Szybki wzlot i bolesny upadek. Co tak naprawdę zabiło przeglądarki AI?
Dolina Krzemowa przekonywała, że przeglądarki AI staną się następnym etapem rozwoju internetu. Jednak rzeczywistość szybko zweryfikowała te zapowiedzi.

Gdybym miała wskazać największą nowinkę technologiczną ubiegłego roku, byłyby to przeglądarki AI, czyli przeglądarki internetowe, które mają wbudowanego asystenta AI. Asystent AI w tych programach to nie tylko chatbot, ale przede wszystkim narzędzie umożliwiające (teoretycznie) szybsze chłonięcie treści z internetu i odejście od komputera, podczas gdy asystent autonomicznie wykonuje powierzone mu zadanie - porównuje różne opcje wycieczek, rezerwuje bilet na samolot czy zbiera informacje dotyczące usługodawców w twojej okolicy.
Przeglądarką, która uruchomiła boom na tego typu programy była Dia od The Browser Company, która tak bardzo wierzyła w projekt, że aż porzuciła przeglądarkę Arc - tę samą, która w ogóle dała jej możliwość zaistnienia na rynku. W jej ślad za The Browser Company i ich Dią poszło Perplexity z Comet oraz OpenAI z Atlasem, a gdzieś po cichu Google rozwijał Project Mariner. Internet był zachwycony wizją nowej rzeczywistości i nazywał przeglądarki AI "Przyszłością". Takie opinie można było znaleźć nawet na łamach mediów nietechnologicznych - "Wypróbowałam przeglądarkę internetową opartą na sztucznej inteligencji i przekonałam się do niej".
Jednak wszystko zestarzało się nie tylko niezwykle szybko, ale i niezwykle... źle. Po prostu źle.
The Browser Company w trzy miesiące sprzedało całą firmę - włącznie z obiema przeglądarkami - Atlassianowi, który bardziej podtrzymuje Dię przy życiu niż daje jej nowe funkcje. Google wrzucił do kosza Project Mariner, a OpenAI przeżywa kryzys tożsamości czego efektem jest zakończenie rozwoju Atlasa. Jest jeszcze przeglądarka Perplexity, ale i ta wydaje się być po prostu podtrzymywana przy życiu poprzez aktualizacje silnika i zabezpieczeń, aniżeli rozwijana i ulepszana.
Co więc poszło nie tak?
Bezpieczeństwo okazało się największym problemem
Przede wszystkim przeglądarki AI to materializacja najgorszych koszmarów ekspertów cyberbezpieczeństwa. Aby wykonać polecenie użytkownika - niezależnie czy jest nim podsumowanie obecnie wyświetlanego artykułu czy działanie w imieniu użytkownika, takie jak choćby prozaiczne zamówienie pizzy - przeglądarki AI opierają się na przeglądaniu stron przez asystenta, wykonywaniu zrzutów ekranu i automatycznej interpretacji wyświetlanej witryny. Ta właściwość otwiera drzwi cybeprzestępcom i wszystkim osobom o nieczystych zamiarach, którzy wiedzą jak dokonać ataku typu prompt injection. Prompt injection to technika cyberataku, w której sztuczna inteligencja (np. chatbot lub agent AI) jest manipulowana za pomocą specjalnie spreparowanych poleceń, w tym przypadku ukrytych w witrynie. Te mogą być ukryte w kodzie HTML strony, w jej interfejsie (np. w białym tekście na białym tle), a w przypadku dużych i skoordynowanych kampanii, także być po prostu treścią wpisu na blogu czy komentarza w mediach społecznościowych. Tak przygotowany atak typu prompt injection może przemycić do asystenta instrukcje typu "zignoruj poprzednie polecenia i wykonaj X" lub "wyślij dane użytkownika do Y", co jest skrajnie niebezpieczne w przypadku programu, w którym mamy zapisane nasze hasła, adresy i nierzadko także metody płatności.

Mniej przerażającą, ale również niepokojącą kwestią jest precyzyjność działania AI w przeglądarce. Wszystkie firmy rozwijające tego typu programy najbardziej chwaliły sobie aspekty autonomiczności i wykonywania zadań w imieniu użytkownika takie jak wyszukiwanie informacji na obecnie otwartych kartach, podsumowanie stanu skrzynki odbiorczej poczty e-mail, sporządzenie listy przedmiotów na podstawie obecnie wyświetlonej strony, podsumowanie filmiku na YouTube czy wreszcie zakupy. Jednak każde z tych zadań jest efektem wyjścia z założenia, że AI jest nieomylna - zawsze umieści właściwe informacje we właściwym miejscu, i wspomni o braku informacji umożliwiających poprawne wykonanie zadania. Tego typu incydenty prowadzą do sytuacji, w których człowiek zamiast oszczędzać czas dodatkowo go traci na poprawki lub całkowite wykonanie zadania od zera.
Świetny pomysł, niejasny odbiorca
Innym problemem, który towarzyszył każdej z przeglądarek jest premiera w próżni. Ani The Browser Company, ani Perplexity, ani OpenAI nie były w stanie jasno zdefiniować dla kogo są ich produkty. Czy z przeglądarki AI może skorzystać doświadczony użytkownik internetu, czy może w nim operować nowicjusz? Przedstawiciele jakich zawodów i jakich hobby mogą najbardziej skorzystać na przesiadce na przeglądarkę AI?

Przeglądarki AI były agresywnie reklamowane jako "następny krok" w erze internetu, jednak nigdy nie potrafiłam znaleźć logicznego uzasadnienia dla korzystania z nich zamiast dotychczasowej przeglądarki. Pomimo, że przykłady wykorzystania wbudowanego agenta AI można mnożyć - i sama podałam już garść - to póki co nie zaistniała sytuacja, w której dane zadanie wolałabym powierzyć AI aniżeli przeklikać się przez internet samodzielnie. Sama ilość generowanych błędów i powolne działanie sprawiają, że ani ja ani obecny rynek nie widzi w przeglądarkach AI nic poza ciekawostką i przedłużeniem działania znanych nam już chatbotów.
Internet nie powstał z myślą o agentach AI
Wreszcie, powinniśmy rozważyć strukturę obecnego internetu. Jest to internet zbudowany dla ludzi, nie dla maszyn. Nie chodzi mi tu o względy etyczne i moralność, a sam fakt, że projektanci witryn WWW w swojej pracy nie przewidują, że na stronę wejdzie agent AI zamiast człowieka. Zamiast odczytywać treść strony w uporządkowany sposób, wykonują zrzuty ekranu, analizują je za pomocą rozpoznawania obrazu, a czasem zwyczajnie gubią się w interfejsie lub zapętlają podczas wykonywania prostych czynności. W najgorszym wypadku są blokowane przez CAPTCHę i Cloudflare, które blokują podejrzany ruch w witrynie. A tam, gdzie agentowi AI uda się obejść wszystkie dostosowania do ruchu ze strony człowieka, zużyje on niebotyczne ilości mocy obliczeniowej.
Historia przeglądarek AI pokazuje, że sam pomysł nie wystarczy do stworzenia produktu, który zastąpi narzędzia rozwijane od kilkudziesięciu lat. Autonomiczni agenci muszą jednocześnie radzić sobie z bezpieczeństwem, niezawodnością, wydajnością oraz internetem, który nigdy nie był projektowany z myślą o ich obecności. Każdy z tych elementów okazał się przeszkodą znacznie większą, niż sugerowały pierwsze pokazy i materiały promocyjne.
Kolejne generacje modeli AI z pewnością będą skuteczniejsze od obecnych, jednak przeglądarka internetowa pozostaje jednym z najbardziej wymagających środowisk dla autonomicznego oprogramowania. Dopóki agenci będą podatni na manipulację, będą popełniać błędy podczas wykonywania prostych zadań i będą wymagać ogromnych zasobów obliczeniowych, trudno oczekiwać, aby stali się nowym standardem korzystania z internetu.
Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.