Metallica korzysta z wynalazku Polaka. Czekał 300 lat na odkrycie
Metallica, wiolonczele i fortepiany korzystają z pomysłu Olbrychta Góreckiego. Polskiego wynalazcę zidentyfikowano po ponad 360 latach.

Każdy ciężki riff Metalliki zaczyna się od rozwiązania wymyślonego ponad 360 lat temu przez szlachcica z Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Olbrycht Górecki owinął jelitową strunę cienkim srebrnym drutem i dał niewielkim instrumentom mocny, głęboki bas. Sam wynalazek podbił świat, ale nazwisko jego twórcy zniknęło. Dopiero archiwalne śledztwo dr Emily Peppers z Uniwersytetu Warszawskiego pozwoliło ustalić, kim był tajemniczy Goretsky.
Bez niego Metallica brzmiałaby zdecydowanie chudziej
Na pierwszy rzut oka lutnia z XVII w. i gitara elektryczna Jamesa Hetfielda nie mają ze sobą wiele wspólnego. Jedna kojarzy się z dworem, koronkowym kołnierzem i kameralną muzyką, druga z ogromną sceną, przesterowanym wzmacniaczem i riffem, od którego drży cały stadion.
Pod palcami muzyka działają jednak zgodnie z tym samym pomysłem. Najgrubsze struny współczesnych gitar mają rdzeń ciasno owinięty metalowym drutem. Oplot zwiększa ich masę i gęstość, dzięki czemu mogą wydawać niski, mocny dźwięk, a jednocześnie pozostają na tyle cienkie i elastyczne, aby dało się na nich wygodnie grać.
James Hetfield korzysta dziś z przygotowanego specjalnie dla niego zestawu strun o grubości od 0,011 do 0,050 cala. Ich producent chwali się nawet odpowiednio dobraną proporcją pomiędzy rdzeniem a oplotem, która ma zapewniać grubsze brzmienie i stabilność stroju podczas agresywnej gry.
Materiały są oczywiście współczesne. Zamiast zwierzęcego jelita i srebra mamy stalowe rdzenie, niklowane owijki, specjalne stopy i powłoki zwiększające trwałość. Fundament pozostaje jednak ten sam: lekki i elastyczny rdzeń należy obciążyć cienkim metalowym drutem.
Jak pisaliśmy w tekście: Metallica zatrzęsła Śląskiem. Tym razem dosłownie, podczas koncertu w Chorzowie publiczność i potężne nagłośnienie zostawiły ślad na sejsmografach. Trudno o lepsze pokazanie drogi, jaką przeszła muzyka: od cichej lutni w XVII-wiecznym salonie do gitarowego basu poruszającego ziemię.
Jedna struna potrzebowała jelit nawet 60 owiec
Problem z niskimi dźwiękami jest starszy niż gitara elektryczna. Struna drga tym wolniej i brzmi tym niżej, im jest dłuższa, luźniejsza albo cięższa. Nie każdą z tych wartości można jednak zwiększać bez końca.
Zbyt długa struna wymaga ogromnego instrumentu. Zbyt luźna zaczyna brzmieć nieczysto i źle reaguje na palce. Pozostaje więc zwiększenie jej masy, ale w czasach przed metalowymi rdzeniami podstawowym materiałem były odpowiednio oczyszczone i skręcone jelita zwierzęce.
Aby uzyskać naprawdę grubą strunę basową, potrzeba było materiału pochodzącego nawet od 60 owiec. Efekt nadal był daleki od ideału. Taka struna stawała się sztywna, niewygodna i bardzo długa. Wydawała raczej głuchy dźwięk, szybko się rozstrajała i utrudniała budowę mniejszych instrumentów o dobrym basie.
Lutnicy próbowali różnych sztuczek. Skręcali jelita jak linę, nasączali je olejami i eksperymentowali z roztworami zawierającymi metale. Chodziło o dodanie ciężaru bez tworzenia struny grubej jak sznur.
Górecki znalazł rozwiązanie prostsze i skuteczniejsze. Zamiast zmieniać całe jelito, owinął je bardzo cienkim srebrnym drutem. Metal zwiększył gęstość struny, ale jej rdzeń nadal pozostawał elastyczny. Można było uzyskać głęboki ton bez budowania instrumentu przypominającego mebel wielkości pokoju.
Ten niepozorny detal otworzył drogę do donośniejszych wiolonczel, skrzypiec, viol da gamba, gitar, fortepianów i wielu innych instrumentów. Współczesna muzyka zawdzięcza mu znacznie więcej, niż sugerowałby kawałek drutu nawinięty na jelito.
Przez wieki znali tylko nazwisko napisane ze słuchu
Jak czytamy na łamach portalu Nauka w Polsce, o samym początku tej technologii historycy wiedzieli z krótkich notatek pochodzących z 1659 r. Samuel Hartlib, uczony i kolekcjoner informacji o nowych odkryciach, zanotował wiadomość przekazaną przez słynnego chemika Roberta Boyle’a.
Według zapisu niejaki Goretsky wynalazł struny do lutni pokryte srebrnym drutem, które miały tworzyć wyjątkowo piękną muzykę. W kolejnym wpisie pojawiła się informacja o jelitowej strunie owiniętej srebrem. Pomysł miał należeć właśnie do Goretsky’ego.
Tyle że nikt nie wiedział, kim on był. Nazwisko mogło zostać zapisane fonetycznie przez Anglika, a jego właściciel nie pojawiał się w najważniejszych opracowaniach dotyczących lutnictwa. Wynalazek w ciągu kolejnych dekad zaczął się rozpowszechniać, podczas gdy autor zniknął za jednym słowem w starym indeksie.
Tajemnicą zajęła się dr Emily Peppers, muzykolożka związana z Instytutem Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego, realizująca staż w ramach programu działań Marii Skłodowskiej-Curie. Badaczka analizuje historię instrumentów, kulturę materialną muzyki oraz przepływ technologii pomiędzy krajami i różnymi dziedzinami rzemiosła.
Peppers zaczęła przeszukiwać europejskie bazy i archiwa, szukając nazwisk, które dla XVII-wiecznego Anglika mogły brzmieć jak Goretsky. Przełom nastąpił w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie. Znalazła tam pisane po polsku listy wysyłane z Oksfordu do księcia Bogusława Radziwiłła. Ich autorem był Olbrycht Górecki. Czas, miejsce, środowisko i nazwisko zaczęły pasować do dawnej notatki Boyle’a.
Nie jest to więc przypadek wynalazku wyciągniętego z ziemi po 300 latach. Struny cały czas istniały, rozwijały się i zmieniały muzykę. Na ponowne odkrycie czekał człowiek, który jako pierwszy miał wpaść na ten pomysł.
Żołnierz, poliglota i wynalazca od Radziwiłłów
Olbrycht Górecki urodził się około 1621 r. i był szlachcicem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Badaczka opisuje go jako polimatę, czyli człowieka zajmującego się wieloma dziedzinami wiedzy, oraz poliglotę.
Nie spędził całego życia w warsztacie lutniczym. Służył pod wodzą hetmana Janusza Kiszki, znał Janusza Radziwiłła, pojawiał się na dworze króla Jana II Kazimierza i walczył podczas powstania Chmielnickiego. Był również związany z dworem Bogusława Radziwiłła i pełnił funkcję podkoniuszego Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Górecki był kalwinistą. Prawdopodobnie ze względu na narastającą presję religijną opuścił Rzeczpospolitą. Studiował w Lejdzie, przebywał w Utrechcie, a w 1654 r. zamieszkał w Anglii. W Oksfordzie trafił do środowiska nazywanego Rzeczpospolitą Uczonych. Była to międzynarodowa sieć intelektualistów wymieniających listy, pomysły, wyniki doświadczeń i informacje o nowych technologiach. Należał do niej m.in. Robert Boyle, jeden z twórców nowoczesnej chemii eksperymentalnej.
To właśnie w Anglii Górecki najprawdopodobniej opracował swoją strunę. Miał dostęp do ludzi zainteresowanych akustyką i fizyką, ale również do bardzo rozwiniętego rzemiosła metalowego. Potrzebny był ktoś, kto połączy te dwa światy.
Pomysł na ciężkie riffy znalazł w damskiej rękawiczce
Srebrnego drutu cieńszego od ludzkiego włosa nie produkowano w XVII w. z myślą o gitarzystach. Stosowano go m.in. w luksusowym hafciarstwie, do wykonywania metalicznych nici zdobiących stroje, pasy, ordery i rękawiczki.
Rzemieślnicy potrafili bardzo ciasno owijać cienkim srebrem włóknisty rdzeń, tworząc elastyczną, błyszczącą nić. Górecki miał najprawdopodobniej przenieść tę samą technikę z mody do muzyki.
Zamiast ozdabiać tkaninę, owinął metalem strunę z jelita. Jeżeli wiedział z ówczesnych debat, że dla uzyskania niskiego dźwięku kluczowa jest gęstość, pomysł był logiczny. Srebro dodawało dużo masy, choć cała struna nie musiała stawać się przesadnie gruba. Dzisiaj nazwalibyśmy to transferem technologii. Rozwiązanie opracowane dla jednej branży zostaje zauważone przez człowieka, który dostrzega jego zastosowanie w zupełnie innym miejscu.
Górecki nie musiał wymyślać ani cienkiego drutu, ani jelitowych strun. Jego innowacją było ich połączenie. Właśnie tak powstaje wiele wynalazków, które później wydają się oczywiste. Wszystkie potrzebne elementy leżą na stole, ale przez lata nikt nie wpada na to, żeby złożyć je w odpowiedniej kolejności.
Muzycy nie rzucili się od razu na nowość
Pierwsze znane zapisy dotyczące strun Góreckiego pochodzą z 1659 r., a już w 1664 r. podobne produkty reklamowano w angielskim podręczniku muzycznym. Nie oznacza to jednak, że cała Europa natychmiast wyrzuciła tradycyjne struny.
Nowa konstrukcja miała inną masę, opór i reakcję na dotyk. Muzycy przez lata ćwiczyli na strunach jelitowych i niekoniecznie chcieli zmieniać technikę gry. Instrumenty również trzeba było odpowiednio dostosować.
Dopiero około 1675 r. francuski wirtuoz Jean de Sainte-Colombe zaczął stosować metalowy oplot w violi da gamba. Dodał do instrumentu siódmą, wyjątkowo niską strunę. We Włoszech pierwsze ślady nowej technologii pojawiają się pod koniec lat 70. XVII w., a na obrazach można ją rozpoznawać w kolejnej dekadzie.
Na początku XVIII w. z oplotami eksperymentował Antonio Stradivari. W instrumentach smyczkowych przyjął się również oplot otwarty, w którym pomiędzy kolejnymi zwojami drutu pozostawiano odstępy. Pełny, ciasny oplot podobny do rozwiązania przypisywanego Góreckiemu jest za to bliski konstrukcji współczesnych strun gitarowych.
Rewolucja potrzebowała więc kilkudziesięciu lat, ale ostatecznie wygrała. Muzyka przenosiła się z niewielkich komnat do większych sal, a publiczność oczekiwała mocniejszego i bardziej donośnego brzmienia. Bez wydajnych strun basowych trudno byłoby je uzyskać.
Polski wynalazek został w muzyce na dobre
Zasada metalowego oplotu przetrwała kolejne epoki, choć zmieniały się rdzenie, metale i sposoby produkcji. Struny jelitowe zastępowały jedwab, stal i materiały syntetyczne. Srebro ustępowało miedzi, niklowanej stali, aluminium, wolframowi oraz specjalnym stopom.
Oplot znajdziemy dziś w gitarach elektrycznych, akustycznych i basowych, ale również w wiolonczelach, altówkach, skrzypcach, kontrabasach oraz fortepianach. W tym ostatnim najniższe struny są nawijane miedzianym drutem, aby uzyskać odpowiednią masę bez niepotrzebnego zwiększania ich długości.
Jak pisaliśmy w tekście: Polak zbudował unikalny instrument z planów Leonarda Da Vinci, historia muzyki pełna jest pomysłów, które znikają, a po stuleciach wracają dzięki pracy konstruktorów i badaczy. W przypadku Góreckiego sytuacja jest jeszcze ciekawsza: nie zaginął sam wynalazek. Zaginęło nazwisko.
Przeczytaj także:
Odkrycie dr Emily Peppers to wyjątkowo mocny trop, który przywraca konkretną postać historii technologii. Olbrycht Górecki przez ponad 360 lat pozostawał tajemniczym Goretskym dopisanym na marginesie cudzych notatek. W tym czasie jego pomysł zdążył wejść do sal koncertowych, fortepianów, orkiestr, rocka i heavy metalu. Metallica zapewne zagrałaby bez niego. Pytanie tylko, czy ktokolwiek chciałby słuchać Master of Puppets z basem wymagającym jelit 60 owiec i gitary długiej jak stół w zamku Radziwiłłów.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Méline Waxx, Pexels
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.