Na ścianie czekają jeszcze dziesiątki historii

Rozszyfrowanie nazwiska nie kończy badań. Spośród około 52 mikroinskrypcji tylko niewielką część udało się dotąd dokładnie odczytać. Część jest silnie zerodowana, inne zapisano różnymi charakterami pisma. To może oznaczać, że w pomieszczeniu pracowało kilku skrybów. Możliwe również, że Sak Tahn Waax pozostawił więcej notatek, ale podpisał tylko jedną, najbardziej kompletną formułę.

Badacze chcą rozpoznawać indywidualne ręce pisarzy podobnie jak grafolodzy porównują współczesne pismo. Układ linii, sposób malowania cyfr oraz kształty hieroglifów mogą zdradzić, które teksty stworzyła ta sama osoba.

Przeczytaj także:

Duża część Xultun wciąż znajduje się pod lasem. Stanowisko zajmuje kilka kilometrów kwadratowych, ale systematyczne badania rozpoczęły się stosunkowo niedawno. Kolejne warsztaty, domy i zasypane pomieszczenia mogą nadal przechowywać nazwiska uczonych, których historia dotąd traktowała jak anonimową zbiorowość.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Marcin Kusz
Redaktor

O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.